Bad luck Bolt. Zrobili taniego elektryka bo tego chciał rynek. Nikt go nie kupuje
Chevrolet Bolt miał być tanią rewolucją na amerykańskim rynku elektryków. Jak się okazuje jest... największą wpadką sprzedażową.
Chevrolet Bolt miał zniknąć z rynku na dobre. General Motors zakończyło produkcję poprzedniego modelu oraz większego Bolta EUV, choć samochody cieszyły się sporą popularnością w USA - wówczas wyniki sprzedaży były naprawdę imponujące, co zaskoczyło wiele osób. Fabryka Orion Assembly dostała jednak ważniejsze zadanie - koncern chciał tam produkować duże elektryczne pickupy.
Ten plan szybko zaczął się jednak zmieniać. Popyt na elektryczne pickupy nie spełnił oczekiwań General Motors, a Amerykanie ponownie przetasowali swoje plany produkcyjne. Chevrolet Bolt dostał wtedy drugą szansę. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: skoro był popyt, to grzechem byłoby go nie wykorzystać.
Chevrolet poprawił ten model, przeniósł jego produkcję do Kansas i ponownie wprowadził go na rynek. Co więcej, zrobił dokładnie to, czego od producentów od dawna domaga się część klientów. Bolt stał się jednym z najtańszych nowych samochodów elektrycznych w USA. Kosztuje obecnie 27 600 dolarów (wyjściowo), nie licząc 1395 dolarów opłaty transportowej. Taka dopłata to w Stanach Zjednocznych standard.

Na papierze wszystko wygląda więc całkiem dobrze. Jest niewielki samochód elektryczny, jest rozsądna cena i są przyzwoite parametry. Tyle że zabrakło jednego elementu. Klientów.
W pierwszej połowie tego roku Chevrolet sprzedał w USA zaledwie 4224 egzemplarze Bolta. Utrzymanie takiego tempa oznaczałoby wynik poniżej 9500 samochodów w całym roku. To zdecydowanie za mało przy skali produkcji, którą pierwotnie zakładał General Motors.
Chevrolet Bolt miał powstać w 150 000 egzemplarzy. Skończy się na około 35 000 autach. To boli
Według informacji, które przedstawił Reuters, General Motors zakładało produkcję około 150 000 egzemplarzy nowego Bolta. Teraz plan ma być mniejszy o około 75 procent. Do zakończenia produkcji może powstać zaledwie 35 000 samochodów.
Sam Bolt także długo nie pozostanie na rynku. Produkcja zakończy się już w pierwszym kwartale 2027 roku. Chevrolet od początku zaznaczał wprawdzie, że będzie to model produkowany przez ograniczony czas, ale pierwotne założenia wskazywały na znacznie większą skalę całego przedsięwzięcia.
General Motors nie potwierdza liczb podawanych przez Reutersa. Koncern przyznaje jedynie, że na bieżąco analizuje sytuację na rynku oraz popyt. Wyniki sprzedaży Bolta pokazują jednak, dlaczego ograniczenie produkcji może być konieczne.
Trudno przy tym wskazać jeden oczywisty problem samego samochodu, gdyż nie jest to zła konstrukcja. Bolt wykorzystuje akumulator LFP o pojemności 65 kWh, ma 422 kilometry zasięgu i generuje 210 KM. Takie liczby nie rozczarowałyby nawet w Europie.
Sytuację Bolta komplikuje natomiast zmiana warunków na amerykańskim rynku. Samochód nie korzysta już z federalnej ulgi podatkowej, która wcześniej obniżała realny koszt zakupu elektryka. Nowy model zachował też dużą część stylistyki poprzednika. Chevrolet nie prowadził przy tym szczególnie intensywnej kampanii promującej jego powrót.
Bolta zjadł jego większy i nieznacznie droższy brat. I tu jest problem
Co ciekawe nie oznacza to, że Amerykanie odwrócili się od wszystkich elektrycznych Chevroletów. Znacznie większy Equinox kosztuje 34 995 dolarów w najtańszym wydaniu - i to on schodzi jak świeże bułeczki. Do tego ma ponad 500 kilometrów zasięgu, lepszy design i bogatsze wyposażenie.

Jak widać w USA wciąż rządzi rozmiar - i małe i tanie samochody wcale nie mają lekko. Tym samym Bolt przechodzi po raz drugi do historii, tym razem będąc jednak sporą wpadką. Swoją drogą jestem ciekaw, czy taki samochód miałby szansę na przebicie się w Europie. Chevrolet ma ciekawą ofertę elektryków i mógłby nią sporo zdziałać na Starym Kontynencie.


