Kimi Antonelli mistrzem świata. Wierzę, że to dopiero początek
Ma zaledwie 20 lat i właśnie zdobył pierwszy tytuł mistrza świata. Choć ten sezon w Formule 1 jest bardzo dziwny, to wiem, że Kimi Antonelli nie zdominował go szczęściem, a talentem i samozaparciem. Można śmiało powiedzieć, że lata ciężkiej pracy bardzo szybko zaowocowały – a jego przyszłość zapowiada się bardzo ciekawie.
Gdy Lewis Hamilton ogłosił swoje odejście z Mercedesa, wszyscy stawiali na to, że Toto Wolff będzie walczyć o Maxa Verstapenna. Czterokrotny mistrz świata nie był zadowolony ze swojej sytuacji w Red Bullu, a problemy z bolidem sprawiały, że mógł skorzystać z furtki "uwalniającej" go z umowy z tym zespołem. Wolff postawił jednak na dwie sprawdzone karty: George Russella, który był już związany z Mercedesem, oraz na mało znanego szerszemu gronu nastolatka z Bolonii. Kimi Antonelli w 2025 roku wskoczył do najwyższej ligi kierowców, mając za sobą sukces w regionalnej Formule 4 i umiarkowanie udany start w Formule 2. Czy ktoś spodziewał się, że tak szybko odniesie wielki sukces? Nie sądzę.
Szef Mercedesa wierzył jednak w tego dzieciaka, widząc w nim ogromny generacyjny talent. I szczerze mówiąc to, że rzucił go na głęboką wodę, wcale mnie nie dziwi. Wolff nie chciał popełnić błędu sprzed lat, kiedy to miał szansę zgarnąć pod swoje skrzydła młodego Verstappena. Być może gdyby Max zaczynał w Mercedesie, miałby na swoim koncie znacznie więcej tytułów mistrzowskich.
Tu jednak wchodzimy w świat gdybania. Max do swoich największych sukcesów musiał dojrzeć, a jego styl jazdy bardzo ewoluował od pierwszych wyścigów w 2015 roku. Trudno więc powiedzieć, czy mając pod sobą atomowy bolid Mercedesa z lat 2016-2021, byłby w stanie wykorzystać jego potencjał.
Tymczasem Kimi Antonelli potrzebował raptem roku, niczym Lewis Hamilton, aby wdrożyć się w świat rywalizacji na najwyższym szczeblu. Okej, nie zapominajmy, że Hamilton prawie zgarnął tytuł w pierwszym sezonie – i to byłoby wyjątkowym wydarzeniem, no ale...
W Formule 1 Antonelli zdążył pokazać się w dwóch różnych generacyjnie samochodach. Erę maszyn stawiających na efekt przypowierzchniowy zakończył na siódmym miejscu w klasyfikacji generalnej, tuż za człowiekiem, którego zastąpił w Mercedesie, Lewisem Hamiltonem.
Trudno powiedzieć, czy po prostu nowe regulacje bardzo mu podpasowały, czy doświadczenie wyniesione z minionego sezonu tak bardzo zaprocentowało. Pewne jest to, że Kimi Antonelli uczy się w ekspresowym tempie
Widać to było już rok temu, kiedy szybko analizował swoje błędy i starał się ich unikać w kolejnych wyścigach. Samochód Mercedesa był znacznie lepszy, niż w 2022 roku, niemniej wciąż posiadał wiele wad. Tegoroczne bolidy ponoć dla niektórych są łatwiejsze w prowadzeniu, a problemy techniczne wielu czołowych zespołów, z McLarenem, Red Bullem i Ferrari na czele, dały Mercedesowi pole do działania.

George Russell i Antonelli szybko zdominowali mistrzostwa, choć równie ekspresowo walka pomiędzy nimi zaowocowała pokazem talentu i siły. Nie od dzisiaj wiadomo, że obok umiejętności i maszyny, w Formule 1 czasami przydaje się odrobina szczęścia. A to zdecydowanie nie sprzyjało Russellowi, który nie tylko popełniał błędy w kluczowych wyścigach, ale także miał problemy z zawodnością samochodu.
Kimi też walczył z takimi przeciwnościami losu (między innymi DNF w Barcelonie), choć już od pierwszego wyścigu udowadniał, że nie da Russellowi przestrzeni na komfortowe zwycięstwo. Jego dominacja była ogromna, a umiejętności wyraźnie dojrzały od ubiegłego roku.
To nie przypadek. Antonelli nie jest "everymanem". Nie wziął się znikąd i ma za sobą ogromny reżim treningowy
Jego sukces jest kombinacją naturalnego talentu, ale i inwestycji prowadzonych przez Mercedesa. Toto Wolff szybko zauważył jego potencjał i zaczął inwestować w młodego zawodnika. Chciał tutaj powtórzyć ścieżkę, którą podążał właśnie Max Verstappen, którego od dziecka trymowano na mistrza.
Prawda jest taka, że nieliczni ludzie bez wsparcia i ogromnego zaplecza są w stanie przebić się do "królowej motorsportu". Jednocześnie jednak i to nie daje gwarancji sukcesu, na co najlepszym dowodem jest Lance Stroll. Choć dostał wszystko, co najlepsze, to nigdy nie był w stanie utrzymać jednego wysokiego poziomu. Teraz jego ulubionym zajęciem jest ewidentnie wczesne kończenie wyścigów.
Zwycięstwo Kimiego bardzo mnie cieszy – i wierzę w to, że będzie to jeden z kolejnych wielkich talentów w Formule 1
Trafił pod dobre skrzydła, dostał świetny samochód (to zawsze jest ważnym czynnikiem w walce o zwycięstwo), ale to wszystko uzupełnił charyzmą i charakterem wyróżniającym mistrzów. Idealnym przykładem na to było Grand Prix Wielkiej Brytanii, gdzie pomimo uszkodzenia bolidu starał się walczyć o jakiekolwiek punkty. Przyznam szczerze, że omal wtedy nie uroniłem łezki, słuchając jego wypowiedzi przez radio.
Podium w Meksyku jest pięknym momentem na zdobycie tytułu mistrzowskiego. Kierowca z "dwunastką" na samochodzie swój wielki sukces celebrował stojąc obok Maxa Verstapenna i Lewisa Hamiltona. Sumując ich sukcesy wraz z "nowym nabytkiem" na koncie Kimiego, dostaliśmy 12 tytułów. Jak widać jest to szczęśliwa dla Włocha liczba.

Meksykańskie celebracje były tutaj "wisienką na torcie"
Podejście Verstappena i Hamiltona mogło nawet nieco rozczulić (byli niczym "starsi bracia, dumni z sukcesu"), a samo świętowanie tytułu mistrzowskiego wywołały szeroki uśmiech na twarzy. Na pewno była to miła odskocznia po ubiegłorocznej wygranej Lando Norrisa, którego tytuł mistrzowski mieszał się z kontrowersyjnymi decyzjami McLarena, które ciągnęły się za nim przez cały sezon.
I choć zawsze byłem wielkim fanem zespołu z Woking, to w ubiegłym roku mocno trzymałem kciuki za Oscara Piastriego. Zresztą cały czas wierzę w to, że i on jeszcze zdobędzie tytuł mistrzowski, choć raczej nie ze swoim obecnym zespołem.


