Dacia krytykuje UE, i to całkiem słusznie. Przepisów jest za dużo i uderzają w ceny samochodów

Szefowa marki Dacia, Katrin Adt, krytykuje UE za biurokrację i mnożenie przepisów dotyczących wyposażenia samochodów. Nie ma szans na tanią motoryzację. I trudno się z panią prezes nie zgodzić.

Przy okazji premiery nowej Dacii Spring, Katrin Adt udzieliła wywiadu dziennikarzom Autocar. Wprost skrytykowała przepisy unijne dotyczące wyposażenia samochodów, jako uderzające w europejską motoryzację i dostęp do mobilności dla szerokiego grona osób. Taka marka jak Dacia ucierpi na tym mocno.

Dacia wdrożyła 100 regulacji. Zostało drugie tyle

Do końca dekady marka Dacia powinna wdrożyć kolejne 107 regulacji wymaganych przepisami UE. To różnego rodzaju przepisy dotyczące wyposażenia, czy konstrukcji aut. Część jest sensownych, a część... pewnie też, ale wyłącznie na papierze.

Bo choć mogą mieć wpływ na bezpieczeństwo, to podnoszą cenę samochodu drastycznie. Tanie Dacie już się skończyły i nic nie zapowiada takiej zmiany, przy obecnych przepisach.

Adt apeluje więc o zmianę, czy też złagodzenie niektórych wymagań dla małych samochodów. Niekoniecznie dla kategorii M1E, ale po prostu dla aut, które w założeniu mają być tańsze.

Szefowa należącej do Renault marki przywołuje badania, na podstawie których Europa straciła 3 miliony rejestracji nowych samochodów po 2020 roku. Między innymi ze względu na szybujące w kosmos ceny aut. Przez to ludzie zostali przy samochodach używanych, albo... przesiedli się do chińskich samochodów.

Dodatkowo, wspomniane systemy wsparcia jazdy, których jest coraz więcej dzięki wymogom urzędników (a nie producentów samochodów), choć wielu osobom pomagają, to równie wielu po prostu przeszkadzają. Bo działają świetnie w laboratoriach i na torach testowych, a nie w codziennym życiu.

Dacia

Dacia zrobiła badania i wyszło im, że najczęściej używanym przyciskiem w ich samochodach jest ten wyłączający wszystkie systemy wsparcia.

To o czymś świadczy. Zwłaszcza, że mówimy o marce, która nie jest adresowana do "pasjonatów", tylko raczej przeciętnych kierowcach, używających samochodu na co dzień.

Złagodzenie przepisów mogłoby spowodować obniżki cen aut i większy opór wobec "Chińczyków". Choć niestety pewnie skończy się na tym, że więcej aut będzie projektowanych pod kategorię M1E, czyli samochodów lekkich i... niepełnowartościowych. Tzn. np. z ograniczeniami wymiarów i prędkości. Ja wiem, że wielu osobom mały samochód wystarcza, ale zaraz się okaże, że będzie jedynym, na który będzie stać mieszkańców.