Elon Musk powiedział jedną sensowną rzecz. Większość komentatorów to zupełnie przegapiła

Marketing Musk ma genialny. Może raz powiedzieć coś kluczowego, ale i tak ważniejszy jest show. I wszyscy będą o tym mówić, że Tesla Roadster poleci. A nie poleci.

Czytam sobie komentarze, wpisy na temat najnowszej premiery Elona Muska. Tesla Roadster wywołała szum w internecie tak wielki, jak w polskiej bańce zrobiła to ostatnio Pizza Książula. Każdy, mniej, lub bardziej zaznajomiony z motoryzacją musi się wypowiedzieć na temat latających samochodów. I tego, że "Musk znowu to zrobił". I takie wpisy widziałem, choć tak naprawdę, nie wiadomo, co znowu zrobił. Chyba, że oszukał wszystkich.

Ale wśród tego oszustwa dodał sensowną "gwiazdkę", drobnym druczkiem. I nikt jej nie przeczytał.

Tesla Roadster to nie latający samochód i nie jest żadnym przełomem

Wystarczy dokładnie prześledzić informacje, które podała amerykańska firma, dotycząca dostępnych odmian i możliwości nowego wynalazku Space X oraz Tesli.

To, o czym wszyscy mówią, czyli astronomiczne przyspieszenia, jazda do góry nogami oraz "latający samochód" to domena przede wszystkim wersji Rocket.

Tesla Roadster

Wersji tej nie będzie się dało normalnie kupić. Tesla przyznaje, że będzie "invite only", a więc dla wyselekcjonowanej, pewnie wyjątkowo niedużej, liczby klientów. Do tego jest jednomiejscowa i nie będzie miała homologacji drogowej. 

A to oznacza, że równie dobrze, w trakcie pokazu z bagażnika mogły wysunąć się karabiny maszynowe i strzelać do celu.

To zwykła zabawka, która jeśli powstanie w odmianie seryjnej, trafi za grube miliony dolarów do kolekcjonerskich garaży.

Ewentualnie pokazywać będzie jeszcze swoje sztuczki na jakichś pokazach poza drogami publicznymi.

Premiera roadstera wyglądała jak te reklamówki gier na telefon, na które trafiacie przewijając socjal media. Spodziewacie się świetnej grafiki, wciągającej fabuły i zaskakujących zagadek, a okazuje się, że macie do ułożenia w rzędzie trzy żółte klocki, niczym w Tetrisie.

Tesla Roadster

Bo tak naprawdę spójrzmy na wersję Performance. Ona też jest w fazie prototypu, ale prawdopodobnie to jej produkcja rozpocznie się co najmniej w 2028 roku.

Mamy tu poprawiony napęd z Tesli Plaid. Każdy z silników elektrycznych (maksymalnie 3) osiągnie ok. 500 KM, czyli łącznie ma mieć maksymalnie 1500 KM. I ok. 1700 kg. I to drugie jest imponujące.

Zasięg? do 480 km. Ładowanie ma wynieść max 500 kW, ale od 10 do 80% ma zająć między 10, a 12 minut. Akumulator ma mieć około 100 kWh pojemności, choć wciąż nie mamy jeszcze pewności, czym to się skończy.

Wersja Thrust, z "dopalaczem" też raczej nie będzie użyteczna na co dzień. Tzn. pewnie będzie mocniejsza, i nawet jeśli będzie mieć wsparcie zimnego gazu, to również tylko poza drogami publicznymi.

I choć te parametry, które już znamy (a mówimy tylko o prototypie) są świetne, to jednak w dzisiejszych czasach nie powodują efektu Wow. Niestety, ale BYD Yangwang U9 ma podobne osiągi. Tylko już istnieje i można go kupić.

Za nieco mniejsze pieniądze niż ok. 1 mln zł. A tyle ma kosztować bazowa Tesla Roadster Performance. Tyle też kosztuje depozyt na Thrusta. Który pewnie nie jest 50% ceny, tylko znacznie mniejszą częścią.

To hipersamochód, w cenie hipersamochodu, zrobiony przez firmę, która najlepiej radzi sobie z tanimi elektrykami produkowanymi masowo.

Ale show must go on, a Elon Musk znów świętuje, że udało mu się Was nabrać.