Jedyne BMW M5 z silnikiem W10 idzie pod młotek. Ma geny Volkswagena
Volkswagen stworzył silnik W10, ale nigdy nie zamontował go we własnym samochodzie - trafił on do BMW M5 E39, którym jeździł Ferdinand Piëch. Teraz ten wyjątkowy prototyp idzie pod młotek.
Volkswagen kupił ten samochód, aby sprawdzić możliwości swojej nowej jednostki. Auto przetrwało do dzisiaj, a teraz trafi na aukcję. Jego historia jest pokręcona, ale sam projekt robi wrażenie.
BMW M5 z silnikiem W10 powstało, ponieważ Volkswagen... nie miał odpowiedniego samochodu do testów
Cofnijmy się do roku 1999. Volkswagen rozwijał wówczas swoją ofertę, a Ferdinand Piëch coraz śmielej eksperymentował z nietypowymi jednostkami napędowymi. Jednym z jego pomysłów było stworzenie dziesięciocylindrowego silnika w układzie W. Miał on znaleźć zastosowanie w sportowej limuzynie, która mogłaby rywalizować z najlepszymi samochodami tego segmentu.

Problem polegał na tym, że Volkswagen nie miał odpowiedniej platformy do testowania takiej konstrukcji. Audi oferowało już mocne limuzyny, ale Piëch potrzebował samochodu z napędem na tylne koła i solidną manualną skrzynią biegów.
Rozwiązanie było proste, choć bardzo niesztampowe. Inżynierowie kupili BMW M5 E39, które miało wszystko, czego potrzebowali
Fabryczny silnik V8 S62 ustąpił miejsca eksperymentalnej konstrukcji W10. Nowa jednostka miała 5 litrów pojemności, aluminiowy blok i dziesięć cylindrów współpracujących z jednym wałem korbowym. Nie zastosowano tutaj żadnego doładowania.
Efekt? 480 KM i 592 Nm momentu obrotowego. To o 80 KM i 92 Nm więcej niż w seryjnym BMW M5 E39. Co ciekawe, Volkswagen zachował oryginalną sześciobiegową manualną skrzynię.
Na tym jednak nie skończyły się modyfikacje. Inżynierowie wyłączyli ABS, kontrolę trakcji i stabilizację toru jazdy. Zastosowali też niezależny sterownik silnika, a fabryczne zegary zastąpili wyścigowym zestawem wskaźników Stack.
Z zewnątrz samochód wyglądał niemal identycznie jak zwyczajne M5. Czarny lakier Carbon Black Metallic, fabryczne nadwozie i skórzana tapicerka skutecznie ukrywały eksperymentalną konstrukcję. Cały projekt realizowano w tajemnicy, poza oficjalnymi strukturami badawczo-rozwojowymi Volkswagena. Piëch osobiście zlecił jego przygotowanie, a koszt przedsięwzięcia miał zbliżyć się do 2 milionów euro.
Samochód nie służył przy tym wyłącznie do badań. Piëch korzystał z tego BMW M5 W10 osobiście, poruszając się na tymczasowych tablicach rejestracyjnych
Warto w tym miejscu przypomnieć, że W10 nie było jedynym nietypowym silnikiem, który powstał z inicjatywy ówczesnego szefa Volkswagena. Koncern intensywnie rozwijał wówczas konstrukcje z rodziny W, bazujące na rozwiązaniach znanych z jednostek VR.
Najmniejszą seryjną konstrukcją tego typu było W8. Czterolitrowy silnik trafił do Passata B5, gdzie rozwijał 275 KM. W połączeniu z napędem 4Motion tworzył jedną z najbardziej nietypowych wersji tego modelu. Volkswagen szybko zrezygnował jednak z jego produkcji.
Znacznie większą karierę zrobiło W12. Ta konstrukcja pojawiła się między innymi w Volkswagenie Phaetonie, Audi A8 i Bentleyu Continentalu GT. W zależności od zastosowania występowała w wersjach wolnossących i doładowanych.

Prawdziwym popisem możliwości inżynierów było jednak W16. Ośmiolitrowy silnik z czterema turbosprężarkami stał się sercem Bugatti Veyrona. W pierwszej seryjnej odsłonie rozwijał 1001 KM, a jego późniejsze wersje oferowały jeszcze większą moc.
Pomiędzy tymi konstrukcjami znalazło się miejsce na W10. Volkswagen opracował silnik, sprawdził jego możliwości w samochodzie konkurencji, po czym całkowicie zrezygnował z dalszego rozwoju
Co ciekawe, koncern ostatecznie zdecydował się na zastosowanie dziesięciocylindrowych jednostek w swoich samochodach. Tyle że zamiast W10 wykorzystał klasyczne V10. Takie silniki trafiły między innymi do Audi S6 i S8. Volkswagen opracował też jednostkę V10 TDI, która także była symbolem szalonych czasów tego koncernu.
W10 pozostało natomiast eksperymentem. Przez lata pojawiały się informacje o trzech egzemplarzach BMW M5 wyposażonych w tę jednostkę. Rzeczywistość okazuje się jednak nieco inna. Sabine Willeke, która kierowała zespołem odpowiedzialnym za rozwój silnika, potwierdziła, że powstały tylko trzy jednostki W10. Jeden egzemplarz pozostaje w Niemczech, drugi zachowano jako samodzielny silnik, a trzeci zamontowano w BMW M5.
Oznacza to, że istnieje tylko jeden jeżdżący samochód wyposażony w tę konstrukcję
Co więcej, przetrwał on w niemal niezmienionej postaci. Około dekady temu temu trafił w ręce obecnego właściciela, który kupił go dzięki kontaktom w środowisku inżynierów. BMW zarejestrowano na Słowacji i nadal regularnie wyjeżdża na drogi.
Nie wiadomo natomiast, jaki dystans pokonało od momentu przebudowy. Zastosowany przez Volkswagena zestaw wskaźników Stack nie ma licznika przebiegu. Samochód zachował jednak eksperymentalny silnik i większość rozwiązań opracowanych podczas prac rozwojowych.
Teraz to wyjątkowe BMW M5 E39 W10 zmieni właściciela. Dom aukcyjny Broad Arrow Auctions wystawi je 9 października podczas Zoute Concours Auction w belgijskim Knokke-Heist
Szacowana wartość samochodu wynosi od 250 000 do 350 000 euro. To kwota znacznie przewyższająca ceny większości seryjnych egzemplarzy M5 E39, ale w tym przypadku nie płaci się wyłącznie za samochód. To również kawałek historii Volkswagena i jeden z najbardziej niezwykłych projektów Ferdinanda Piëcha.
Tu jeszcze jedna ciekawostka: zwycięzca licytacji otrzyma nie tylko samo BMW. W zestawie znajdzie się również drugi egzemplarz silnika W10, zachowany jako samodzielna jednostka napędowa. Oznacza to, że nowy właściciel będzie miał w swoich rękach dwa z trzech wyprodukowanych silników.
Jest jednak pewien problem. Ze względu na zakres modyfikacji samochód nie ma świadectwa zgodności CoC. Jego rejestracja w innym kraju może więc wymagać indywidualnego dopuszczenia do ruchu. Obecnie BMW ma słowackie dokumenty rejestracyjne, a ostatni udokumentowany serwis przeprowadzono w 2025 roku. Do obsługi eksperymentalnego silnika wykorzystuje się również standardowe części z katalogu Volkswagena.


