Koniec programu CPN. Ceny ropy spadają, ale kierowcy i tak zapłacą więcej
Program Ceny Paliw Niżej (CPN) dobiegł końcowa. Kosztował nas 4,5 miliarda dolarów, a spadające ceny ropy naftowej po porozumieniu USA z Iranem wcale nie przełożą się na niższe ceny paliw.
Program Ceny Paliw Niżej (CPN) był rozwiązaniem tymczasowym - i wszystko, co dobre, nie trwa wiecznie. Rząd uznał, że sytuacja na rynku ropy uspokoiła się na tyle, aby zrezygnować z kosztownych ulg podatkowych.
Problem polega na tym, że choć ropa rzeczywiście tanieje po porozumieniu USA i Iranu, kierowcy nie zobaczą od razu niższych cen na stacjach. Co więcej, w najbliższych tygodniach paliwo może nawet podrożeć.
Program Ceny Paliw Niżej kosztował budżet około 1,5 miliarda złotych miesięcznie
Program Ceny Paliw Niżej uruchomiono w reakcji na gwałtowne wzrosty cen ropy wywołane konfliktem pomiędzy USA a Iranem. Kluczowym problemem stały się ograniczenia w ruchu przez Cieśninę Ormuz, czyli jeden z najważniejszych szlaków transportowych dla światowego rynku naftowego.
Aby ograniczyć skutki kryzysu dla kierowców, rząd zdecydował się na obniżenie akcyzy na paliwa oraz czasowe zmniejszenie stawki VAT. Dzięki temu udało się częściowo zahamować wzrost cen na stacjach.
Program funkcjonował przez trzy miesiące. Według szacunków kosztował budżet państwa około 1,5 miliarda złotych miesięcznie w postaci utraconych wpływów podatkowych. Łączny koszt można więc szacować na około 4,5 miliarda złotych.
Od 16 czerwca wracają standardowe stawki akcyzy. Do końca miesiąca obowiązuje jeszcze obniżony VAT. Ten element programu wygaśnie 1 lipca, co automatycznie podniesie cenę każdego litra paliwa sprzedawanego w Polsce.
Porozumienie USA i Iranu zmieniło sytuację na rynku ropy
Decyzja o wygaszaniu programu nie jest przypadkowa. W ostatnich dniach USA i Iran ogłosiły porozumienie kończące trwający od kilku miesięcy konflikt. Jednym z najważniejszych punktów jest przywrócenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przepływa około 20 proc. światowego handlu ropą naftową.
Rynki zareagowały niemal natychmiast. Jeszcze kilka dni temu baryłka ropy Brent kosztowała ponad 90 dolarów. Po ogłoszeniu porozumienia ceny spadły do około 82 dolarów za baryłkę. W ciągu dwóch dni notowania obniżyły się o blisko 10 proc.
Inwestorzy zakładają, że wraz z pełnym odblokowaniem szlaku przez Ormuz na rynek wrócą dodatkowe dostawy surowca. Większa podaż zwykle oznacza niższe ceny, dlatego rząd uznał, że utrzymywanie kosztownego programu osłonowego nie jest już konieczne.
Spadek cen ropy nie oznacza od razu tańszego tankowania. To skomplikowany proces
Wielu kierowców może uznać, że skoro ropa potaniała o niemal 10 proc., to podobna obniżka powinna pojawić się na stacjach paliw. Tak jednak nie działa rynek paliw - i szykujcie się na wyższe kwoty jeszcze przez wiele tygodni.
Przede wszystkim stacje nie sprzedają ropy naftowej, lecz gotową benzynę i olej napędowy. Te produkty przechodzą wcześniej przez rafinerie, magazyny paliwowe oraz sieć dystrybucji. Każdy z tych etapów wymaga czasu.
Rafinerie nadal przerabiają surowiec kupiony wcześniej po wyższych cenach. Podobnie hurtownie i operatorzy stacji dysponują zapasami paliwa wyprodukowanego przy wyższych kosztach. Dopiero gdy do systemu trafią tańsze dostawy, obniżki zaczną być widoczne dla kierowców.

Zwykle proces ten trwa od kilku dni do nawet kilku tygodni. Dlatego reakcja cen detalicznych jest wyraźnie opóźniona względem notowań ropy.
Podatki mają większy wpływ niż chwilowy spadek cen baryłki. CPN to niwelował
Istotny jest także udział podatków w końcowej cenie paliwa. Cena baryłki stanowi tylko część kosztu litra benzyny czy oleju napędowego. Na cenę przy dystrybutorze składają się również VAT, akcyza, opłata paliwowa, opłata emisyjna, koszty transportu, marże rafineryjne oraz marże detaliczne.
Z tego powodu znaczący spadek cen ropy nie przekłada się proporcjonalnie na rachunek przy kasie. Jeżeli ropa tanieje o 10 proc., kierowca nie zobaczy obniżki o 10 proc. na dystrybutorze.
W najbliższych tygodniach rynek będzie działał pod wpływem dwóch przeciwnych czynników. Z jednej strony ceny ropy spadają dzięki porozumieniu USA i Iranu oraz perspektywie pełnego przywrócenia ruchu przez Cieśninę Ormuz. Z drugiej strony od połowy czerwca wraca pełna akcyza, a od 1 lipca również standardowa stawka VAT.
W praktyce oznacza to, że tańsza ropa może jedynie częściowo złagodzić skutki wyższych podatków. Nawet jeśli obecny trend na rynku surowców utrzyma się przez kolejne tygodnie, nie należy oczekiwać, że od lipca ceny paliw będą niższe niż obecnie. Wręcz przeciwnie - bez dalszych spadków notowań ropy kierowcy najprawdopodobniej zobaczą na stacjach wyższe ceny niż podczas obowiązywania programu CPN.