Kupujesz tanie chińskie multimedia do samochodu? Sztuczna inteligencja pokazuje, że będziesz szpiegowany

Chińskie multimedia z Androidem często są tanim rozwiązaniem na unowocześnienie samochodu. Warto jednak je dokładnie... sprawdzić. W USA jedna z osób, która kupiła takie urządzenie, prześwietliła je sztuczną inteligencją. Efekty badania były zaskakujące.

Duży ekran, bezprzewodowy Apple CarPlay, Android Auto i dostęp do popularnych aplikacji. Wszystko za ułamek ceny markowego sprzętu. Trudno się dziwić, że tanie chińskie radia samochodowe i multimedia cieszą się dużą popularnością, zwłaszcza wśród właścicieli starszych samochodów, w których fabryczny system multimedialny pamięta jeszcze czasy płyt CD.

Kupił tanie chińskie multimedia do Hondy. Sztuczna inteligencja pokazała mu, co naprawdę siedzi w środku

Problem w tym, że kupując takie urządzenie, często nie mamy pojęcia, co tak naprawdę znajduje się w jego wnętrzu. Pewien właściciel Hondy Civic z USA postanowił to sprawdzić. Kupił niedrogie radio na Amazonie, a następnie wykorzystał Claude Code, czyli sztuczną inteligencję, do przeanalizowania zainstalowanego oprogramowania. Swoimi odkryciami podzielił się na Reddicie.

Chińskie radio miało w teorii Androida 15. W rzeczywistości pracowało na znacznie starszym systemie

Pierwsze niespodzianki pojawiły się już podczas sprawdzania podstawowej specyfikacji. Sprzedawca deklarował, że urządzenie korzysta z Androida 15 i ma ośmiordzeniowy procesor. Brzmi całkiem nieźle, zwłaszcza jak na niedrogi sprzęt.

Tyle że rzeczywistość wyglądała nieco inaczej. Radio miało czterordzeniowy procesor i pracowało na Androidzie 9. Co więcej, ostatnie poprawki bezpieczeństwa pochodziły z października 2021 roku. Oznacza to, że mowa tutaj o urządzeniu z systemem, który od lat nie otrzymywał aktualnych zabezpieczeń.

Na tym jednak lista niespodzianek się nie kończyła. Właściciel Civica postanowił przyjrzeć się aplikacjom zainstalowanym fabrycznie. I tutaj zrobiło się znacznie ciekawiej.

W radiu znalazło się mnóstwo aplikacji. Niektóre były kompletnie niepotrzebne

W pamięci urządzenia znajdowały się między innymi usługi lokalizacyjne Baidu, chińska aplikacja muzyczna QQMusic oraz Ximalaya, czyli platforma oferująca podcasty i audiobooki. Był też klient radia cyfrowego DAB, który na rynku amerykańskim ma bardzo ograniczone zastosowanie.

Do tego dochodziła aplikacja służąca do nagrywania rozmów telefonicznych. Nie ustalono jednak, czy faktycznie rejestrowała połączenia bez wiedzy użytkownika. Prawdziwą wisienką na torcie był Adobe Acrobat. Najwyraźniej ktoś uznał, że kierowca Hondy Civic powinien mieć możliwość wygodnego przeglądania dokumentów PDF na ekranie radia. Trudno powiedzieć, jak często taka funkcja przydaje się podczas jazdy.

Chińskie multimedia

Znacznie większy problem stanowił jednak fabryczny asystent głosowy. Aplikacja korzystała z komponentu WebView, pozwalającego wyświetlać treści internetowe, i według przeprowadzonej analizy potrafiła wykorzystywać około 30 procent mocy procesora nawet wtedy, gdy nikt z niej nie korzystał.

W przypadku urządzenia z niezbyt wydajnym, czterordzeniowym procesorem takie obciążenie mogło wyraźnie wpływać na szybkość działania całego systemu.

Usuwanie aplikacji nie wystarczało. System potrafił je przywrócić

Właściciel postanowił pozbyć się niepotrzebnego oprogramowania. Szybko odkrył jednak, że producent przewidział mechanizm, który miał utrzymywać wybrane aplikacje w systemie. Jeden ze skryptów odpowiadał za ponowną instalację QQMusic, Ximalaya oraz sklepu z aplikacjami, gdyby zostały usunięte. Innymi słowy, radio miało możliwość przywracania programów, których właściciel nie chciał już używać.

Nie oznacza to automatycznie, że były to aplikacje szpiegujące. Wszystkie trzy usługi mają zastosowanie na chińskim rynku i mogły być po prostu elementem uniwersalnego oprogramowania przygotowanego dla różnych urządzeń. Niemniej jest szansa na to, że przy połączeniu z siecią mogłyby one transferować część danych.

Jeszcze ciekawszy był mechanizm instalowania aplikacji bez wiedzy użytkownika

Podczas dalszej analizy znaleziono również skrypt, który przy uruchamianiu urządzenia sprawdzał zawartość ukrytego katalogu. Jeżeli znajdował się tam plik instalacyjny APK, system mógł automatycznie zainstalować aplikację, bez wyświetlania standardowego pytania o zgodę. Następnie usuwał plik instalacyjny.

Sam katalog był pusty, więc nie znaleziono dowodu, że mechanizm wykorzystano do instalowania złośliwego oprogramowania. Jego obecność pokazywała jednak, że radio miało funkcję pozwalającą dodawać kolejne programy poza normalnym procesem instalacji.

Właściciel odkrył także pozostawiony dostęp "su", umożliwiający uzyskanie uprawnień administratora systemu. Takie rozwiązanie ułatwia modyfikowanie oprogramowania, ale w niewłaściwych rękach może również stanowić zagrożenie.

Do tego dochodziła aplikacja odpowiedzialna za aktualizacje, korzystająca z infrastruktury Alibaba IoT Cloud. Samo wykorzystywanie tej usługi nie jest niczym podejrzanym. Oznacza jednak, że radio miało mechanizm komunikacji z zewnętrzną infrastrukturą służącą do dostarczania oprogramowania.

Nie udało się ustalić, czy urządzenie przesyłało nagrania rozmów czy informacje o lokalizacji na chińskie serwery. Znalezione elementy pokazują natomiast, jak wiele funkcji może działać w tle taniego radia samochodowego, bez wiedzy jego właściciela.

Po porządkach chińskie multimedia zaczęły działać lepiej. To urządzenie wymaga "przeprogramowania"

Z pomocą Claude Code właściciel usunął lub wyłączył zbędne aplikacje i ograniczył działanie niepotrzebnych usług. Efekty były zauważalne. Liczba aktywnych pakietów spadła ze 123 do 108, a ilość wolnej pamięci RAM wzrosła z 2,10 do 2,59 GB. Oznacza to odzyskanie niemal 500 MB pamięci, co w przypadku niedrogiego urządzenia może mieć spore znaczenie.

Co ważne, radio nie straciło przy tym swoich podstawowych funkcji. Bez zmian działały takie funkcje jak Apple CarPlay, Android Auto, Bluetooth, kamera cofania, odbiornik radiowy oraz przyciski sterujące na kierownicy. Właściciel przeprowadził również krótki test ruchu sieciowego. W ciągu dwóch minut nie zauważył podejrzanych połączeń z zewnętrznymi serwerami. Taki test nie wystarcza jednak do stwierdzenia, że urządzenie nigdy nie przesyła żadnych dodatkowych danych.

Na koniec dodatkowo ograniczył dostęp radia do sieci, pozostawiając sobie możliwość połączenia z urządzeniem z własnego laptopa. Przygotował również awaryjną metodę dostępu przez pamięć USB, na wypadek konieczności wprowadzenia kolejnych zmian w systemie.

Wnioski są więc proste: jeśli rozważacie zakup takiego urządzenia, to warto zainwestować też w Claude Code i zabrać się za reorganizację oprogramowania. Jest spora szansa na to, że wyrzucicie z niego zbędne i potencjalnie "niebezpieczne" oprogramowanie, a przy okazji zyskacie większy komfort obsługi. Przy sztucznej inteligencji nie potrzeba do tego tajemnej wiedzy z zakresu programowania - i chińskie multimedia mogą stać się dużo przyjaźniejsze.

Źródło: Reddit, The Drive