Pierwsze jazdy

Jeep Wrangler JL | fot. Maciej Kuchno

2018 Jeep Wrangler | PIERWSZA JAZDA

Ten sam twardziel

Nowego Jeepa Wranglera stworzono według idei „zróbmy to samo, tylko lepiej”. I wiecie co? FCA wykonało kawał rewelacyjnej roboty. Naprawdę.

Nie ważne z jakiej perspektywy patrzysz na to Wranglera – czy stoisz przed nim, czy patrzysz z okna, czy mija Cię na ulicy, czy spoglądasz na niego z wojskowego satelity – zawsze jest dokładnie tym, czego od niego oczekujesz. Od 1987 roku sylwetka tego modelu w zasadzie się nie zmieniła i cały czas odwołuje się do słynnego wojskowego Willysa MB. I nie jest to wóz dla mięczaków – wielkie przednie błotniki, masywna maska zapinana na zaczepy, wąskie kwadratowe drzwiczki oraz wysoko zawieszone nadwozie, wymuszające niekiedy nabycie zdolności akrobatycznych celem zajęcia miejsca w aucie. Dorzućcie do tego obowiązkowe koło na klapie bagażnika i unikalną ramowo-stelażową konstrukcję, dzięki której w zaledwie dziewiętnaście minut (przynajmniej według producenta) można zamienić ten samochód w genialną maszynę bez dachu, drzwi i przedniej szyby. Co ciekawe jest to teraz znacznie łatwiejsze – przykładowo drzwi są aluminiowe (a nie stalowe), tak więc łatwiej jest je ściągnąć z zawiasów. W bagażniku przewidziano też specjalne miejsce na wyciągnięte śruby. Nowością we Wranglerze są trzy rodzaje dachu. Na zdjęciach widzicie klasyczny hardtop, który składa się z trzech części. Przedni „t-top” można zdjąć osobno i cieszyć się jazdą pod gołym niebem. Tylna część wykonana jest z lekkich kompozytów i nie wymaga dwóch bardzo silnych osób do demontażu. W ofercie jest także miękki tylny dach oraz całkowita nowość, czyli elektrycznie zwijany materiałowy dach.

Jeśli nie jesteś osobą, która na bieżąco śledzi nowości motoryzacyjne, to nowy Jeep Wrangler JL może wydawać Ci się jedynie delikatnym liftingiem poprzedniej generacji. Nic bardziej mylnego – zmieniło się niemal wszystko, choć całość ubrano w sprawdzoną formę. Oczywiście nie zabrakło nowoczesnych elementów – z przodu znajdziemy światła mijania i drogowe w technologii LED. Podobnie jest z tyłu, gdzie ledy zamontowano w charakterystycznych kwadratowych lampach. Poza tym delikatnie odświeżono formę poszczególnych elementów, np. przednich błotników, w które wkomponowano światła dzienne oraz kierunkowskazy. Całość, zwłaszcza w najbardziej terenowej wersji Rubicon prezentuje się bojowo i bardzo atrakcyjnie. Trudno jest to wytłumaczyć, ale na widok tego samochodu włącza się tajemniczy tryb „chcę to”. Nawet jeśli nie jeździsz zbyt często w terenie (a może nawet nigdy nie wepchnąłeś się w większe błoto i piach), z jakiegoś powodu chcesz mieć to auto.

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że teraz posiadanie tego auta jest przyjemnością. W zeszłym roku jeździłem poprzednią generacją w wersji Unlimited. Nie da się ukryć – jest to świetne auto, ale po blisko 15 latach na rynku trącało już myszką. Idiotyczny system multimedialny, toporne wykończenie, brak pewnych udogodnień – wszystko to sprawiało, że obcowanie z tym samochodem nie było jakoś urzekające. Okej, wiem, że w takiej terenówce pewne rzeczy nie są potrzebne. Czasy się jednak zmieniają i nawet we Wranglerze potencjalni nabywcy chcieliby mieć choć trochę nowoczesnych udogodnień.

Jeep zachował formę wnętrza, lecz ubrał je w nowe, bardzo atrakcyjne szaty. Deska rozdzielcza wciąż jest bardzo krótka i niemal przyklejona do przedniej szyby. Nabrała jednak trochę stylu, a przy okazji wykończono ją lepszymi, choć wciąż odpornymi na zabrudzenia i zmywanie materiałami. Nie wiem czy wiecie, ale pod podłogą Wranglera znajdują się korki spustowe. Po zabawie w offroadzie można podjechać pod dom, wziąć wąż ogrodowy i zwyczajnie spłukać wnętrze (oczywiście mowa o podłodze). Proste i przyjemne, nieprawdaż? Poza tym mamy tutaj bardzo wygodne i obszerne przednie fotele (ale podparcia bocznego nawet nie szukajcie) oraz nieco gorszą tylną kanapę, na której spokojnie pomieszczą się dwie raczej niezbyt wysokie osoby. W bonusie dostały za to podłokietnik z uchwytami na kubki i nawiewy.

Zobacz także: Jeep Wrangler Unlimited – TEST

Wróćmy jeszcze do konsoli centralnej. Duży ekran systemu multimedialnego nie odpowiada tylko za przekazywanie informacji m.in. z nawigacji, ale także posiada funkcje offroadowe. Zaliczają się do nich szczegółowe dane z napędu (temperatura przekładni, skrzyni biegów itp.), przechyłomierz oraz inne wskaźniki, które mogą przydać się podczas jazdy w terenie. Sterowanie dotykowe działa zadziwiająco sprawnie, a matowa powierzchnia nie odbija promieni słonecznych. Grafika ma także bardzo wysoką rozdzielczość i jest przyjemna dla oka.

Dzielny. Zawsze i wszędzie.

Nowym Jeepem Wranglerem zaliczyliśmy specjalne próby przygotowane przez specjalistów z klubu Jeepa, dostosowane oczywiście do możliwości samochodu. Mogliśmy na nich sprawdzić zakres pracy zawieszenia, kąt natarcia (36 stopni), zejścia (31,4 stopnia), rampowy (20,8 stopnia), prześwit poprzeczny (25 cm) a także pobawić się reduktorem w piachu. Oczywiście wykorzystaliśmy w tym celu wersję Rubicon, która standardowo wyposażona jest w opony BF GOODRICH Mud&Terrain. Dzięki solidnemu bieżnikowi są one sobie w stanie poradzić także w błocie, piachu oraz w warunkach, gdzie zwykła „guma” poddałaby się już na starcie. Rozłączane drążki stabilizatora oraz blokady dyferencjałów (przedniego i tylnego) sprawiają, że Wrangler bez większego zawahania pokonuje w zasadzie wszystkie przeszkody. Pomaga w tym także nowy, 2,2-litrowy silnik wysokoprężny. Jest to konstrukcja znana między innymi z Alfy Romeo Giulia. Jednostka ta generuje 200 KM i 450 Nm momentu obrotowego. Zwłaszcza ta ostatnia wartość jest ważna w tym aucie, gdyż w połączeniu z reduktorem zapewnia możliwość wydostania się z naprawdę trudnych warunków. Nowy system napędu na cztery koła Quadratec posiada cztery tryby pracy – 2H (napęd na tył), 4H Auto (automatycznie sterowany napęd na cztery koła), 4H Part-Time (równe rozłożenie momentu pomiędzy przednią a tylną osią) oraz 4L (reduktor, we wszystkich wersjach poza Rubicon z przełożeniem 2,72:1, w Rubiconie 4,0:1).

Po zabawie w przygotowanym terenie postanowiliśmy zabrać Wranglera na zwykłą wycieczkę szutrami i piachami wzdłuż rzeki Liwiec. To właśnie w takich „naturalnych” warunkach mamy możliwość właściwego sprawdzenia tego samochodu. Już po pierwszych metrach czuć ogromną różnicę w pracy układu kierowniczego. Elektryczne wspomaganie sprawia, że manewrowanie tym samochodem jest dużo prostsze i przyjemniejsze. Jednocześnie zachowano odpowiedni opór oraz jakąkolwiek komunikatywność przedniej osi (choć w takich samochodach i tak jest ona mocno umowna). Jako absolutnie niedoświadczony w offroadzie człowiek raczej nie próbowałem zapuszczać się w bardzo trudny teren (zwłaszcza, że nie mieliśmy pod ręką zaplecza w postaci drugiego samochodu). Wrangler dojechał jednak bez problemu w miejsca, gdzie większość aut nawet by się nie zbliżyła. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż pomimo prostej konstrukcji udało się zwiększyć komfort podróżowania, zarówno po nierównych drogach jak i po asfalcie. Na utwardzonych szlakach największą przeszkodą są opony M/T, które potwornie hałasują już po przekroczeniu 80 km/h. Sam Jeep Wrangler JL jest jednak znacznie stabilniejszy od swojego poprzednika i zdaje się być dobrym kompanem na długie podróże. Poza tym 200-konny silnik 2.2 zadowala się rozsądnymi ilościami ropy (po całym dniu w terenie średnie zużycie we wszystkich autach nie przekraczało 15 litrów), co w połączeniu z 81-litrowym zbiornikiem paliwa zapewnia spory zasięg na jednym tankowaniu. Przy długich wycieczkach przydaje się też ogromny bagażnik o pojemności przekraczającej 600 litrów. Czterodrzwiowym Wranglerem można też ciągnąć naprawdę ciężkie przyczepy – według danych technicznych na hak można wrzucić nawet 2,5 tony. Sam samochód waży 2204 kg.

I jak tu go nie kochać?

Jeep Wrangler JL, pomimo wielu nowoczesnych elementów, nie zatracił swojego surowego charakteru. Wciąż jest tym samym twardzielem, który od lat przyciąga fanów offroadu na całym świecie. Samochód ten jest już oferowany w polskich salonach – jego ceny zaczynają się od 201 900 zł.

Zobacz także: szczegółowy polski cennik nowego Jeepa Wranglera JL

Inne nowości Jeepa – Renegade i Cherokee po liftingu

Podczas imprezy Jeepa miałem także okazję zapoznać się z pozostałymi premierami Jeepa, czyli Renegadem i Cherokee po liftingu. W przypadku stylowego „malucha” Jeepa do czynienia miałem z wersją Longitude z silnikiem 1.0 o mocy 120 KM (3-cylindry) i napędem na przednią oś. Jak zapewne się spodziewacie taki Jeep ma w sobie więcej z crossovera niż z terenówki. Wizualnie model ten nie zmienił się przesadnio – nowe lampy z przodu i z tyłu odświeżyły wizerunek tego auta. Delikatne zmiany we wnętrzu również pozwoliły na wygładzenie zmarszczek. Jak sprawdza się litrowy silnik? Cóż, tutaj jest już nieco gorzej – kiepsko reaguje na korzystanie z prawego pedału oraz lubi wypić dużo paliwa ze zbiornika paliwa.

W Jeepie Cherokee zmian jest równie mało. Przede wszystkim „wygładzono” kontrowersyjny front, upodobniając go do mniejszego Compassa. Z tyłu zaś tablica rejestracyjna przewędrowała ze zderzaka na klapę bagażnika. We wnętrzu delikatnie odświeżono materiały wykończeniowe oraz zainstalowano nowy system multimedialny, taki sam jak w innych nowych modelach. Pod maską Jeepa Cherokee znajdziemy teraz dwa silniki – diesla o pojemności 2.2-litra (ten sam co w Giulii i Wranglerze) oraz 2-litrową turbobenzynę generującą 275 KM (znana z Giulii), zastępującą silnik 3.2 V6. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż ze względu na konstrukcję płyty podłogowej silniki te zamontowano poprzecznie a nie wzdłużnie. Do jazd udostępniono tylko diesle – benzyna będzie produkowana dopiero od końcówki bieżącego roku. Cherokee jest przyjemnym, acz nie wyróżniającym się niczym specjalnym SUV-em. Zadowala przyjemnym prowadzeniem oraz komfortem podróżowania, ale można odnieść wrażenie, iż jest trochę niechcianym dzieckiem w gamie tego producenta – wciąż jest wiele rzeczy, które można byłoby w nim poprawić.

Jeep się zmienia

Jeep podczas prezentacji pochwalił się także swoimi wynikami. Marka ta bardzo szybko rośnie – w przeciągu pięciu ostatnich lat niemal potroiła sprzedaż, stając się „marką globalną”, z bardzo mocną pozycją w Chinach. Także w Polsce Jeepy są coraz popularniejsze – w 2010 roku sprzedawało się zaledwie 400 takich samochodów. W 2017 było to już 3214 aut. Bieżący rok będzie z kolei rekordowy – okres styczeń-wrzesień okazał się być o 47% lepszy niż ten sam przedział czasowy w 2017 roku. Teraz, gdy w modelu Renegade pojawiły się nowe atrakcyjne silniki (1.0 oraz 1.3), a nowy Wrangler szykuje się na podbój rynku, sprzedaż Jeepa może okazać się jeszcze lepsza. I dobrze – gdyż te samochody wciąż mają swój unikalny charakter i wprowadzają nieco kolorytu na naszych ulicach.