Sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie pędzi jak szalona. Pomaga to, o czym mówiliśmy od dawna

Sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie osiągnęła bardzo wysoki poziom - i wciąż nie zwalnia. Powodem są... ceny aut i paliw.

Co przez lata było najsłabszą stroną elektromobilności? Oczywiście ceny. Nie było niczego bardziej drażniącego niż komentarze użytkowników pojazdów na prąd, którzy próbowali ewangelizować innych i zachęcać do przesiadki, jeżdżąc autem za 500 000 złotych. Prawda jest taka, że jeszcze do niedawna kupienie taniego i wydajnego elektryka było niemal niemożliwe. Teraz, gdy gama tanich BEV-ów pojawiła się na drogach, słupki sprzedaży pną się w górę. Wyniki nie kłamią: sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie osiąga bardzo wysoki poziom.

Analitycy jasno wskazują na to, o czym pisaliśmy od lat: to właśnie te tanie i przystępne samochody zaczynają napędzać ruch w salonach. Swoje trzy grosze dorzucają wysokie ceny paliw, które motywują część osób do zmiany napędu i postawienia na elektryka.

Sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie rośnie ekspresowo. Auta na prąd mają już ponad jedną piątą rynku

Od stycznia do sierpnia na terenie Unii Europejskiej sprzedano 1,64 miliona nowych samochodów elektrycznych. Tym samym jest to aż o 45 procent więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Udział elektryków w rynku wzrósł w tym czasie z około 16 do 22 procent.

samochodów elektrycznych w Europie

I tu wchodzi drugi kwartał tego roku, cały na... zielono. Po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej samochody elektryczne wyprzedziły wtedy pod względem sprzedaży auta z silnikami benzynowymi.

Nie jest to więc już niewielka część rynku, która rośnie głównie dzięki pojedynczym krajom lub programom dopłat. W drugim kwartale 19 z 27 państw Unii odnotowało rekordową kwartalną sprzedaż elektryków.

Spójrzmy więc na to, co napędza sprzedaż samochodów elektrycznych

Jednym z najważniejszych czynników jest ten, o którym mówi się od lat. Samochody elektryczne muszą być tańsze i dostępne w popularnych segmentach. Ta zmiana zaczyna być widoczna w europejskich salonach.

Liczba oferowanych modeli elektrycznych wzrosła w ciągu roku o 50 procent. W pierwszej połowie tego roku na rynek trafiło blisko 40 nowych modeli, a do końca grudnia liczba premier ma wzrosnąć do około 60. Dla porównania w latach 2021-2025 producenci wprowadzali średnio około 15 nowych elektryków rocznie.

Przez lata koncentrowano się przede wszystkim na większych i droższych samochodach. Nie było to dziwne: tam najłatwiej ukryć koszty technologii. Teraz coraz więcej nowych modeli trafia do niższych segmentów. Spadająca cena 1 kWh w akumulatorze i uproszczenie wielu rozwiązań sprawia, że wreszcie opłaca się produkować elektyrki z segmentu B i C, utrzymując atrakcyjne ceny.

Do końca tego roku na europejskim rynku ma być dostępnych 16 elektryków z ceną wyjściową poniżej 100 000 złotuch. To dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Co więcej, aż cztery modele mają kosztować mniej niż 85 000 złotych. Tutaj do akcji wkracza między innymi Renault Twingo i jego bliźniaki, Nissan Pixo oraz Dacia Spring.

Do tej listy można dopisać chińskie auta, nadchodzącego Volkswagena ID. up!, a także budżetowe elektryki grupy Stellantis (2CV, Multiplay), które zadebiutują już podczas targów w Paryżu.

Według ekspertów liczba sprzedanych samochodów elektrycznych z ceną wyjściową poniżej 100 000 złotych będzie siedmiokrotnie większa niż w 2024 roku

Europejscy producenci odpowiadają obecnie za blisko 60 procent modeli elektrycznych dostępnych na rynku. Duże znaczenie mają tutaj także unijne normy emisji CO2. Producenci muszą zwiększać udział samochodów elektrycznych, aby realizować cele przewidziane na lata 2025-2027.

samochodów elektrycznych w Europie

Regulacje motywują ich nie tylko do zwiększania liczby elektryków w gamie, ale przede wszystkim do wprowadzania modeli, które mogą osiągać większe wolumeny sprzedaży. Doskonałym przykładem jest koncern z Wolfsburga. Volkswagen ID. Polo, Cupra Raval i Skoda Epiq mają zwiększyć jej obecność w popularniejszych segmentach i jednocześnie pomóc w realizacji wymaganych celów emisji. Według danych z ostatnich miesięcy, elektryki odpowiadały w czerwcu już za 31 procent europejskiego portfela zamówień Volkswagena.

Nie oznacza to jednak, że sam wzrost podaży automatycznie tworzy popyt. Regulacje skłoniły producentów do przygotowania szerszej gamy samochodów. Klienci zaczęli też otrzymywać coś, czego wcześniej często brakowało: mniejsze i tańsze modele. Wraz ze spadkiem bariery cenowej elektryk staje się realną alternatywą dla większej grupy kupujących.

Mówimy więc o prostym motywie działania - regulatorzy w kontrowersyjny (i niestety niezbyt udany) sposób pobudzili działania ze strony producentów, tworząc na rynku zapotrzebowanie na pojazdy na prąd.

Problemem aut spalinowych, grającym na korzyść elektryków, są ceny paliw

Konflikt na Bliskim Wschodzie, jak doskonale wiemy, doprowadził do gwałtownego wzrostu cen. Najmocniej odczuły to osoby korzystające z samochodów z silnikami wysokoprężnymi - olej napędowy podrożał od początku wojny z Iranem o 38 procent.

Rosnące koszty tankowania sprawiają, że wiele osób zaczyna inaczej patrzeć na pojazdy na prąd. Elektryki nadal mają swoje ograniczenia, a opłacalność ich użytkowania zależy między innymi od sposobu ładowania. Jednocześnie wysoka cena paliwa sprawia, że część kierowców zaczyna poważniej brać pod uwagę zmianę rodzaju napędu.

Paradoksalnie jednak koszty ładowania też idą w górę. Największe sieci, w tym IONITY, podniosły w ostatnich tygodniach ceny ładowania dla klientów wielu marek, w tym dla użytkowników Mercedesów i BMW z subskrypcjami na ładowanie HPC. Sezon jesienno-zimowy może przynieść niestety kolejne niekorzystne korekty.

Niezmiennie uważam, że małe elektryki to strzał w dziesiątkę. Dobrze, że wreszcie się pojawiają

Dla osób, które potrzebują drugiego samochodu w domu, lub po prostu poruszają się na krótszych dystansach, jest to często świetne rozwiązanie. Koszty spadają, komfort jazdy jest wysoki, a zasięg nie stanowi już większego problemu.

Teraz konieczne są tylko zmiany w kwestii infrastruktury ładowania, zwłaszcza w perspektywie budowy stacji ładowania AC w miastach. Tych wciąż jest bardzo mało - a to one są najbardziej opłacalne z punktu widzenia użytkowników elektryków.

Gdy i ten element układanki dołączy do pełnego obrazu, sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie zapewne jeszcze bardziej przyspieszy. Teraz tylko dodajmy do tego obecność nowoczesnych hybryd i aut spalinowych i wreszcie dostajemy nowoczesny krajobraz motoryzacji - w którym nie przestawiono dźwigni na jedną konkretną stronę.

Źródło: Reuters