Tesla Roadster miała odlecieć, z wielkim opóźnieniem. Po dziewięciu latach przeszkodził jej deszcz
Tesla Roadster miała pokonać prawa fizyki i zawstydzić supersamochody. Dziewięć lat po pierwszej prezentacji wciąż czekamy na premierę, a tym razem w pokazie samochodu przeszkodziła... pogoda.
W 2017 roku Elon Musk zapowiedział samochód, który miał wywrócić świat motoryzacji do góry nogami. Oczywiście te zapowiedzi zawsze można dzielić na pół, ale tym razem były konkrety, które nawet robiły wrażenie. Tesla Roadster obiecywała kosmiczne osiągi, ogromny zasięg i technologie rodem z filmów science fiction. Produkcja miała ruszyć w 2020 roku. Mamy rok 2026 i co? I samochodu dalej nie ma.
Aż do teraz, gdyż lada chwila miał ujrzeć światło dzienne. Tesla zapowiedziała premierę finalnej wersji Roadstera na 1 października. Po dziewięciu latach oczekiwania samochód miał wreszcie pokazać, na co go stać. Niestety, pojawił się kolejny problem. Tym razem nie chodzi o technologię, produkcję ani pieniądze. Przeszkodziła pogoda. Ajć. Tesla przełożyła premierę na 15 października.

Tesla Roadster miała latać. Na razie musi poczekać na lepszą pogodę
Tesla szykuje prezentację tego samochodu w Waco w Teksasie. Wydarzenie miało odbyć się na zewnątrz, a prognozy zapowiadają trudne warunki atmosferyczne. Tesla uznała więc, że lepiej przesunąć premierę o dwa tygodnie. Nie wiadomo jeszcze, czy pokaz odbędzie się w tej samej lokalizacji. Sama decyzja jest oczywiście zrozumiała. Organizowanie dużego wydarzenia podczas gwałtownych burz nie ma większego sensu.
Miejsce prezentacji też ma szczególne znaczenie. Waco leży nad jeziorem Waco, a Elon Musk od dawna zapowiada, że Roadster otrzyma rozwiązania pozwalające mu unosić się nad ziemią. Pojawiły się więc spekulacje, że Tesla zamierza pokazać samochód w powietrzu lub nad wodą.
Brzmi absurdalnie? W przypadku Roadstera trudno już odróżnić absurd od oficjalnych zapowiedzi
Musk od lat mówi o specjalnym pakiecie opracowanym we współpracy ze SpaceX. Dodatkowe dysze wykorzystujące sprężony gaz mają zapewniać przyspieszenie niedostępne dla tradycyjnych samochodów. Według jednej z deklaracji Roadster miałby osiągać 96,6 km/h w zaledwie 1,1 sekundy. Powodzenia dla kręgosłupów kierowców, o bezpieczeństwie nie wspominając.
Na razie nie wiadomo, jak taki układ będzie działał w praktyce. Nikt nie wie też, czy w ogóle coś takiego można legalnie zastosować w drogowym aucie. Pytań jest dużo, odpowiedzi - zero.
Przypomnijmy, że Roadster zadebiutował w listopadzie 2017 roku podczas prezentacji ciężarówki Tesla Semi. Był niespodzianką i jednocześnie zapowiedzią zupełnie nowego rozdziału w historii marki. Elon Musk jak zwykle obiecywał osiągi, przy których nawet najdroższe supersamochody miały wyglądać blado.
Pierwotna specyfikacja zakładała przyspieszenie do 96,6 km/h w 1,9 sekundy, prędkość maksymalną przekraczającą 400 km/h i zasięg wynoszący niemal 1000 kilometrów
Miał to być też czteromiejscowy samochód ze zdejmowaną część dachu. Roadster teoretycznie chciał połączyć osiągi typowe dla hipersamochodów z możliwością zabrania na pokład całej rodziny. O ile oczywiście pasażerowie z tyłu nie mieliby nic przeciwko podróżowaniu w pozycji embrionalnej.
W 2017 roku te liczby robiły ogromne wrażenie. Dzisiaj nadal wyglądają imponująco, ale mają jedną zasadniczą wadę - zdają się być bujdą na resorach. Zresztą każdy wie, że zapowiedzi tej marki a produkcyjne modele to dwie różne bajki, a najlepszym przykładem jest Cybertruck. Miał być rewolucją, ale ani nie ma wybitnego zasięgu, ani tym bardziej nie sprzedaje się jak szalony.
Trudno jednak odmówić Tesli konsekwencji. Przez dziewięć lat udało jej się utrzymać zainteresowanie samochodem, którego wciąż nie można odebrać z salonu. Co więcej, można za niego zapłacić. Przynajmniej częściowo.
We wrześniu Tesla ponownie uruchomiła rezerwacje Roadstera w Stanach Zjednoczonych. Chętni muszą wpłacić najpierw 5000 dolarów, a następnie kolejne 45 000 dolarów
Łącznie daje to 50 000 dolarów zaliczki za miejsce w kolejce po samochód, który nadal nie ma ustalonej daty rozpoczęcia produkcji. Nikt nie zna też ostatecznej ceny. W 2017 roku Tesla zapowiadała, że za podstawowego Roadstera oczekiwać będzie 200 000 dolarów. Limitowana seria Founders Series miała kosztować 250 000 dolarów. W jej przypadku producent wymagał wpłacenia całej kwoty z góry.
Dzisiaj można jedynie szacować, że podstawowy wariant będzie kosztował około 200 000-250 000 dolarów. Bogatsza wersja może przekroczyć 300 000 dolarów, szczególnie jeśli otrzyma zapowiadany pakiet SpaceX.
Klienci, którzy wpłacili pieniądze w 2017 roku, mogą więc pochwalić się wyjątkowo długim okresem oczekiwania. Dziewięć lat to wystarczająco dużo czasu, aby kupić samochód, nacieszyć się nim i wymienić go na kolejny. Już w Ferrari jest lepsza obsługa.
Tymczasem najnowsze zapowiedzi sugerują, że samochód będzie wyglądał inaczej niż prototyp sprzed dziewięciu lat. Tesla pokazała grafikę sugerującą obecność dużego tylnego skrzydła, listwy świetlnej i dysz, które mają odpowiadać za dodatkowy ciąg. Niewykluczone więc, że Roadster zmieni się nie tylko technicznie, ale również stylistycznie.
Nowa data prezentacji to 15 października. Tesla zapowiada pokaz finalnej wersji samochodu, ale nadal nie podaje terminu rozpoczęcia seryjnej produkcji. Wcześniejsze deklaracje Muska sugerowały, że od premiery do uruchomienia produkcji może minąć jeszcze od 12 do 18 miesięcy.
Na razie pozostaje więc czekać na październikowy pokaz. Tesla nie potwierdziła jeszcze jego ostatecznej lokalizacji ani szczegółowego programu. Nie wiadomo również, czy podczas wydarzenia zobaczymy demonstrację działania pakietu SpaceX, czy jedynie prezentację nowego nadwozia. Jak zwykle: dużo wątpliwości, mało konkretów. Nic nowego.


