Tesla zassie się na drodze. Kiedyś, być może będzie jak GMA T.50

Tesla opatentowała wynalazek, który na pewno rozreklamuje jako rewolucyjny. Dyfuzor z wentylatorami ma przysysać auto do drogi. Technologia (być może) zejdzie pod strzechy.

Amerykańska korporacja, która stworzyła popularną elektromobilność, walczy o klienta. Tym razem uzyskała patent na coś, co naprawdę może zmienić prowadzenie auta. Nie jest to oczywiście nic rewolucyjnego. Kluczowe będzie kiedy, i w jakich modelach zostanie wprowadzone. Tesla opatentowała bowiem w USA dyfuzor z wentylatorami.

Tesla nie będzie pierwsza zasysać się do nawierzchni

Technologia wykorzystująca strumieniowanie powietrza w celu poprawienia przyczepności ma już blisko 60 lat. Pierwszym autem z podobnym założeniem był (szybko zakazany) bolid Chapparal 2J. Z podobnego rozwiązania korzysta też supersamochód Gordona Murraya GMA T.50, wyposażony w wirnik o średnicy 40 cm, współpracujący z aktywną aerodynamiką. Podobne właściwości fizyczne wykorzystuje McMurtry Speirling, którego docisk (zacisk? zassanie?) pozwala mu w teorii poruszać się do góry nogami.

Tesla

Rozwiązanie, które opatentowała Tesla jest mniej inwazyjne wizualnie i prostsze. Ale dzięki temu pewnie będzie łatwiejsze w wykorzystaniu.

Amerykanie stworzyli bowiem dyfuzor z elektrycznymi wentylatorami, ale umieszczonymi pomiędzy listwami pionowymi. Zasysane z przodu powietrze wyciągane jest przez elektryczne wirniki kanałowe, które powodują aktywne zwiększenie przyczepności i "przyssanie się" samochodu do ziemi.

Taka technologia pozwala na poprawienie przyczepności, czy stabilności przy hamowaniu niezależnie od prędkości. Nie ma tutaj potrzeby wygenerowania siły docisku, bo ta pojawia się na żądanie, dzięki elektrycznym wirnikom. Nie wymaga też zastosowania spoilerów, splitterów, czy dodatkowych, wystających elementów, aby pomóc zoptymalizować przepływ powietrza.

Pytań nasuwa się oczywiście kilka.

Po pierwsze, gdzie trafi ta technologia. Wydaje się naturalne, że może pojawić się w nadchodzącym modelu Roadster. Ale na rysunkach patentowych pojawia się w Modelu 3. Możliwe więc, że będzie z niej korzystać również pozostała część przyszłej gamy marki Elona Muska.

Póki co jednak mamy do dyspozycji tylko patent. Do praktycznego zastosowania, jak to w przypadku tej specyficznej firmy, jeszcze może czekać nas długa droga. Wypełniona zapewnieniami, że "to już".

Weźmy też pod uwagę, że takie rozwiązanie znane jest od lat, a jego zalety są niepodważalne. A jednak mimo wszystko poza pojedynczymi i dość szalonymi przypadkami, mało który producent je wykorzystuje. Być może ze względu na koszty. Albo na skomplikowanie konstrukcji.

Ciekaw też jestem, ile prądu pochłaniać będzie ta technologia, żeby była efektywna.