Chińczycy zrobi kopię... Porsche i Denzy. I jest to dzieło nowej marki

Aistaland GT7. Coś Wam to mówi? Jeśli nie, to nie jesteście w tym sami. Oto nowy wynalazek z Chin.

Tak, to kolejna marka z Chin. Trzymajcie się mocno: tym razem GAC i Huawei łączą siły w ramach technologicznego sojuszu HIMA (działa w nim Aito, Luxeed i Stelato). Dzieckiem tej współpracy jest Aistaland GT7, który wygląda jak skrzyżowanie Porsche i Denzy. I tak to się kręci...

Ten samochód garściami czerpie Taycana Sport Turismo i Denzy Z9 GT. Proporcje nadwozia, linia boczna czy detale stylistyczne bardzo wyraźnie nawiązują do tych dwóch modeli. Problem w tym, że... to się sprzeda.

Aistaland GT7. Losowa nazwa, coś z "Playstation", napęd elektryczny

Można śmiało powiedzieć, że GT7 to pełnoprawny samochód klasy wyższej. Ma 5050 mm długości, 1980 mm szerokości i 3000 mm rozstawu osi.

Pod względem technicznym nie stawiano tutaj na kompromisy. Platforma korzysta z architektury 800V, a napęd może obejmować nawet trzy silniki elektryczne. Dostajemy tutaj jeden silnik z przodu i dwa z tyłu, co oczywiście tworzy napęd na cztery koła.

Aistaland GT7

Najważniejsza jest cena. To przez nią Chińczycy odwracają się od Porsche

Największym problemem Porsche jest cena tego samochodu. Chińskie porównywalne auta tej klasy kosztują 1/3, a czasami nawet 1/4 ceny Porsche Różnica jest więc ogromna.

Aistaland GT7 oficjalnie zadebiutuje w przyszłym miesiącu. Na razie producent nie pokazuje wnętrza ani pełnej specyfikacji. Chiński rynek zmienia się bardzo szybko. Lokalni producenci nie tylko doganiają konkurencję, ale zaczynają też zmieniać zasady gry. Porsche, niestety, odczuwa to najmocniej.

Porsche traci klientów w Chinach. Chińskie elektryki przekonują niską ceną, a właściwości jezdne nie mają znaczenia

Chiński rynek, który jeszcze niedawno był dla Porsche jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym. Dane za ubiegły rok pokazują skalę problemu: sprzedaż spadła z 56 887 do 41 938 egzemplarzy, aż o 26 procent.

Źródło problemu jest jasne. Lokalne marki błyskawicznie podnoszą poziom swoich produktów. Oferują auta o bardzo podobnym stylu, coraz lepszej technologii i robią to za ułamek ceny europejskich modeli premium. Znaczek na masce przestaje mieć znaczenie i nie stanowi już "prestiżu". Do tego odgórny nacisk na wybór rodzimych produktów utrudnia jeszcze bardziej zadanie europejskim graczom.