BMW M5 z silnikiem W10 istnieje. To było szalone dzieło... Volkswagena
Wiecie, że Volkswagen opracował silnik W10? Co więcej, nigdy nie trafił on pod maskę żadnego z samochodów tego koncernu. Trzy zbudowane jednostki napędowe zamontowano w... BMW M5 E39. Zastanawiacie się skąd taki pomysł? Już Wam wyjaśniam.
Nim BMW wpadło na pomysł zainstalowania silnika V10 pod maską swojej sportowej limuzyny, zrobił to... Volkswagen. Marka z Wolfsburga eksperymentowała z różnymi jednostkami w układzie W. Znamy W8, W12 i W16. W historii tej konstrukcji były jednak jeszcze dwie wersje - W18 (prototypowa, pojawiła się w studyjnym Bugatti Veyronie), oraz W10. Ta druga faktycznie wyjechała na drogi i trafiła do... BMW M5 E39.
Skąd w ogóle pomysł na taki silnik, dlaczego to właśnie M5 stało się platformą testową i kto jeździł tymi autami? Odpowiedzi są tutaj bardzo zaskakujące.
BMW M5 E39 z silnikiem W10 powstało z prostego powodu: grupa Volkswagena nie miała dobrej platformy testowej
Przynajmniej teoretycznie, gdyż w ich portfolio było chociażby Audi S6, czy później RS6. Z bliżej nieznanego powodu (choć łatwo się domyślić o co chodziło), te modele nie nadawałby się do przetestowania nowej konstrukcji. Inżynierowie marki zdecydowali się więc na radykalny krok - kupili BMW M5 E39, do którego włożyli nowy silnik.
Powód mógł być prosty: grupa Volkswagena nie miała rasowego sportowego auta tego typu w ofercie. RS6 i S6 oferowały napęd na cztery koła i średnio sprawdziłyby się w wersji przebudowanej do korzystania wyłącznie z napędu na tylne koła. Do tego brakowało tutaj solidnej skrzyni manualnej. Finalnie więc na celownik wzięto M5, które miało wszystko, czego potrzebowała ta marka.
Ponoć zbudowano trzy jednostki W10, które trafiły do trzech sztuk M5 E39. Moc dziesięciocylindrowej konstrukcji Volkswagena była zdecydowanie wyższa, niż w przypadku V8 BMW - osiągnięto tutaj 480 KM i blisko 600 Nm momentu obrotowego.
Każde auto pozbawiono ABS-u i kontroli trakcji, co sprawiało, że były to trudne w prowadzeniu samochody. Mimo to jedna sztuka trafiła w ręce Ferdinanda Piëcha, który używał tego auta do codziennej jazdy.
Sam silnik W10 był bardzo ciekawy
Wykorzystano tutaj dwie rzędowe piątki o pojemności 2,5-litra. Połączono je w typowy dla Volkswagena sposób (choć nieco zmodyfikowano układ względem pozostałych silników w układzie W. Seryjny żeliwny blok zastąpiono aluminiowym, a całą konstrukcję odchudzono i dopracowano pod kątem wytrzymałości.
Finalnie Ferdinand Piëch skupił się na jednostce W8, W12 i W16, a cały program przekazał Sabine Willeke, która prowadziła go przez wiele lat. Rezygnacja z W10 mogła być uzasadniona kwestiami ekonomicznymi. Warto jednak zaznaczyć, że na ten projekt przeznaczono... 2 miliony euro.