Co knuje Subaru? Właśnie pojawił się szkic patentowy nowego STI. Jest jak w 2007 roku

Marka Subaru kombinuje ostatnio strasznie. Telenowela spod znaku "STI" trwa już latami, ale w końcu coś się dzieje. Oto szkice nowego modelu.

Myślę, że nawet najwięksi fani marki mogą być już zmęczeni. Od wielu lat, raz na kilka miesięcy, dostajemy informację, że "pojawi się nowe STI". Jakiś koncept, jakiś szkic. Potem firma mówi, że jednak nie, nic takiego nie będzie, albo pojawia się jakaś limitowana seria WRX. Albo, że jednak STI będzie elektryczne.

Nowe STI wyciekło na szkicach patentowych

Przynajmniej tym razem tak to wygląda. Auto niemal w 100% odpowiada koncepcyjnemu modelowi Performance-B STI Concept, zaprezentowanemu na Tokyo Mobility Show.

Jest więc Impreza hatchback, obwieszona spoilerami zgodnie z modą powrotu do rzeczy sprzed 20 lat. Jest oczywiście wlot na masce, duże poszerzenia oraz skrzydło. A w zasadzie "SKRZYDŁO". Nad tylną szybą dołożono spoiler wielki jak lotnisko. Coś, co mogłoby sprawdzić się w aucie rajdowym. Albo na Pikes Peak.

STI

Albo na zlocie motoryzacyjnym fanów Subaru. Jest idealne. W tylnym zderzaku widać z kolei dyfuzor. A nad nim czarną dziurę. Nie ma końcówek układu wydechowego. Ale widzę miejsce, gdzie mogłyby się znaleźć.

Zgłoszone do urzędu patentowego w Japonii szkice zabezpieczając więc wygląd auta, ale pewnie marka planuje jeszcze jakieś modyfikacje, czy też prace nad układem napędowym.

Zresztą, te szkice nie są zupełnie nowe. Powstały jeszcze przed premierą wspomnianego wcześniej konceptu. Ale to częsta praktyka również przy autach seryjnych.

Do tego napędzane silnikiem bokser Subaru HiPerfX2 właśnie zaczyna startować w japońskiej serii Super Taikyu, w klasie aut turystycznych. Napędzane jest jednostka 2.4 litra, doładowaną, osiągającą 364 KM, z sześciobiegową ręczną skrzynią i, oczywiście, napędem na obie osie.

Przecież to idealny napęd do nowego STI. Do tego, z modeli WRX właśnie wypadł pakiet STI Sport. Czyżby więc marka robiła miejsce pod hothatcha z prawdziwego zdarzenia i powrót swojego kultowego modelu? To chyba najlepszy moment, bo wszystkie klocki leżą na półkach. Trzeba to tylko poskładać i zestroić.

I czekać na napędzanych nostalgią i paliwem klientów. W dobie znikających hothatchy Subaru może mieć naprawdę mocne argumenty.