Ferrari Luce jest takim przełomem, że akcje marki zanurkowały. Były szef firmy z Maranello też nie ograniczał się w słowach
Miał być przełom i rewolucja, jest spadek cen akcji i krytyka płynąca z każdej strony. Ferrari Luce zaliczyło "świetny" start.
Debiut nowego elektrycznego Ferrari wywołał lawinę komentarzy, a na tę premierę zareagował cały świat - włącznie z giełdą. Powiedzieć, że Ferrari Luce jest kontrowersyjne, to prawie jakby nic nie powiedzieć. Na włoską nowość krytycznie zareagowali zarówno inwestorzy, jak i osoby od lat związane z marką.
Luce to pięciomiejscowy elektryk, który bardzo mocno odcina się od dotychczasowej filozofii Ferrari. Włosi postawili na zupełnie nową interpretację swojej marki, rezygnując z wielu cech stylistycznych, które przez dekady definiowały samochody z Maranello.
Za projekt nadwozia i wnętrza odpowiada studio LoveFrom kierowane przez Jonathana Ive'a, byłego szefa designu Apple, oraz Marca Newsona. To właśnie ten ruch stał się jednym z głównych punktów krytyki. Wielu obserwatorów zwraca uwagę, że Luce praktycznie nie przypomina żadnego wcześniejszego Ferrari. Powiedzmy sobie szczerze - bez emblematów marki można byłoby ten model przypisać dowolnemu producentowi. I to jest największy problem.

Rynek ostro zareagował na Ferrari Luce. Akcje marki zanurkowały
Premiera modelu odbiła się także na giełdzie. Akcje Ferrari spadły we wtorek o 4,6 procent po rozpoczęciu notowań w Stanach Zjednoczonych. W Mediolanie spadek sięgał około 8,1 procent.
Według CNBC inwestorzy obawiają się przede wszystkim wysokich kosztów rozwoju samochodu elektrycznego oraz ryzyka związanego z odejściem od tradycyjnej tożsamości marki. Część klientów uważa, że wejście Ferrari w świat elektromobilności może osłabić charakter firmy budowanej przez dekady wokół silników spalinowych.
Michael Field z firmy analitycznej Morningstar przyznał, że wielu fanów Ferrari jest rozczarowanych kierunkiem obranym przez producenta. Jeszcze mocniej wypowiedział się Anthony Dick z Oddo BHF. Według analityka Luce jest "największym odejściem od filozofii marki", jakie Ferrari kiedykolwiek pokazało.

Można śmiało powiedzieć, że stawiając na dużo bardziej klasyczny, lub nawet utrzymany w stylu retro design, Ferrari zagrałoby na emocjach i przekonało wielu klientów. Tymczasem dostaliśmy myszkę na kołach, stworzoną przez ojca designu iPhone'ów.
Oczywiście szef Ferrari, Benedetto Vigna, mówi o nowym rozdziale
W jego opinii Luce otwiera nowy etap w historii firmy i ma przyciągnąć zarówno obecnych klientów marki, jak i zupełnie nowych nabywców. Ferrari podkreśla też bardzo mocno identyfikację modelu z własnym dziedzictwem.
Klienci mogą zamówić srebrnego wierzgającego konia na drzwiach albo klasyczne tarcze Scuderia Ferrari na przednich błotnikach. Producent wyraźnie chce zaznaczyć, że mimo radykalnej zmiany stylistyki nadal jest to pełnoprawne Ferrari.
Najostrzej na temat tego samochodu wypowiedział się były szef marki. Luca di Montezemolo nie gryzł się w język
Montezemolo kierował Ferrari w latach 1991-2014 i pozostaje najdłużej urzędującym szefem firmy po epoce Enzo Ferrariego.
Były prezes otwarcie skrytykował nowy model. W rozmowie z mediami stwierdził: "Jeśli powiedziałbym, co naprawdę myślę, zaszkodziłbym Ferrari. Ryzykujemy zniszczenie legendy i naprawdę jest mi z tego powodu przykro. Mam nadzieję, że przynajmniej usuną z tego samochodu wierzgającego konia."

Montezemolo ironicznie odniósł się także do stylistyki Luce. Według niego jest to samochód, którego "Chińczycy na pewno nie skopiują". Był to wyraźny przytyk skierowany w stronę wyglądu nowego modelu, całkiem słuszny zresztą.
Włosi zaryzykowali i... poszli w złym kierunku
Eksperymentowanie nie jest złe. Wnętrze Luce prezentuje się ciekawie i ma unikalną formę. Gdyby jednak w parze z tym kokpitem poszedł design mocno nawiązujący do lat sześćdziesiątych, to mielibyśmy potencjalnie do czynienia z naprawdę ciekawym samochodem.
Elektryfikacja w mojej opinii nie jest aż tak dużym problemem. Tu bardziej chodzi o formę, w jakiej ją podano. Włosi potwierdzili, że jest to póki co jedyny samochód na prąd tej marki i kolejne produkty nie są planowane. Gdyby więc Luce było atrakcyjne wizualnie i nawiązywało do historii, to wywołałoby zupełnie inne emocje.
Tymczasem dostaliśmy projekt nijaki, zrywający z cechami marki i cierpiący na brak indywidualnego charakteru. I to niestety tutaj jest największym problemem.


