Genesis zrobił najpiękniejsze coupe i cabrio na rynku. Jest tylko jeden problem

Genesis robi to dobrze. Ich samochody wyglądają fenomenalnie, a zaprezentowane w Seulu nowe coupe i kabriolet dosłownie rzucają na kolana. To coś, czego brakowało na rynku. Jest jednak jeden mały problem - choć niebawem może się rozwiązać.

Czasy, w których to Europa rządziła w świecie designu, są już dawno za nami. Najlepsi styliści ze starego kontynentu wyjeżdżają do odległych krajów, gdzie dostają wolność i brak ograniczeń. To właśnie dlatego marki z Azji tak często zaskakują nas stylistyką swoich samochodów. Na pierwszym miejscu stoi tu jeden producent - Genesis. Koreańczycy poszli w fantastycznym kierunku, prowadzeni przez znanego i cenionego Luca Donckerwolke, spod ręki którego wyszło między innymi Lamborghini Gallardo i Murcielago, czy Audi A2.

Teraz ta marka celuje w najwyżej pozycjonowane firmy z segmentu premium. Genesis nie chce od nich odstawać, a nawet zamierza ja wyprzedzić, co już czyni. Ich najnowszy projekt, X Coupe i Cabriolet, to jeden z najpiękniejszych nowych aut ostatnich lat.

Genesis X Coupe Cabriolet

Problemem jest jedynie fakt, że wciąż patrzymy na prototypy. Można jednak założyć, że Koreańczycy dadzą tym autom zielone światło. Sugeruje to jedna rzecz.

Genesis X Coupe i Cabriolet są idealnie narysowane. Bazują na modelu G90, są rozwinięciem dotychczasowych prototypów

I to jest właśnie ta kwestia, która stanowi "promyczek nadziei". Po raz pierwszy Genesis X bazuje na produkcyjnym samochodzie i ma już wiele elementów z auta, które jeździ po drogach. Tyczy się to nie tylko detali nadwozia, ale przede wszystkim wnętrza. Choć jego kolorystyka jest bardzo odważna, to ogólny projekt żywcem przeniesiono z limuzyny G90.

Genesis X Coupe Cabriolet

Sylwetka nadwozia jest doskonała - zgrabna, z nisko poprowadzonym dachem, szerokimi nadkolami i odpowiednimi proporcjami przeszklenia i blachy. Front wyróżnia się lekkim designem, podobnie jak i tył. Ciekawe kolory, którymi wykończono te auta, też zwracają uwagę.

Koreańczycy nazywają te samochody "studium", aczkolwiek trzeba liczyć na to (my mocno trzymamy kciuki), że mają odwagę wprowadzić je na rynek. Gdyby tak się stało, X skorzystałby z silnika 3.5 V6 Turbo, oferującego ponad 400 KM. Nie jest to więc wartość imponująca, niemniej w zupełności wystarczyłaby do przemieszczania się z punktu A do punktu B w doskonałym stylu.