Jeździłem Teslą Model Y, która ma bardzo dużo mocy. Po krótkim i cichym "wow" doceniłem... podstawową wersję

Im więcej elektryków przewija się przez moje ręce, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w wielu samochodach 300 KM to w zupełności wystarczająca moc. Tesla Model Y Performance jest bardzo szybka, ale to nie ma sensu.

Zapewne zaraz ktoś napisze, że postradałem zmysły, gdyż nie ma czegoś takiego jak "zbyt duża liczba koni mechanicznych". A jednak. W samochodach elektrycznych coraz częściej nadmierna moc zwyczajnie mnie odpycha. Po pierwsze: dostajemy ją w "zero-jedynkowym" wydaniu, bez jakiegokolwiek charakteru. Po drugie, z reguły przekłada się to na dużo skromniejszy zasięg. A gdy w grę wchodzi kolejny dłuższy postój na ładowanie, to w ciemno wybieram oszczędniejszy wariant. Może to już lenistwo, a może to po prostu niechęć do nadmiernej liczby postojów sprawiają, że moc w elektrykach zwyczajnie przestaje mi imponować. A Tesla Model Y Performance taką moc demokratyzuje i daje szerokiemu gronu odbiorców, co ma też swoje wady.

Wiadomo, każdy może kupić sobie dowolny samochód. Na upartego ktoś, kto zdał prawo jazdy kilka dni temu, może postawić w garażu Koenigsegga lub Bugatti. Inną kwestią jest to, czy poradzi sobie z taką mocą i czy posiada umiejętności, które pozwolą mu opanować taki samochód.

Tesla Model Y Performance opinia

Tu wchodzi Tesla Model Y Performance, cała na czerwono

269 990 złotych dzieli Was od posiadania samochodu, który setkę osiąga w 3,5 sekundy, rozpędza się do 250 km/h i teoretycznie pokona 530 kilometrów na ładowaniu. Tutaj, z lakierem Ultra Red, a także z systemem automatyzacji jazdy, cena wzrasta do 320 000 złotych.

Prawda jest taka, że są to najtańsze konie mechaniczne na rynku. Ale czy faktycznie można je wykorzystać? To już zupełnie inna para kaloszy. Tesla doszlifowała właściwości jezdne wersji Performance, ale nie jestem w stanie nazwać tego samochodu... sportowym.

Układ kierowniczy jest bardzo, ale to bardzo sztuczny – wrażenia są takie, jakbyście grali w Gran Turismo i zbyt mocno ustawili force feedback. Zawieszenie ma zaskakująco sztywne nastawy, ale radzi sobie dobrze. Nisko położony środek ciężkości pozytywnie wpływa na przyczepność, a w zakrętach nadwozie niemal w ogóle się nie przechyla. I nawet fotel, znacznie lepszy, niż w standardowej Tesli, jakoś trzyma ciało w ryzach.

Tesla Model Y Performance opinia

Na jedną rzecz muszę tutaj zwrócić uwagę: na pracę elektroniki stabilizującej pojazd. Kontrola trakcji i ESC korzystają także z ograniczania mocy na silniku, a nie tylko z przyhamowywania kół. W efekcie auto świetnie radzi sobie w zakrętach i nie próbuje "nerwowo" stabilizować pojazdu. Wadą są natomiast hamulce: bardzo "gumowe" i poddające się po kilku ostrzejszych hamowaniach.

Tesla Model Y Performance to przerost formy nad treścią. Kilka razy rozpędzisz się do tej setki w 3,5 sekundy, pochwalisz się tym znajomym na spotkaniu i... tyle

Zaraz ktoś napisze: no tak, ale to samo można napisać o samochodach spalinowych z mocnymi silnikami. Otóż nie. To, z czego elektromobilność odziera motoryzację, to charakterystyka samochodu. Swoje partnerki i partnerów wybieracie ze względu na to, że pewne cechy "klikają" między Wami. Cenicie sobie ich zalety, ale czasami też i wady. To buduje cały unikalny obraz danej osoby.

Tak samo jest z samochodami spalinowymi. Mają swoje niedoskonałości, mają też mocne strony. W unikalny sposób rozwijają moc, wymagają odrobiny walki z obrotami i z napędem. Nie są niczym przełącznik "włączone-wyłączone".

Tesla Model Y Performance opinia

To jest mój największy zarzut do szybkich elektryków. Każdy jest w zasadzie taki sam. Jedynie Porsche wykrzesało w Taycanie coś więcej, dodając kapitalną charakterystykę samego zawieszenia i układu jezdnego.

A tymczasem Teslę możecie też wziąć w dużo tańszym wydaniu Long Range Premium AWD. Dużo zaoszczędzicie, dalej zajedziecie, a do setki i tak rozpędzicie się w 4,8 sekundy

Teoretycznie więc dostajecie praktyczny samochód z ogromnym bagażnikiem i świetnymi osiągami. A jeśli zależy Wam na lepszym zasięgu, to sięgacie po wersję z napędem na tylne koła, która setkę osiąga w 5,6 sekundy.

Każdy z tych samochodów jest szybszy, niż typowe auta sportowe z ostatnich lat. Walka o kolejne konie mechaniczne mija się już z celem i sprawia, że płacimy tak naprawdę za kilka sekund cichego "wow" pod nosem, po czym nigdy nie używamy tej mocy. Po jednym szybszym przejeździe wskoczyłem w "Chill Mode", stawiając na komfort jazdy. I tak nie ma tutaj dźwięku, ani żadnego "klimatu".

Zaletą było to, że w mieście utrzymywałem zużycie energii na poziomie 16 kWh, a w trasie schodziłem do 22-23 kWh. To naprawdę rewelacyjne wyniki w elektryku.

Natomiast jedno muszę Modelowi Y oddać: oferuje ogromną przestrzeń i moc w jednym nadwoziu. A teraz nawet jest dobrze poskładanym samochodem

Niemiecka produkcja sprawiła, że jakość tego produktu poszła w górę. Nic nie skrzeczy, nic nie wydaje nieprzyjemnych odgłosów i nic nie odpada. Jeśli więc pasuje Wam ten ascetyczny wygląd, to nie jest to zła propozycja.

Rozumiem ludzi wybierających Teslę. Ma własną sieć ładowarek, z niskimi cenami za 1 kWh. Ma dobrą wydajność (pod kątem zużycia energii), świetną aplikację mobilną i solidne multimedia. Ładuje się dość wolno (nie chodzi o moc, a o krzywą), ale dla niektórych jest to do zaakceptowania.

Nie dziwię się jednak, że to wariant Long Range króluje na rynku. Jest najsensowniejszy. Wersja Performance? Pokaz bicepsa przed konkurencją. Jeśli komuś potrzeba tej mocy, sięgającej 500 KM - bardzo proszę. Moim zdaniem nie ma to jednak większego sensu.