Kalifornia chce ograniczyć sprzedaż sportowych opon. Kierowcy mówią o "zamachu na motoryzacyjną pasję"
Kalifornia chce pozbawić kierowców sportowych opon. Powód? Ekologia. Wniosek jest prosty: nawet Veyron pojedzie tam na oponach typu "eko".
Kalifornia od lat słynie z ambitnych regulacji dotyczących samochodów, emisji i efektywności energetycznej. Teraz na celowniku władz znalazły się opony. Nowy projekt przygotowany przez California Energy Commission (CEC) może mocno uderzyć w właścicieli samochodów sportowych, a także w producentów ogumienia do sportowych samochodów. Oficjalnym celem jest zmniejszenie zużycia paliwa i energii. Problem w tym, że przy okazji z rynku mogą zniknąć niektóre z najlepszych opon przeznaczonych do dynamicznej jazdy.
Kalifornia chce narzucić limity oporów toczenia w oponach. To nie jest żart
Podstawą projektu są opory toczenia. Krótko mówiąc - to parametr który określa, ile energii opona pochłania podczas jazdy. Im niższa wartość, tym mniej paliwa zużywa samochód spalinowy i tym większy zasięg osiąga samochód elektryczny.
Według wyliczeń California Energy Commission (CEC), mniej efektywne opony kosztują kierowców nawet miliard dolarów rocznie w dodatkowym zużyciu paliwa i energii. Z tego powodu między innymi regulator chce wprowadzić obowiązkowe limity dla wszystkich nowych opon sprzedawanych na rynku wtórnym.
Plan zakłada dwa etapy zaostrzenia regulacji
Pierwszy miałby wejść w życie 1 stycznia 2028 roku, drugi od początku 2031 roku. Każda opona musiałaby spełnić określony maksymalny poziom oporów toczenia, aby mogła pozostać w sprzedaży. Na pierwszy rzut oka brzmi to rozsądnie. W praktyce problem pojawia się przy samochodach sportowych.
Najlepsza przyczepność często oznacza wyższe opory toczenia
Producenci opon od dekad próbują pogodzić trzy cechy, które często wzajemnie się wykluczają. Chodzi o przyczepność, trwałość oraz efektywność energetyczną.
Opona nastawiona na maksymalną przyczepność wykorzystuje bardziej miękką mieszankę gumy. Dzięki temu lepiej trzyma się asfaltu podczas szybkiego pokonywania zakrętów, agresywnego hamowania i jazdy torowej. Jednocześnie taka konstrukcja zwykle generuje wyższe opory toczenia i szybciej się zużywa.

Drogowe opony klasy ultra high performance, takie jak Michelin Pilot Sport 4S, mieszczą się jeszcze w granicach przewidzianych przez projekt. Znacznie trudniejsza sytuacja dotyczy jednak modeli przeznaczonych głównie do jazdy torowej.
Mowa między innymi o ogumieniu Bridgestone Potenza RE-71RZ, Yokohama Advan A052 czy Maxxis VR2. Właśnie tego typu ogumienie oferuje poziom przyczepności ceniony przez właścicieli Porsche, Ferrari, BMW M czy Fordów Mustangów wykorzystywanych podczas jazdy torowej.
Regulacje mogą ograniczyć możliwości wyboru ogumienia do samochodów. Kalifornia idzie na wojnę
CEC przewidziało osobną kategorię dla opon o wysokich osiągach. Otrzyma ona nieco łagodniejsze limity niż zwykłe opony. Mimo tego wielu ekspertów zwraca uwagę, że część najbardziej wyspecjalizowanych konstrukcji może nie spełnić nowych wymagań.
To oznaczałoby ograniczenie wyboru dla kierowców takich pojazdów. Tym samym dobór odpowiedniego ogumienia stanie się znacznie trudniejszy.
Producenci oraz organizacje reprezentujące branżę motoryzacyjną podkreślają, że samochody sportowe stanowią niewielki fragment rynku i nie generują istotnego wpływu na całkowite zużycie paliwa w stanie liczącym niemal 40 milionów mieszkańców. Jednocześnie to właśnie te pojazdy najczęściej wymagają specjalistycznych opon, których nie da się zastąpić zwykłym ogumieniem nastawionym na oszczędność paliwa.
Kalifornia odpowiada: chodzi o pieniądze i emisje
Władze stanu przekonują, że korzyści będą ogromne. Według wyliczeń regulatora bardziej efektywne opony mogłyby do 2035 roku przynieść kierowcom oszczędności rzędu niemal miliarda dolarów rocznie.
CEC szacuje także ograniczenie emisji dwutlenku węgla o około dwa miliony ton rocznie. Dodatkowo samochody elektryczne miałyby zużywać mniej energii, a ich realny zasięg wzrósłby bez konieczności stosowania większych akumulatorów.
Regulator podkreśla też, że większość kierowców nie zwraca uwagi na parametry opon podczas wymiany kompletu. W efekcie wiele samochodów po kilku latach eksploatacji jeździ na ogumieniu mniej efektywnym niż to, które producent zamontował fabrycznie.
Nie wszyscy wierzą w te wyliczenia
Przeciwnicy projektu zwracają uwagę na jeszcze jeden problem - dość kluczowy. Ich zdaniem bardzo efektywne opony mogą szybciej się zużywać. Jeśli kierowcy będą musieli częściej kupować nowe komplety, część oszczędności może zniknąć.
Pojawiają się także pytania o wpływ regulacji na ceny. Producenci będą musieli dostosować swoje konstrukcje do nowych wymagań, przeprowadzić dodatkowe testy oraz certyfikacje. Koszty tych działań będą finalnie przełożone na klientów.
Branża obawia się również precedensu. Kalifornia wielokrotnie wyznaczała kierunek zmian dla całych Stanów Zjednoczonych. Jeśli projekt zostanie przyjęty, podobne przepisy mogą pojawić się także w innych stanach - choć akurat to raczej nie jest w tym przypadku takie pewne.
Według wielu osób jest to kolejny rozdział "wojny o motoryzację"
Na razie regulacje pozostają na etapie konsultacji. Ostateczny kształt przepisów może się jeszcze zmienić, gdyż czasu jest bardzo dużo. Nie zmienia to jednak faktu, że projekt już wywołał ogromne kontrowersje.
Dla urzędników to sposób na ograniczenie zużycia energii i emisji. Dla wielu kierowców oraz producentów opon to kolejny przykład sytuacji, w której przepisy zaczynają ingerować w wybór części wykorzystywanych w samochodach sportowych. Jeśli Kalifornia utrzyma obecny kierunek, od 2028 roku zakup niektórych najbardziej przyczepnych opon może okazać się znacznie trudniejszy niż dziś.
Co więcej, ogumienie z niskimi oporami toczenia ma jeszcze jedną wadę, o której rzadko się mówi - często zapewnia mizerną przyczepność. W wolnych ekologicznych samochodach jest ona wystarczająca, ale przy gorszych warunkach pogodowych, lub podczas dynamiczniejszej jazdy, takie opony zwyczajnie wymiękają.
Moim zdaniem jest to idealny dowód na to, że regulatorzy siedzący za biurkami są coraz bardziej oderwani od rzeczywistości. Co za czasy...


