Może być tanio i bez wyrzeczeń? Daihatsu Mira e:S kosztuje 25 000 zł
No dobrze, jest jedno wyrzeczenie. Auto jest malutkie. Ale Daihatsu Mira e:S ma niezłe wyposażenie, a wciąż kosztuje w Japonii tyle co używany samochód w Europie.
Podczas gdy ceny samochodów w Europie dopiero niedawno przestały lecieć w kosmos i zatrzymały się na niewiele niższym poziomie, reszta świata jakoś sobie radzi. I nie mam tu na myśli krajów rozwijających się, które oferują tanie auta, ale np. kosztem systemów bezpieczeństwa. Daihatsu Mira e:S w odświeżonej wersji trafia właśnie do dealerów w Japonii.
Owszem, jest kei carem z małym silnikiem. I wygląda, jakby zadebiutowała 15 lat temu. Ale kosztuje tyle co piętnastoletnie auto, na pokładzie ma normalne wyposażenie, a napęd wciąż jest znacznie lepszy niż w każdym "microcarze".
Daihatsu Mira e:S kosztuje 25 000 zł. No chyba że 4x4 to 35 000 zł
Cena startowa to dokładnie 1 096 000 JPY, co przy obecnym kursie jena daje nam właśnie ok. 25 tysięcy złotych. Za 1 507 000 JPY (ok. 35 tys. ) wyjedziemy z salonem modelem X Limited z napędem na cztery koła.
W wyposażeniu tej ostatniej znajdziemy automatyczną klimatyzację, podgrzewane fotele, system bezkluczykowy, regulowaną wysokość fotela kierowcy oraz elektrycznie sterowane lusterka. W biedniejszej część z tego wyposażenia jest opcjonalna.
Skromnie, ale uczciwie
Sporo za to jest elementów wspomagających bezpieczeństwo czynne. Daihatsu Mira e:S posiada np. system automatycznego hamowania przy niskich prędkościach. Kamera wspiera system kontroli pasa ruchu, a w opcji jest też kamerka nagrywająca naszą jazdę. Kolejne systemy wspomagają hamowanie przy pędzącym rowerzyście, którego nie zauważymy (to potężny problem w Japonii). Rozpoznają też pieszych, również w nocy, przy prędkości do 80 km/h.
Mira e:S może nie jest imponująca pod względem gadżetów, ale wielu kierowcom taki zestaw by wystarczył. Podobnie jak 660-centymetrowy silniczek o bliżej nieokreślonej mocy. Tyle, że jest jej na pewno więcej niż w starszym modelu. A tam było 49 KM i 57 Nm. Oczywiście z przekładnią CVT. Manuala brak. Za to jest wspomniany napęd na obie osie. Za to przednionapędówka ma silniczek o jeszcze mniejszym zużyciu paliwa. Ma ono wynosić średnio 3,7 l/100 km. Co zupełnie nas nie dziwi, przy tym rozmiarze.

I ja wiem, pewnie w Europie ten samochód musiałby mieć więcej blachy i jeszcze więcej systemów. Malkontenci narzekaliby też na niską moc. Ale on waży tyle co paczka ciasteczek mochi, mieści cztery osoby i drobne bagaże i tak naprawdę mógłby być Seicentem naszych czasów. Nawet jeśli cena bazowa była by o 10 000 zł wyższa niż w Japonii.


