Narysuj co chcesz na ekranie, samochód Ci to... wydriftuje. Chińczycy bajerują w Denzie
Denza Z9GT dostała najdziwniejszy drift mode w historii. Pozwala on latać bokiem i smażyć kapcie... bez udziału kierowcy. I na co to komu?
Denza Z9GT należy do wąskiego grona dość intrygujących aut z Chin. To duże elektryczne "kombi" marki premium należącej do BYD. Ten model przyciąga uwagę nie tylko sylwetką, ale także zaawansowaną techniką pod nadwoziem. W wariancie elektrycznym oferuje aż 1139 KM i 1210 Nm momentu obrotowego, co stawia go w gronie bardzo mocnych samochodów. Teraz Denza Z9GT dodatkowo nauczyła się znaczenia słowa drift, choć w nietypowy sposób.
Do samochodów użytkowanych w Chinach trafiła aktualizacja OTA, która dodaje funkcję... autonomicznego driftu. Trudno znaleźć drugi seryjny model oferujący podobne rozwiązanie. Tylko na co to komu?
Denza Z9GT sugeruje Wam drift i zrobi to za Was. Kierowca rysuje kształt, samochód wykonuje zadanie
Nowa funkcja działa w sposób zaskakująco prosty. Kierowca wybiera odpowiedni tryb w systemie multimedialnym, a następnie rysuje na ekranie wybrany kształt. Może to być okrąg, ósemka lub bardziej skomplikowana figura.
Po zatwierdzeniu polecenia samochód samodzielnie rozpoczyna manewr. Elektronika zarządza pracą układu napędowego, kierowniczego oraz systemów kontroli stabilności. Z9GT wpada w kontrolowany poślizg i odtwarza narysowany wcześniej wzór.
W praktyce oznacza to, że kierowca nic nie musi. Nie dotykacie kierownicy, nie dotykacie pedałów, po prostu jesteście w samochodzie niczym w wagoniku na rollercoasterze i macie się bawić. Denza wykonuje wszystkie działania automatycznie, wykorzystując ogromną moc i precyzyjne sterowanie poszczególnymi silnikami elektrycznymi.
Kliknij tutaj, aby zobaczyć drift Denzy w akcji
Czy to ma sens? Nie. Nie rozumiem na co komu rozwiązanie, które odbiera całą frajdę z jazdy i służy tylko i wyłącznie do szpanowania, do tego w średnio ambitny sposób.
Ponad tysiąc koni mechanicznych do palenia opon
Denza Z9GT dysponuje parametrami, które idealnie pasują do takiego zastosowania. Za napęd odpowiadają trzy silniki elektryczne. Z przodu pracuje jednostka o mocy 308 KM, a przy tylnej osi znajdują się dwa silniki rozwijające po 416 KM każdy.
Całość generuje 1139 KM oraz 1210 Nm momentu obrotowego. Energię magazynuje akumulator o pojemności 122,49 kWh, przynajmniej w chińskiej wersji.
Takie wartości pozwalają bardzo precyzyjnie dozować moment obrotowy na poszczególnych kołach. To właśnie dzięki temu samochód może samodzielnie utrzymywać poślizg i realizować zaprogramowaną trajektorię jazdy.
Efektowna technologia, ale bardzo kosztowna
Największą zaletą systemu jest demonstracja możliwości współczesnych układów sterowania. Funkcja pokazuje, jak zaawansowane stały się nowoczesne samochody elektryczne. Dla producenta jest to również skuteczny sposób na budowanie wizerunku marki technologicznej.
Nie brakuje jednak wad. Pierwszą jest bardzo szybkie zużycie opon. Drift generuje ogromne zużycie ogumienia, zwłaszcza przy tej masie samochodu, dlatego regularne korzystanie z takiej funkcji może oznaczać częstsze wizyty w serwisie ogumienia.
Drugim problemem pozostaje kwestia bezpieczeństwa. Nawet jeśli system działa w pełni automatycznie, jego wykorzystanie wymaga odpowiedniego miejsca i warunków. Trudno wyobrazić sobie legalne korzystanie z takiego rozwiązania na drogach publicznych.
Pojawiają się także pytania o odpowiedzialność w przypadku błędu systemu. Im więcej kontroli przejmuje elektronika, tym bardziej skomplikowane stają się kwestie związane z bezpieczeństwem i homologacją.
Już nawet zabawę chcą nam zabrać
Jeszcze kilka lat temu producenci koncentrowali się głównie na autonomicznym parkowaniu. Dziś niektóre samochody potrafią samodzielnie zawrócić, zmienić pas ruchu czy zaparkować bez kierowcy za kierownicą. Denza poszła o krok dalej i postanowiła zautomatyzować jedną z najbardziej widowiskowych technik jazdy.
Nie jestem w stanie znaleźć uzasadnienia dla tej funkcji, ale pewnie pojawi się grono osób, które uzna to za przyszłość motoryzacji. Nie brzmi to ciekawie.


