nowości i premiery

Samochód kompaktowy nie musi być nudny. Kia Proceed to pokaz możliwości tej marki | TEST

Kia Proceed | PIERWSZA JAZDA

Wiecie czego brakuje wielu producentom? Odwagi. Twierdzą oni, że w dobie powszechnej standaryzacji nie ma miejsca na ciekawe nadwozia w popularnych modelach. Kia ma jednak inne zdanie.

Doskonale pamiętam, jak w 1998 roku moi rodzice poszukiwali nowego samochodu. Jednym z najważniejszych kryteriów była cena oraz stosunkowo przestronne wnętrze. Kandydatów było kilku – przez listę przewinął się Fiat Palio Weekend, Daewoo Nubira oraz kilka innych samochodów. Była tam też Kia, a konkretniej Kia Shuma. Pamiętacie ten model? Być może dobrze, że o nim zapomnieliście. Nie dość, że wyglądał dramatycznie, to jeszcze oferował równie dramatyczne wykończenie wnętrza. Samochody te też dość szybko poddały się potężnym siłom magicznej korozji, która wiele z nich obróciła w pył. Shuma miała kilka atutów – był to między innymi duży bagażnik i stosunkowo mocny silnik, a wszystko to za małe pieniądze. Mimo wszystko samochód ten nigdy nie zrobił wielkiej kariery rynkowej.

Zresztą był to okres, w którym Kia miała pecha do wybierania kiepskich nazw, które bardzo źle brzmiały w Polsce. Najpierw Shuma, potem Cerato. Po drodze był też Opirus, którego niektórzy pieszczotliwie nazywali opryszczką. Wówczas większość europejskich producentów z politowaniem spoglądała w kierunku Korei Południowej, gdyż zarówno Kie jak i Hyundaie zwyczajnie nie miały szans na rywalizację z autami ze Starego Kontynentu. To jednak przeszłość. W 2006 doszło do rewolucji, która całkowicie zmieniła rozgrywkę. Teraz to Koreańczycy przejęli prowadzenie i zaczynają rozdawać karty w coraz większej liczbie segmentów. Elektryfikacja, hybrydy, auta kompaktowe, sportowe limuzyny – wszystko to można znaleźć właśnie w gamie Kii. Ogromne wydatki, w tym „wielkie przejęcia”, takie jak wciągnięcie w struktury koncernu Petera Schreyera czy chociażby genialnego inżyniera Alberta Biermanna zaowocowały rosnącym zainteresowaniem marką. Oczywiście po drodze poprawiła się też jakość. Zresztą słowo „poprawiła się” to bardzo delikatne określenie, gdyż ona wręcz poszybowała w kosmos w porównaniu do tego, co było kiedyś. Ba, w wielu aspektach przewyższa już samochody z Europy.

Wtem wchodzi Kia Proceed

Ten przydługi wstęp nie pojawił się tutaj bez powodu. Podkreśla on bowiem sposób myślenia i strategię Koreańczyków. Ci bowiem chcą robić to, na co konkurencja nie ma odwagi. Doskonale wykorzystują przy tym potrzebę „czegoś nowego”, która wręcz tętni z rynku. W wielu segmentach wciąż jest bardzo dużo miejsca na ciekawsze, ale jednocześnie przystępne samochody. Wybór pomiędzy klasycznym a bardziej sportowym wydaniem również zdaje się być strzałem w dziesiątkę, pozwalającym na przyciągnięcie do marki szerszego grona potencjalnych klientów.

Zapewne zastanawiacie się dlaczego Kia „zabiła” trzydrzwiowego pro_ceeda (wtedy występującego jeszcze pod taką pisownią). Otóż odpowiedź na to pytanie jest prosta – nikt nie chce już trzydrzwiowych samochodów. I można trąbić w niebogłosy, że „hurr durr przecież kupiłbym taki samochód, tak jak i wiele innych osób”. To już nie ma sensu. Nie tylko tabelki, ale kilka minut rozglądania się po drogach przynosi odpowiedź – trzydrzwiowe samochody umierają. Sprzedaż takich pojazdów oscyluje raptem w 1-3%, co przekłada się na wręcz żałośnie małą liczbę egzemplarzy. Misją więc stało się stworzenie następcy pro_ceeda, który zachowałby nazwę. Wytyczne? Atrakcyjne i lekko sportowe nadwozie. Pytanie tylko z czego go wyrzeźbić. Hatchback? Taka opcja zdaje się być oklepana. Hyundai postawił na tzw. fastbacka (czyli w zasadzie liftbacka), co Kię pokierowało w stronę nadwozia o nazwie „shooting brake”. Jest to nic innego jak zdecydowanie usportowione kombi, o obniżonej linii dachu, z szybami poprowadzonymi pod mniejszym kątem.

Nowa Kia Proceed mierzy 4605 mm długości, czyli jest nieco większa od wersji kombi. Zwiększono tutaj zwis przedni, obniżono o 40 mm linię dachu (względem kombi), oraz zastosowano niższe zawieszenie. W nadkolach z kolei standardowo znajdziemy felgi w rozmiarze 17 lub 18 cali, co dodatkowo nadaje sportowego wizerunku. W efekcie Kia Proceed nijak nie przypomina wersji SW, a z „konwencjonalnymi” braćmi łączy ją głównie front. Ten jednak też się zmienił, głównie za sprawą sportowych zderzaków, które są identyczne dla wersji GT-Line i GT – różni je tylko kolorystyka. W GT pojawiają się bowiem charakterystyczne czerwone detale, które zdecydowanie wyróżniają tę odmianę. W linii bocznej pojawiła się bardzo ciekawa odwrócona „płetwa rekina”, czyli satynowy element ulokowany w szybie przy słupku C. Jest to bezpośrednie nawiązanie do studyjnej wersji, która oczywiście była zdecydowanie odważniejsza stylistycznie, ale jak zapewne się domyślacie niemożliwa do realizacji w przypadku masowego modelu.

Najbardziej intrygującym elementem Proceeda jest jednak tył. Niektórzy mówią, że wygląda jak „baby Panamera”. Trudno jest się z tym nie zgodzić – wąskie lampy połączone ledową listwą przypominają nieco te z Porsche, ale także doskonale komponują się z bardzo obłą formą tylnej części nadwozia. Ciekawym smaczkiem jest także bardzo atrakcyjnie zaprojektowane trzecie światło stop, będące małą trójkątną lampą ulokowaną w spoilerze nad szybą. Zarówno wersja GT-Line jak i GT oferują zderzak z dyfuzorem i dwoma końcówkami wydechu.

Wnętrze nie uległo zmianom. I dobrze!

Kia postawiła na kokpit, który niczym nie różni się od tego ze standardowego Ceeda. Nie zabrakło tutaj oczywiście unikalnych wyróżników, takich jak pogrubiona sportowa kierownica, atrakcyjnie przeszyta tapicerka na drzwiach czy też sportowe fotele (bardzo wygodne i świetnie trzymające w zakrętach). Zachowano więc bardzo dobrą ergonomię oraz wysoki komfort podróżowania. W Proceedzie trzeba się jednak przyzwyczaić do niewielkiej odległości dzielącej podsufitkę od głowy wyższego kierowcy – jest to odczuwalne zwłaszcza w wersjach z panoramicznym dachem. Miłą niespodzianką jest natomiast ilość miejsca na tylnej kanapie – można odnieść wrażenie, że przestrzeni wygospodarowano tutaj więcej niż w zwykłym Ceedzie SW. Atutem jest też obecność nawiewów i niskiego tunelu środkowego.

Kolejnym zaskoczeniem dla wielu osób będzie pojemność bagażnika. W Proceedzie, pomimo usportowionej linii nadwozia, wygospodarowano naprawdę duży kufer. Ma on pojemność wynoszącą 594 litry, a można go dodatkowo powiększyć do ponad 1200 litrów. Co więcej, w topowym wariancie dostępna jest kanapa składana w proporcjach 40:20:40, co ułatwia transportowanie większych przedmiotów. Standardem jest tutaj natomiast zestaw szyn wraz z metalową przedziałką, ułatwiającą organizację przestrzeni.

 

Czy jeździ jak na GT przystało?

Już zwykła Kia Ceed zaskakuje bardzo dobrym prowadzeniem – podkreślał to zarówno Marcin Napieraj w swoim teście Ceeda hatchback oraz ja w moim materiale o Ceedzie SW. Proceed to jednak nieco inna bajka. Kia chciała bowiem, aby samochód ten wyróżniał się na tle swoich braci. Do roboty wziął się więc tutaj zespół inżynierów, który pod okiem Alberta Biermanna (ten człowiek odpowiadał między innymi za genialny układ jezdny w BMW M3 E30) na nowo zestroił zawieszenie w Proceedzie. Postawiono na sztywniejsze gumy, inne kąty ustawień geometrii czy sztywniejsze amortyzatory. Przy okazji dopracowano jeszcze układ kierowniczy. Efekty? Muszę przyznać, że na rynku jest naprawdę mało aut kompaktowych, które jeżdżą tak dobrze. Proceed może bez problemu stanąć w jednej linii ze świetną w prowadzeniu Hondą Civic czy nowym Fordem Focusem. I nie są to słowa rzucone na wiatr – miałem bowiem możliwość przegonienia tego samochodu po torze Parcmotor Castelloli. Ten położony nieopodal Barcelony obiekt nie należy do najbardziej znanych. Nie jest to też jednak krótka i prosta techniczne pętla. Różnice wysokości oraz podchwytliwe zakręty pozwalają na sprawdzenie możliwości Proceeda. Do tego tempo nie było tutaj „rekreacyjne”. Z reguły na takich imprezach jazda odbywa się w konwencji „lead&follow”, gdzie lider nadaje rytm grupie, dobierając go dzięki analizie poprzednich przejazdów. Tutaj nie było na to czasu – od razu but prowadzącego wylądował w podłodze, a sznur trzech Proceedów grzecznie podążał za pierwszym samochodem. Proceed pozostaje bardzo stabilny na nietypowo wyprofilowanych łukach. Nawet ostrzejsze ujęcie gazu nie wyprowadza z równowagi tylnej osi, ale pozwala na lekkie „zarzucanie” tyłem, które z łatwością wyprowadza się operując wyłącznie gazem. Układ kierowniczy jest bardzo responsywny i przekazuje dużo informacji. Ma też dobrze dobrane przełożenie oraz ograniczoną siłę wspomagania, co pozwala na lepsze wczucie się w samochód.

… i ten silnik.

Kia Proceed GT korzysta z jednostki 1.6 T-GDI o mocy 204 KM. Koreańczycy sprawę postawili jasno – jeśli chcesz hothatcha z krwi i kości (zresztą rewelacyjnego), to musisz wybrać Hyundaia i30 N. Kia dostała z kolei „podgrzanego” hatchbacka, choć te 204 KM to naprawdę dobra wartość w tego typu samochodzie – sprint do setki zajmuje 7,6 sekundy. Przede wszystkim silnik nieco inaczej zestrojono – nie jest tak „liniowy” jak w innych modelach tej marki (a można go znaleźć w wielu samochodach Kii i Hyundaia). W zależności od wyboru może być spięty zarówno z 7-biegową przekładnią DCT jak i bardzo dobrze pracującym 6-biegowym manualem. Trudno mi powiedzieć, czy w tym przypadku istnieje coś takiego jak lepszy wybór – obydwa warianty mają swoje wady i zalety.

To, co mnie najbardziej cieszy, to brzmienie. Jak dobrze wiecie wielu producentów (z niemieckimi na czele) odkryło, że dźwięk dobrze brzmiącego wydechu można zastąpić symulowaną ścieżką dźwiękową serwowaną z głośników. W efekcie w środku mamy pseudo-dudniące V8, które wydaje dźwięki niczym auto z Gran Turismo 4, zaś na zewnątrz słychać klasyczną nijaką rzędową czwórkę. Tutaj jest inaczej. Koreańczycy postawili na dobrze brzmiący wydech z aktywnym tłumikiem, dzięki czemu wersja GT przede wszystkim „chrapie” na zewnątrz, a brzmienie to dodatkowo niesie się do wnętrza (za pomocą specjalnych kanałów). Wzmocnienie ze strony głośników jest bardzo delikatnie i w zasadzie niewyczuwalne. Dźwięk można wzmocnić wciskają przycisk SPORT – wtedy też otwierają się klapki w tłumiku. Przy okazji ustawienie to zmienia pracę przepustnicy i układu kierowniczego oraz uruchamia dedykowany zestaw wskaźników na ekranie komputera pokładowego.

Co ciekawe Kia opanowała też wiecznie niepohamowany apetyt na paliwo, który jest stałym elementem jednostki 1.6 T-GDI. Na hiszpańskich autostradach w okolicach Barcelony zużycie paliwa nie przekroczyło 7,5 litra, zaś przy kręceniu się po zatłoczonej stolicy Katalonii podskoczyło do 9 litrów, co można uznać za naprawdę dobry wynik.

Jak nie GT, to co?

Kia Proceed oferowana będzie w dwóch wersjach – opisywanej już GT oraz GT-Line. O ile w tej pierwszej znajdziemy tylko silnik 1.6 T-GDI 204 KM, o tyle w GT-Line postawiono na pozostałe wersje, czyli 1.0 T-GDI 120 KM, 1.4 T-GDI 140 KM oraz diesla 1.6 CRDi 136 KM. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż nastawy zawieszenia oraz zestrojenie podzespołów są identyczne jak w ponad 200-konnym wariancie GT. Wizualnie zaś GT-Line różni się brakiem czerwonych detali w stylistyce nadwozia oraz 17-calowymi felgami (18-ki są tutaj dostępne opcjonalnie).

Nieco z musu, a nieco z ciekawości do jazd wersją GT-Line wybraliśmy wariant 1.6 CRDI. Samochodem tym pokonałem niecałe 50 kilometrów, ale pozwoliło to na zauważenie dwóch rzeczy. Po pierwsze – wyciszenie jest doskonałe. Klekot silnika jest niemal niezauważalny na zimno, a podczas jazdy w zasadzie całkowicie ginie. Poza tym szum opływającego powietrza również zupełnie nie przeszkadza, co dobrze zwiastuje długim podróżom po autostradach. Do drugie – jest to propozycja dla tych, którzy nie stawiają na osiągi. 136 KM to przyzwoita moc, ale silnik ten sprawia wrażenie ospałego i z lekkim opóźnieniem reaguje na dodanie gazu. Cieszy natomiast bardzo niskie zużycie paliwa, które przy 120 km/h wynosi raptem 6 litrów na setkę.

Są też wady.

A w zasadzie jedna – widoczność. W lusterku wstecznym zobaczycie jedynie wąski kawałek asfaltu. O linii horyzontu można zapomnieć, podobnie jak o autach, które jadą za nami. Jest to dość irytujące i męczące na dłuższą metę.

Chciałoby się powiedzieć, że coś tu jeszcze nie gra. Ale tak nie jest – to naprawdę świetny i bardzo dopracowany samochód, który pokazuje konkurencji, że na rynku jest miejsce na odważne auta. I nie trzeba za nie płacić chorych pieniędzy. Cennik Kii Proceed startuje od 94 990 zł za wersję GT-Line z silnikiem 1.0 T-GDI. W standardzie dostajemy w zasadzie kompletne wyposażenie, z takimi elementami jak kamera cofania, system multimedialny z obsługą CarPlay i Android Auto, ledowym oświetleniem czy wieloma innymi udogodnieniami. Lista opcji nie jest również zbyt obfita – znajdziemy tutaj dodatkowe systemy bezpieczeństwa, system multimedialny z większym wyświetlaczem i audio JBL (gra bardzo dobrze) oraz kilka innych elementów. Jeśli zastanawiacie się, ile kosztuje wyposażona we wszystko wersja GT, to odpowiadam – niecałe 140 000 zł (dokładnie 136 890 zł).

Z czym można zestawić Kię Proceed? No właśnie, tutaj zaczynają się schody. Tak naprawdę jedynym autem, które jakkolwiek może być z nim porównane, jest Mercedes CLA Shooting Brake. To już jednak inna liga cenowa. Kia podchodzi do tego tematu następująco – Proceed ma być swego rodzaju pomostem pomiędzy zwykłymi kompaktami a autami premium. Za bezpośrednich rywali producent uznaje z kolei Volvo V40, Mazdę 3, Renault Megane GT i Seata Leona ST. Trzeba przyznać, że jest to zdrowe podejście, a z paroma autami (zwłaszcza z Megane GT) Proceed może mocno konkurować.

Nie chcesz Proceeda? Jest też Ceed GT i GT-Line

Przy okazji prezentacji Kii Proceed mieliśmy też okazję zapoznać się z Ceedem GT. Samochód ten wyróżnia się podobnie stylizowanymi zderzakami jak w Proceedzie. Zmiany we wnętrzu również są analogiczne, podobnie jak w układzie jezdnym. Ceed GT daje sporo frajdy z jazdy a przy okazji wygląda znacznie lepiej od zwykłego wariantu. Wersja GT-Line w Ceedzie będzie dostępna dla wszystkich wersji nadwoziowych – Ci, którzy chcą klasyczne kombi, ale liczą na odrobinę sportowego charakteru, będą z pewnością zadowoleni.

Finalne pytanie. Czy warto?

Warto. Na rynku mało jest samochodów, które w zwyczajnym segmencie oferują coś więcej niż „codzienną użyteczność”. Proceed w bardzo dobry sposób łączy właściwości jezdne, praktyczność i ciekawą stylistykę. Nie chcę prorokować, ale mam wrażenie, że model ten może odnieść spory sukces rynkowy.

Dyskusja

komentarzy