Oto nowe Ferrari Luce 2027. Czy jest kontrowersyjne? To mało powiedziane!

Przed Wami Ferrari Luce 2027. Trzymajcie się mocno, bo Włosi zrobili coś naprawdę... przedziwnego. Oto wszystko, co warto o nim wiedzieć.

Wiedziałem, że Ferrari pójdzie tutaj "po bandzie" i stworzy coś naprawdę szalonego. Nie spodziewałem się jednak, że skierują się w tak dziwnym kierunku. Przed Wami Ferrari Luce 2027, pierwszy samochód elektryczny tej włoskiej marki. Jest crossoverem, sedanem i absurdalnie narysowanym modelem, który z jednej strony chce czerpać z klasyki, ale z drugiej... całkowicie z nią zrywa.

Włoska marka długo trzymała nas w niepewności. Ja po cichu liczyłem na smukłego i eleganckiego sedana w stylu retro. To co dostaliśmy jest jednak czymś bardzo absrakcyjnym.

Ferrari Luce 2027 powstało między innymi w głowie Jonathana Ive'a. Tak, tego od iPhone'ów

I nie wiem na ile jego głos liczył się przy tworzeniu nadwozia, ale powiedzmy sobie szczerze - sporo czasu zajmie nam przetrawienie tego projektu.

Ferrari Luce 2027

W Maranello uznano, że zrobią coś zupełnie inaczej. Uznali jednak, że wymyślą sobie koncepcję, której nikt nie zrobił. Czy dobrze? Cóż, można mieć tutaj różne opinie.

Pas przedni wygląda bardzo specyficznie. Nie do końca rozumiem koncepcję świateł i tego czarnego pasa na masce. Linia boczna mogłaby się bronić, ale jest zbyt wysoka i masywna. Tył zaś wygląda jak próba wyświetlenia Ferrari na dużym ledowym ekranie. Co za czasy.

Całość, przynajmniej w mojej opinii, jest mało spójna i strasznie udziwniona. Wiele elementów zdaje się do siebie nie pasować. Czy też macie takie wrazenie?

Wnętrze już znamy - i szczerze mówiąc jest najmocniejszą częścią tego samochodu

Sam je broniłem, widząc w nim nawiązania do historii. Tymczasem Ferrari Luce będzie walczyło głównie kokpitem, który w mojej opinii nie wygląda źle. Jest w nim wiele ukłonów w stronę lat sześćdziesiątych, a tylna część z fotelami dla pasażerów wygląda świetnie. Pytanie tylko kto kupuje Ferrari dla wnętrza. Raczej jest to wąskie grono klientów.

Co kryje się tutaj pod nadwoziem?

Włosi postawili na architekturę 800V, która ma zapewnić wysoką wydajność energetyczną, stabilność pracy układu przy dużym obciążeniu oraz możliwość bardzo szybkiego ładowania.

Kluczowym elementem konstrukcji jest ogromny akumulator o pojemności 122 kWh brutto. Pakiet składa się z 14 modułów, z których każdy zawiera 15 ogniw. Ferrari deklaruje zasięg do 530 kilometrów według normy WLTP.

Układ napędowy Ferrari Luce wykorzystuje cztery silniki elektryczne o łącznej mocy 1035 KM. Najważniejszą rolę odgrywa tutaj tylna oś. Zastosowano tam dwa silniki generujące po 422 KM każdy (systemowo 844 KM), które mogą pracować z prędkością dochodzącą do 25 000 obr./min.

Ferrari Luce 2027

Z przodu znalazły się kolejne dwa silniki, oferujące po 143 KM i osiągające nawet 30 000 obr./min. Ferrari podkreśla jednak, że mimo obecności napędu na cztery koła Luce ma zachować wyraźnie tylnonapędowy charakter.

System pozwoli bowiem na całkowite odłączenie przednich jednostek napędowych. W praktyce oznacza to możliwość uzyskania bardziej klasycznych reakcji auta podczas dynamicznej jazdy.

Włoska marka bardzo dużo uwagi poświęciła także układowi jezdnemu. Ferrari Luce otrzyma system czterech skrętnych kół, przy czym producent mówi nawet o niezależnym sterowaniu skrętem każdego koła. Ma to poprawić stabilność przy bardzo wysokich prędkościach i zwiększyć zwrotność dużego gran turismo w mieście.

Istotnym elementem konstrukcji będzie też aktywne zawieszenie FAST wykorzystujące technologię znaną już z modelu Ferrari Purosangue.

System korzysta z amortyzatorów zasilanych instalacją 48 V, które na bieżąco kontrolują poziom nadwozia i reakcje samochodu.

Gotowe do jazdy auto ma ważyć około 2300 kilogramów, a rozkład mas ustalono na poziomie 47% z przodu i 53% z tyłu.

Ferrari nie chce również kopiować rozwiązań znanych z innych samochodów elektrycznych. Z tego powodu Luce nie otrzyma sztucznej symulacji klasycznej dwusprzęgłowej skrzyni biegów. W zamian opracowano własny system sterowania charakterystyką napędu.

Ferrari Luce 2027

Jedna łopatka przy kierownicy odpowiada za siłę rekuperacji i hamowania odzyskowego, zaś druga zmienia mapy pracy układu napędowego. Duży nacisk położono też na kwestie akustyczne.

Włosi chcą wykorzystać naturalne brzmienie silników elektrycznych zamiast syntetycznego dźwięku imitującego V8 lub V12. Specjalne akcelerometry oraz kanały akustyczne mają wzmacniać rzeczywiste odgłosy pracy napędu i przenosić je do kabiny.

Dla kogo jest Ferrari Luce?

Według marki z Maranello będą to przede wszystkim nowi klienci, którzy do tej pory autami z "wierzgającym koniem" nie jeździli. Włosi chcą celować w ludzi zainteresowanych technologiami i nowoczesnymi rozwiązaniami. Wierzą też, że ich samochód jest przełomem i czymś, czego próżno szukać na rynku.

Czyżby?