Wierzyli nawigacji, zawracali na... ekspresówce. Cztery groźne incydenty na nowej S1 są ważnym ostrzeżeniem

Ludzka wiara we wskazania z nawigacji jest już niemalże "zabójcza". Przykład z trasy S1 powinien być przestrogą dla wszystkich.

Nowy odcinek drogi ekspresowej S1 między Przybędzą a Milówką miał poprawić bezpieczeństwo i skrócić czas przejazdu przez Beskid Żywiecki. Tymczasem od chwili otwarcia trasy monitoring zarejestrował już cztery przypadki jazdy pod prąd przed tunelami. Wszystkie wyglądały niemal identycznie, co wzbudziło podejrzenia drogowców.

Analiza GDDKiA wskazała, że wspólnym elementem mogły być błędne wskazania jednej z aplikacji nawigacyjnych. Zarządca drogi podkreśla jednak, że nawet najbardziej zaawansowana nawigacja nie zwalnia kierowcy z obowiązku przestrzegania przepisów. Poza tym jak bardzo trzeba mieć nierówno pod sufitem, aby zawrócić i jechać pod prąd drogą ekspresową?

Zawracali na drodze ekspresowej. Cztery identyczne sytuacje na nowej S1. Wszystkie wydarzyły się przed tunelami

Problem dotyczy obejścia Węgierskiej Górki, czyli nowego fragmentu drogi ekspresowej S1 pomiędzy Przybędzą a Milówką. Odcinek został oddany do ruchu 22 października 2025 roku i stanowi część trasy łączącej Żywiec z granicą Polski i Słowacji w Zwardoniu.

Od momentu otwarcia system monitoringu odnotował cztery przypadki zawracania przed wjazdami do tuneli i jazdy pod prąd. Każdy z nich mógł zakończyć się czołowym zderzeniem z pojazdami jadącymi zgodnie z kierunkiem ruchu.

Po przeanalizowaniu zapisów z kamer oraz zgłoszeń kierowców katowicki oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zauważył, że wszystkie zdarzenia przebiegały według bardzo podobnego scenariusza.

Geneza problemu: przeoczenie zjazdu

Według GDDKiA pierwszym elementem całego łańcucha zdarzeń jest przeoczenie właściwego zjazdu do Węgierskiej Górki lub Przybędzy przez kierowców jadących od strony Bielska-Białej.

Po minięciu zjazdu aplikacja nawigacyjna wyznacza nową trasę. Kierowca kontynuuje jazdę, jednak przed kolejnym węzłem w rejonie Milówki nawigacja ponownie sugeruje zmianę kierunku.

Trasa S1 zawracanie

To właśnie w tym miejscu dochodzi do najbardziej niebezpiecznych sytuacji. Część kierowców decyduje się na wykonanie manewru zawracania na drodze ekspresowej, mimo obowiązującego zakazu. Następnie wjeżdżają na jezdnię prowadzącą w przeciwnym kierunku i poruszają się pod prąd w stronę tuneli.

Czy winne jest Google Maps? Oczywiście, że nie. Odpowiedzialność wciąż spoczywa na kierowcy

Początkowo GDDKiA informowała jedynie, że problem może dotyczyć jednej z popularnych aplikacji nawigacyjnych. Później w mediach pojawiły się informacje wskazujące, że chodzi o Google Maps. Według tych doniesień aplikacja po przeoczeniu zjazdu wyznacza trasę wymagającą zawrócenia, mimo że wykonanie takiego manewru w tym miejscu jest zabronione.

Jedno jest jednak niezmiennie - nawigacja nie zmusza Was do jazdy pod prąd. To kierowca podejmuje tak głupią decyzję, która na drogach ekspresowych i autostradach powinna być skrajnie surowo karana.

Uważam, że w takiej sytuacji natychmiastowo powinno odbierać się uprawnienia do jazdy samochodem. To złamanie kardynalnych zasad i przepisów, a dodatkowo wprowadzanie ogromnego ryzyka.

Pamiętajcie, nawigacja jest pomocą, a nie źródłem prawa

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przypomina, że wskazania nawigacji mają wyłącznie charakter pomocniczy. Nawet jeśli aplikacja wyznaczy trasę prowadzącą do wykonania manewru sprzecznego z przepisami, kierowca ma obowiązek zignorować takie polecenie.

Nie jest to zresztą pierwszy przypadek, gdy systemy nawigacyjne okazują się zawodne. Zdarza się, że prowadzą przez drogi zamknięte, nie uwzględniają czasowych zmian organizacji ruchu lub korzystają z nieaktualnych danych. Żadna aplikacja nie zastępuje oznakowania znajdującego się przy drodze.

Czasami warto wrócić do podstaw. Znaki drogowe, sygnalizacja i obowiązujące przepisy zawsze mają pierwszeństwo przed komunikatami wyświetlanymi na ekranie smartfona lub systemu multimedialnego samochodu.

W tunelach margines błędu praktycznie nie istnieje

Obejście Węgierskiej Górki należy do najbardziej wymagających technicznie odcinków polskich dróg ekspresowych. Trasa prowadzi przez dwa dwunawowe tunele o łącznej długości około 1,8 kilometra, a uzupełniają ją liczne estakady i obiekty mostowe.

Ruch odbywa się tam z dużymi prędkościami, a kierowcy mają ograniczony czas na reakcję. Ukształtowanie terenu, zakręty oraz infrastruktura tunelowa sprawiają, że pojazd jadący pod prąd może pojawić się przed innymi uczestnikami ruchu praktycznie bez ostrzeżenia. W takich warunkach ryzyko czołowego zderzenia jest zdecydowanie większe niż na zwykłych drogach.

Przepisy nie pozostawiają żadnych wątpliwości

Na drogach ekspresowych obowiązuje bezwzględny zakaz zawracania, cofania oraz zatrzymywania się poza sytuacjami awaryjnymi. Dodatkowo na odcinkach tunelowych kierowcy muszą stosować się do sygnalizacji świetlnej, znaków zmiennej treści oraz komunikatów systemu zarządzania ruchem.

Obejście Węgierskiej Górki to kluczowy fragment nowej S1

Nowy odcinek między Przybędzą a Milówką ma 8,5 kilometra długości. W jego skład wchodzą dwa dwunawowe tunele, liczne estakady oraz obiekty mostowe. Koszt realizacji inwestycji wyniósł około 1,38 miliarda złotych.