Porsche Mission S jeszcze nie istnieje, a klienci już chcą podpisywać umowy. Niemcy trafili w dziesiątkę

Porsche Mission S to hit, choć formalnie wciąż jest tylko prototypem. Klienci ustawili się w wielkiej kolejce.

Nie minęły nawet dwa tygodnie od premiery Porsche Mission S, a menadżerowie w Zuffenhausen mają powody do zadowolenia. Nowy supersamochód, który ma być ukłonem w stronę purystów, idealnie trafił w gusta najzamożniejszych klientów marki. I to do tego stopnia, że niektórzy chcieliby już teraz podpisać umowę i wpłacić pieniądze. Jest tylko jeden mały problem: Niemcy nie mają jeszcze gotowego samochodu, który mogliby im sprzedać.

Porsche Mission S wywołało ogromne zainteresowanie. Jochen Breckner przyznaje, że reakcje przerosły oczekiwania marki

Podczas konferencji poświęconej wynikom finansowym za trzeci kwartał Jochen Breckner, dyrektor finansowy Porsche, nie krył zadowolenia. Mission S zebrało znakomite opinie od potencjalnych nabywców, a zainteresowanie nowym projektem jest naprawdę duże.

Najciekawsze jest to, że część klientów zaczęła już pytać o dokumenty potrzebne do zawarcia umowy zakupu. Mówimy tutaj o samochodzie, którego finalna specyfikacja pozostaje tajemnicą, a data rozpoczęcia produkcji jest bardzo odległą historią.

Breckner podkreślił, że Mission S jest dla Porsche potwierdzeniem słuszności obranej strategii. Zarówno stylistyka, jak i pozycjonowanie nowego samochodu spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem. Niemcy wiedzą więc, że obrali właściwy kierunek, choć do rozpoczęcia sprzedaży jeszcze daleka droga.

Najważniejsze jest jednak to, że Porsche nie chce stworzyć kolejnej limitowanej zabawki

Już przy okazji premiery Mission S pisałem, że ten samochód jest czymś znacznie więcej niż następcą Carrery GT czy 918 Spyder. Owszem, będzie od nich czerpał garściami, ale Porsche ma wobec niego zupełnie inne plany.

Porsche Mission S 2026

Przede wszystkim mówimy tutaj o stałym elemencie gamy, który znajdzie się powyżej 911-ki. Niemcy opracowują nową platformę z centralnie ulokowanym silnikiem, na której będą mogli budować różne samochody. Nie będzie to więc "one-off" lub "few-off", który po wyprodukowaniu kilkuset egzemplarzy zniknie z oferty.

Co więcej, Porsche nie zamierza eksperymentować z napędem elektrycznym. Badania przeprowadzone wśród najbogatszych klientów pokazały, że taka koncepcja zwyczajnie ich nie interesuje. Chcą silnika spalinowego, odpowiedniego dźwięku i wrażeń zza kierownicy.

Póki co nie wiemy, co dokładnie znajdzie się za plecami kierowcy. W grę wchodzi klasyczny napęd spalinowy, ale Niemcy nie wykluczają też hybrydy. Krążą również plotki o ośmiocylindrowym bokserze. Porsche jednak niczego jednak nie potwierdza, więc pozostaje pogdybać.

Ciekawostką jest za to kwestia skrzyni biegów. Mission S pokazano z przekładnią PDK, ale nowa platforma ma być przystosowana również do manualnej konstrukcji. Jeżeli klienci będą jej oczekiwali, to taka wersja może trafić do produkcji.

Kiedy Porsche Mission S wyjedzie na drogi? Tutaj trzeba uzbroić się w cierpliwość

Jochen Breckner nie pozostawia złudzeń - na produkcyjny samochód jeszcze trochę poczekamy. Niemcy nie podają żadnych konkretnych terminów, nie znamy też nawet orientacyjnej ceny.

Można więc zakładać, że Mission S w finalnej formie zobaczymy dopiero bliżej końca dekady, a być może nawet później. W międzyczasie producent zamierza mocniej skupić się na najdroższych samochodach w swojej ofercie. Strategia jest dość prosta: sprzedawać mniej aut, ale zarabiać na każdym z nich znacznie więcej.

Porsche Mission S 2026

Porsche chce obniżyć próg rentowności do poziomu poniżej 200 000 samochodów rocznie. Jednocześnie rozwija dział Sonderwunsch, który zajmuje się tworzeniem wyjątkowych egzemplarzy na indywidualne zamówienie.

Obecnie Niemcy pracują nad 15 takimi projektami. Ich ceny zaczynają się od niespełna 2 milionów dolarów, a kończą na około 15 milionach dolarów. Do tego dochodzą samochody budowane w bardzo krótkich seriach oraz kompleksowe renowacje klasycznych modeli.

Tutaj kwoty też potrafią przyprawić o zawrót głowy. Przykładowo odrestaurowanie Carrery GT może kosztować nawet 800 000 dolarów. I to oczywiście bez ceny samego samochodu, który trzeba najpierw posiadać.