Szwajcarzy odkryją smak motorsportu. Od 1955 roku był zakazany

Trudno w to uwierzyć, ale wyścigi samochodowe są zakazane w Szwajcarii od... 1955 roku. Do tego zakaz wprowadzono w wyniku wypadku, który miał miejsce około 700 kilometrów od granic tego kraju. Teraz mieszkańcy tego kraju, w teorii, będą mogli zaznać smaku motorsportu.

To nie jest pomyłka. W 1955 roku Szwajcaria wprowadziła zakaz organizowania wyścigów samochodowych na zamkniętych torach. Ta decyzja była związana z tragicznym wypadkiem, który miał miejsce w czasie 24-godzinnego wyścigu w Le Mans. Do dziś jest to najtragiczniejsze zdarzenie w historii motorsportu. W wyniku zamieszania przy zjeździe do pit-stopów, Pierre Levegh, kierowca Mercedesa 300 SLR, wpadł na tył Austina-Healeya 1000 prowadzonego przez Lance'a Macklina. Wyrzucony w powietrze Mercedes wpadł w widzów, zabijając 81-83 osoby, plus Levegha.

W wyniku tego wypadku Mercedes na lata wycofał się z motorsportu, a Szwajcaria, w ramach ograniczania ryzyka, zabroniła organizowania wyścigów samochodowych na torach, także ulicznych.

Od kilku lat jednak ten zakaz był stopniowo łagodzony. W latach 2018-2019 dopuszczono wyścig uliczny Formuły E. Zabawne jest też to, że zakaz nigdy nie objął wyścigów motocyklowych i górskich.

Teraz Federalna Rada Szwajcarii znosi oficjalnie ten zakaz

Przepisy łagodzono od 2022 roku, a finalnie przejdą one do historii. Paradoksalnie póki co jednak nie zmieni to zbyt wiele. Przede wszystkim każdy kanton może dowolnie wprowadzać regulacje na swoim terenie. Po drugie, w Szwajcarii nie ma ani jednego toru wyścigowego.

Szwajcaria Motorsport

Oczywiście jest to w dużej mierze pokłosie zakazu. Kto inwestowałby w taki obiekt, gdy nie było dla niego zastosowania? Co prawda w Szwajcarii pojawiają się głosy ze strony inwestorów, gotowych do zbudowania stosownego obiektu, niemniej będzie to ogromne wyzwanie logistyczne i finansowe.

Na pewno jednak w najbliższym czasie ten kraj nie pojawi się na mapie świata motorsportu, z wyłączeniem wspomnianych wyścigów górskich. Teoretycznie jednak w grę może wchodzić organizacja kolejnego ulicznego wyścigu.

Berno ponoć spogląda na Formułę E, którą już gościło w przeszłości

Zurych i inne duże miasta także mogą ubiegać się o organizację takiego wyścigu. Jest to póki co jedyna furtka do wykorzystania nowych regulacji i do promocji motorsportu w tym kraju. Oczywiście tyczy się to szerszego grona odbiorców. W końcu liczba multimilionerów i miliarderów w tym kraju jest ogromna, a oni na takim sporcie znają się doskonale.