Test

Ford Fiesta 1.0 Ecoboost 140 ST-Line | fot. Marcin Napieraj

Ford Fiesta 1.0 EcoBoost 140 KM ST-Line | TEST

Dokąd by tu pojechać?

Na dystansie:
398 km

Miał być miejski samochodzik z pakietem spoilerów. Wyszło „prawie ST”, które daje mnóstwo frajdy z jazdy. Będziesz szukał okazji, żeby się nią znów przejechać.

„Może pójdę wynieść śmieci? (do śmietnika w innej dzielnicy)”. „Nie chcesz pojechać na zakupy? (do galerii handlowej na drugim końcu miasta)”. „Nie odwieźć Cię gdzieś (gdziekolwiek by to nie było)?”. Tak może wyglądać standardowy wolny dzień w mieszkaniach osób posiadających w ręku niepozorny kluczyk do małego, miejskiego Forda z litrowym silnikiem. Przesadzam? Choć to nie ST, a zaledwie „-line”, a silnik ma trzy cylindry i litr pojemności, to naprawdę chce się tym jeździć.

Choć niektórzy będą narzekać, że nowa Fiesta wygląda gorzej od poprzedniczki – nie ma się czego wstydzić. Fakt, że bryła jest trochę „bułeczkowata”, a przez zmianę kształtu tylnych lamp wygląda nieco jak skurczony w praniu Focus, ale mamy do czynienia z wersją ST-Line. Gdy już udało się znaleźć powód do zejścia na parking, przyglądam się pięciodrzwiowemu „mieszczuchowi”. Standardowe grafitowe felgi o średnicy 17″ wyglądają świetnie. Zmienione zderzaki i progi oraz czarny grill nadają Fieście sporo charakteru. Zwłaszcza że samochód polakierowany jest czerwienią Race Red – tylko 600 zł dopłaty (niemal 4 x mniej niż srebrny metalik) a Ford naprawdę wygląda na „szybszy”. Ten egzemplarz dodatkowo ma ciemne szyby,  „duży” spoiler nad tylną szybą, a także czarny dach i lusterka – to dodatkowo płatne opcje. Ale wygląda świetnie. Po otwarciu drzwi (system bezkluczykowy) wysuwa się świetny patent Forda (za 650 zł), czyli plastikowa osłonka mająca zapobiegać obijaniu krawędzi drzwi.

Ford Fiesta 1.0 Ecoboost 140 ST-Line | fot. Marcin Napieraj

W środku znów trochę „doładowane” pakietami – półskórzane fotele z czerwonymi przeszyciami i wstawkami, hydrografika udająca włókno węglowe na desce rozdzielczej a także na… lusterku wstecznym, aluminiowe pedały, gałka sześciobiegowej ręcznej przekładni oraz kierownica wykończona w taki sposób, że wywołuje niezdrową chęć macania i chwytania. Wszystko wygląda naprawdę przyjemnie i zachęca do zajęcia miejsca za tą, jak się potem okazuje, superwygodną kierownicą. Po zamknięciu drzwi czar troszkę pryska, głównie z powodu niezbyt przyjemnego, twardego plastiku na boczkach. Ale to tylko drobiazg, bo reszta jest bardzo przyzwoita, jak na ten segment.

Jazda

Fotele sprawiają wrażenie malutkich, ale są dość wygodne. Do Madrytu z przerwami wyłącznie na tankowanie bym nie dojechał, ale do Berlina myślę, że bez problemu. Dość ciasno opasują kierowcę, więc sądzę, że osoby o potężnej posturze powinny same sprawdzić, jak dobrze mieszczą się w Fieście. Jak dla mnie jest ok. Cofnięty podłokietnik o dziwo nie przeszkadza, kierownica jest w idealnym miejscu, podobnie jak aluminiowa gałka drążka sześciobiegowej przekładni. Za to w nieco dziwnym miejscu jest przycisk do włączania silnika – schowany wysoko, za manetką wycieraczek. Po jego wciśnięciu zapala się podświetlenie najprostszych i najczytelniejszych zegarów na świecie, a do życia budzi się silnik. Przez chwilę dziwnie wibruje, potem się nieco uspokaja. Brzmienie też na razie nie powala. Ale jak ma to robić, skoro pod maską spoczywają trzy małe szklanki do piwa – w sumie 999 centymetrów sześciennych w trzycylindrowym rzędzie. Tyle, że ten „literek” ma niemalże motocyklowe 140 KM. I do tego 180 Nm, dostępne teoretycznie od 1 500 obr/min – i to aż do „5” na obrotowmierzu. 100 km/h powinno pojawiać się na prędkościomierzu po przyzwoitych, ale nie powalających 9 sekundach. Z drugiej strony, dziewięciosekundowy samochód segmentu B, nie będący „hothatchem”? W sumie, czemu nie.

Ford Fiesta 1.0 Ecoboost 140 ST-Line | fot. Marcin Napieraj

Zresztą, dywagacje o teoretycznych osiągach szybko schodzą na dalszy plan. W zasadzie już od wrzucenia pierwszego biegu. Fakt, droga prowadzenia drążka mogłaby być nieco krótsza, ale skrzynia i sprzęgło pracują fantastycznie. Z odpowiednią lekkością o oporem „na wejściu”, dużą precyzją i łatwością wyczucia pedału sprzęgła. No i świetnie. Ruszamy. Pierwszy bieg kończy się dość szybko, ale już mam wrażenie, że coś z tym silnikiem jest „nie tak”. Litr o mocy 140 KM albo powinien kręcić się do niebotycznych obrotów, albo mieć koszmarną turbodziurę. Tymczasem fordowski Ecoboost mocy nabiera bardzo liniowo. Z drugiej strony okazuje się, że mimo momentu dostępnego od niskich obrotów, próba jechania dynamicznie „z dołu” nie ma większego sensu. W mieście się sprawdza, pozwala zresztą na obniżenie nieco spalania, podobnie jak wydłużenie szóstego przełożenia (1.0 przy 140 km/h ma tylko trochę ponad 3 000 obrotów), ale jeśli chcemy mieć trochę radości, bądź wykorzystać pełnię możliwości Forda, trzeba „cisnąć” Fiestę powyżej 3 000 obr/min. Na szczęście nie jest to w ogóle nieprzyjemnie. Trzycylindrowy silnik brzmi całkiem nieźle, a skrzynia pracuje tak wspaniale, że redukcje są czystą przyjemnością. Biegi można zmieniać z dowolną prędkością, a Ford się nie „podda”. Frajda z kręcenia Ecoboosta i mieszania lewarkiem jest naprawdę na poziomie o wiele mocniejszych samochodów.

Z tym świetnie współgra zawieszenie. Co zaskoczyło mnie już po kilkuset metrach jazdy, to jego sztywność. Duża felga – ok, zmniejsza komfort na dziurach, ale nawet na „niedziurawej”, ale niezbyt równej nawierzchni samochód zachowuje się niemal niczym konstrukcje z przedrostkiem „hot”. Aha! ST-Line to nie tylko spoilery i wykończenie – to również lekko usztywnione zawieszenie względem zwykłej Fiesty. I dobrze. Wóz nie jest gokartem, ale prowadzi się bardzo pewnie, a przede wszystkim świetnie w nim czuć, co się z nim dzieje. Jest mały, zwinny, lekki, i do tego ma bardzo dobry układ kierowniczy. Kierownica nie tylko dobrze leży w dłoniach, ale pozwala precyzyjnie i szybko kierować małym Fordem. I to mimo elektrycznego wspomagania. Opór, który stawia układ też jest optymalnie dobrany, żeby prowadzenie nie męczyło, ale pozwalało na kontrolę samochodu w większości warunków. Fiesta ST-Line sprawia przy tym wrażenie bardzo „mechanicznego” samochodu, gdzie wszystko ze sobą współdziała, a kierowca ma dużo wpływu na to co się z nim dzieje.

Ford Fiesta 1.0 Ecoboost 140 ST-Line | fot. Marcin Napieraj

A potrafi się dziać, bo choć Fiesta długo pozostaje neutralna i rzadko wpada w gwałtowną podstserowność, to ze względu na wykorzystanie belki skrętnej z tyłu, przy ostrej jeździe i odpuszczeniu pedału gazu w zakręcie lekko „leci” tyłem. W ST-Line zastosowano też cztery hamulce tarczowe, łatwe do wyczucia i odpowiednio skuteczne.

Na spokojnie

I choć zabawa w zakresie 4 – 6 000 obrotów (przy tylu jest moc maksymalna) w Fieście zdarza się częściej niż by wypadało, to jest to wciąż miejski samochodzik, którym być może będziecie chcieli jeździć po bułki do sklepu. I bardzo dobrze. Bo tu też się sprawdza, choć sztywniejsze zawieszenie na pewno nie będzie pasować zwolennikiem francuskiej szkoły budowania samochodów. Ale za to przy codziennej jeździe jest w zasadzie niewzruszone, jeśli chodzi o zachowanie na drodze, a przejazd przez dziury nie powoduje aż tak dużego dyskomfortu. Ot, jest to wyraźnie wyczuwalne, ale nie bardziej niż w innym samochodzie na dużych felgach. Nie ma za to czujników parkowania z przodu, więc trzeba, jak za dawnych czasów, po prostu nauczyć się, gdzie Fiesta się kończy. Z tyłu za to mamy kamerę oraz czujniki. No i sam w sobie dość zwrotny samochód. Testy miejskie zdaje niemal bardzo dobrze, bo i widoczność, mimo pochylonej szyby, jest niezła. W przeciwieństwie do ekonomii. Niestety litrowa jednostka potrafi spokojnie przekroczyć „dychę” jeśli będziemy jeździć wyłącznie w godzinach szczytu. Na szczęście w trasie radzi sobie lepiej. Pali od czterech do siedmiu litrów na 100 kilometrów, co można uznać za bardzo dobre wyniki. Zwłaszcza że nie jest przy tym głośna, za to dość wygodna i przyjemna „w odbiorze”. Tylko liczcie na to, że ze „stówki”, jeśli będziecie musieli wyprzedzać, trzeba będzie zredukować „ze dwa biegi”, bo inaczej dynamika będzie żadna. Wysokoobrotowa charakterystyka w Fordzie jest zupełnie nietypowa dla współczesnych silników – przypomina raczej samochody z większymi, wolnossącymi jednostkami.

Zużycie paliwaFord Fiesta 1.0 Ecoboost 140 KM
przy 100 km/h:4,5 l/100 km
przy 120 km/h:5,4 l/100 km
przy 140 km/h:7,1 l/100 km
w mieście:8,5 l/100 km

Skoro Fiesta jest nieźle wyciszona i pozwala przyjemnie jeździć, to warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną opcję, która jest moim zdaniem warta dopłaty. Choć może wydawać się to dziwne w aucie segmentu B, Fiesta ma fantastyczne nagłośnienie. I nie jest to „fantastyczne, jak na ten segment”, tylko „tak po prostu”. Mowa oczywiście o opcjonalnym audio B&O Play, które gra czysto w tonach wysokich, mocno w niskich, a całość brzmi świetnie niezależnie od rodzaju muzyki i stopniu ustawionej głośności.

Audio obsługiwane jest przez SYNC3 – mimo nieco „rysunkowej” estetyki ekranu, wszystko jest proste w obsłudze, a dotykowy ekran działa bardzo szybko. Po raz kolejny potwierdzam, że Ford wykonał dobrą robotę z tym systemem. Zresztą, Fiesta ogólnie jest dość przemyślanym samochodem i we wnętrzu całkiem szybko się połapiecie. Jedynie nagromadzenie funkcji na ekranie pomiędzy zegarami jest na tyle znaczne, że będzie wymagać chwili przyzwyczajenia – zresztą tak samo jak we wszystkich Fordach.

Ford Fiesta 1.0 Ecoboost 140 ST-Line | fot. Marcin Napieraj

Fiesta słabiej wypada, jeśli będziemy chcieli zabrać więcej niż jednego pasażera. Co prawda kanapa, jak na ten segment, jest dość wygodna (wygodniejsza niż w elektrycznym Hyundaiu KONA, który ostatnio testowałem), ale miejsca jest niezbyt dużo. Jeśli z przodu usiądzie ktoś wysoki, to na pewno plecy będzie miał podpierane kolanami pasażera.

Bagażnik również nie należy do największych, ale w tej klasie trudno spodziewać się cudów – do dyspozycji jest 269 litrów przy pięciu miejscach. Dzięki opcjonalnej regulowanej podłodze, możemy podzielić go na dwie części. Są też dwa haczyki do wieszania drobiazgów. Po rozłożeniu otrzymujemy 1 070 litrów.

No i czar prysł

Prawie. Bo 71 800 zł za bazową Fiestę ST-Line ze 140 KM silnikiem nie jest powalającą ceną. Ale 92 030 zł za doposażony egzemplarz wygląda już dość absurdalnie. Faktem jest, że samochód jest niemal kompletnie wyposażony (brakuje chyba tylko przednich świateł LED, które pozostały niezaznaczoną opcją w konfiguratorze), ale cena dodatków nieco zwala z nóg. Jeśli myślicie, że może wystarczy Wam słabszy silnik – wersja 125 KM jest zaledwie 2 300 zł tańsza. Sporą część kwoty dodatków zabierają akcenty stylistyczne (spoiler, „ST-akcenty” we wnętrzu) oraz wspomagacze – 1 500 zł kosztuje np. sam asystent martwego pola.

Problem z Fiestą polega na tym, że jak na razie… nie ma konkurencji. Z SEAT-a wyleciała Ibiza FR z silnikiem 1.5 TSI 150 KM. Takiego silnika nie ma też w Polo. W Renault Clio była odmiana GT-Line, ale już jej nie ma – możliwe, że wróci wraz ze wprowadzeniem silnika 1.3 TCe. Najbliżej jest Corsa GSi, która ma mieć silnik 1.4 Turbo o mocy 150 KM, ale Opel się nią jeszcze na polskim rynku nie chwali. Poza tym mamy Kię Rio 1.0 o mocy 120 KM – tutaj cennik zaczyna się (w odmianie GT-Line) od 71 990 zł. Doposażona nie przekroczy 80 000 zł, ale wyposażenie będzie słabsze niż w Fordzie.

Zalety:
  • Świetne zawieszenie
  • Bardzo dobre prowadzenie
  • Udany silnik Ecoboost
  • Dobrze pracująca skrzynia biegów
  • Dobra pozycja za kierownicą
  • Świetne audio
  • Bogate wyposażenie

Wady:
  • Wysoka cena doposażonego egzemplarza
  • Silnik w mieście nie grzeszy oszczędnością
  • Niewielka ilość miejsca z tyłu
  • Plastikowe boczki drzwi
  • Nie każdemu będzie pasować usztywnienie odmiany ST-line

Podsumowanie

Tak, jest droga po doposażeniu, potrafi spalić całkiem sporo paliwa, a samochodem rodzinnym nawet nie usiłuje być. Ale to jeden z „najfajniejszych” samochodów do jazdy, którymi miałem okazję jeździć od dłuższego czasu. Nie jest bardzo szybki, ale ma świetne zawieszenie, układ kierowniczy i bardzo dobrą skrzynię biegów. To mały „zawadiaka”, który będzie próbować dać z siebie wszystko za każdym razem. A i na co dzień i spokojnie jeździ się nim przyjemnie. No i ma świetne audio.

Dane techniczne
Dane techniczne producentaFord Fiesta 1.0 Ecoboost 140 KM
Silnikt. benz., R3, 12 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność998 cm³
Moc maksymalna103 kW (140 KM) przy 6 000 obr./min.
Maks. moment obrotowy180 Nm przy 1 500 - 5 000 obr/min.
Skrzynia biegówmanualna, sześciobiegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony205/45R17
Bagażnik / po złożeniu siedzeń269/1070 l
Zbiornik paliwa42 l
Typ nadwoziahatchback
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4065/1735/1466 mm
Rozstaw osi2493 mm
Masa własna /ładowność1190/485 kg
Masa przyczepy / z hamulcem595/1000 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie6,3/4,6/5,2
Emisja CO2119 g/km
Prędkość maksymalna202 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h9,0 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądoweco 30 tys. km
Cena wersji podstawowej(1.1 Trend) 46 050 zł
Cena wersji testowej71 800 zł
Cena egz. testowego92 030 zł