Test

Hyundai Santa Fe 2.0 CRDI 8AT 4WD 185 KM Platinum | TEST

Maciej Lubczyński

Zmiany na lepsze

Na dystansie:
461 km

Nowa stylistyka, jedna wersja nadwoziowa oraz bogate wyposażenie – czy nowy Hyundai Santa Fe zawojuje rynkiem dużych SUV-ów?

Koreańczycy stawiają na SUV-y. W zaledwie dwa lata Hyundai całkowicie przemodelował swoją gamę, stawiając na tego typu auta. Kona, Tucson i Santa Fe celują w różne grupy klientów. Stylistycznie też mają wiele wspólnych elementów, choć nowe Santa Fe zdecydowanie wyróżnia się z tej grupy.

Dobra zmiana

Nowa generacja dużego, koreańskiego SUV-a przyniosła bardzo wyraźne zmiany. Co więcej, są to modyfikacje, które sprawiają, że Santa Fe stał się bardzo przyjemnym i dojrzałym samochodem dla rodziny. Design nadwozia i wnętrza nie zalatuje już wschodnim designem, a wyposażenie i wykończenie nie odbiegają od klasowych standardów. Oto ciekawa propozycja dla osób, które nad sportowe aspiracje przekładają przestronne wnętrze i wygodne podróżowanie po każdej drodze.

Wygoda ponad wszystko

Życie z nowym Santa Fe pozwala zrozumieć dlaczego moda na SUV-y ma się dobrze. Jeśli chodzi o wygodę wsiadania do auta, czy czynności takie jak pakowanie fotelika czy zakupów, Hyundai Santa Fe należy do czołówki. Tej pierwszej czynności osobiście nie próbowałem, ale szeroko otwierane drzwi, duża wysokość kabiny i przyciski do przesuwania przedniego fotela pasażera umieszczone na jego boczku pozwalają przypuszczać, że samochód będzie uwielbiany przez rodziców. Bagażnik słusznych rozmiarów (od 625 do 1695 litrów) można łatwo powiększyć za pomocą składanych automatycznie (z przycisku) siedzeń. Podróż umilają też roletki przeciwsłoneczne w oknach czy regulowany kąt oparcia tylnej kanapy.

To co czyni z Hyundaia wygodne auto kryje się również w podwoziu. Chodzi o układ jezdny, który oferuje wysoki komfort. Zawieszenie łagodzi nierówności na tyle sprawnie, że nawet zapomniane, lokalne drogi wydają się być jakby lepszej jakości. Progi zwalniające? Nie ma problemu, przepłyniemy przez nie ze stoickim spokojem. Tak naprawdę trudno wjechać nowym Santa Fe w dziurę lub nierówność, która ten spokój zaburzy.

Czego brakuje? Odrobinę lepszego wyciszenia przy prędkościach autostradowych, ale nie zapominajmy, że nie mamy tu do czynienia z klasą premium. Praca 4-cylindrowego diesla jest również odczuwalna na postoju, a system start stop dość niechętnie wyłącza jednostkę.

Postępująca europeizacja

Większość klientów ucieszy fakt, że nowy Santa Fe jest narysowany bardziej europejsko, zwłaszcza w zestawieniu ze swoimi poprzednikami. Według niektórych, designerzy zapatrzyli się nawet we francuskie crossovery Citroena. Chodzi oczywiście o dzielone przednie światła, które rzeczywiście są dość niecodziennym i odważnym rozwiązaniem – tak jakby francuskim w swoim charakterze, lecz nie zmienia to faktu, że całość może się podobać. Dzięki nisko umieszczonym (i całkiem przyzwoitym) skrętnym reflektorom nie będziemy też oślepiać kierowców roadsterów czy innych niżej zawieszonych aut.

Wnętrze jest już narysowane znacznie spokojniej. Kokpit utrzymano w stylu, który można określić jako „modny”. Mamy więc wyodrębniony „tablet” z 8-calowym ekranem systemu multimedialnego (którego grafika przypomina do złudzenia znane i popularne koreańskie smartfony), obszyte skórą elementy oraz odrobinę błyszczącego, lakierowanego plastiku. Klasowy standard jest tu jednak uzupełniony przez bardzo ładne boczki drzwi i ciekawą, melanżową podsufitkę. Jakość plastików i ich montaż jest w porządku, choć faktura niektórych tworzyw zdradza, że mamy do czynienia z autem klasy popularnej. Skórzana tapicerka foteli jest przyjemna w dotyku, a w testowanym aucie również perforowana i wentylowana.

Charakterny? Tylko z wyglądu

Nie sposób odmówić mu charakteru. Wygląda ciekawie i prezentuje się przyzwoicie z każdej perspektywy. Nie ma natomiast żadnej „iskierki”, którą mógłby miło zaskoczyć podczas jazdy. Czy to zarzut? Raczej nie, ale niektórym może tu brakować odrobiny emocji.

Testowany egzemplarz ma pod maską 2-litrowego diesla o mocy 185 KM. Sparowany jest z 8-stopniowym automatem, który bardzo łagodnie przechodzi przez poszczególne przełożenia. Sprint do setki zajmuje 10,3 sekundy. To wystarczający wynik, jednak należy pamiętać, że wraz z nabieraniem prędkości, auto będzie bardzo wyraźnie tracić ochotę na przyspieszanie. Duża masa i powierzchnia czołowa robią swoje. Hyundai nie cierpi na przesadną nadwagę (1850 kg) ale czuć, że nie jest to zwinne auto. Miękkie zawieszenie potęguje wrażenie „dostojności” niemalże rodem z Grand Cherokee. Średnie spalanie również nie należy do najniższych. Wymiary robią tu swoje, ale mam wrażenie że wśród konkurencji można bez problemu jeździć ekonomiczniej.

Zużycie paliwa:Hyundai Santa Fe 2.0 CRDI 185 KM 8AT 4WD
przy 100 km/h:6,9 l/100 km
przy 120 km/h:7,3 l/100 km
przy 140 km/h:8,2 l/100 km
w mieście:10,3 l/100 km

Układ kierowniczy nie sposób nazwać precyzyjnym. Jego przełożenie sprawia zaś, że musimy się trochę nakręcić kierownicą. Siła wspomagania jest dobrana optymalnie i zmienia się w zależności od trybu jazdy. Hyundaiowi z testowanym silnikiem brakuje trochę chęci przyspieszania po wciśnięciu gazu do oporu – kickdown wymaga od skrzyni dłuższego pomyślunku. Niechętnie zrzuca ona także więcej niż 2 biegi, więc czasem musimy zadowolić się momentem obrotowym uzyskiwanym „z dołu”. Moc jest jednak rozwijana dość liniowo.

Sytuację ratuje jednak tryb jazdy „Smart” będący adaptacyjnym ustawieniem, reagującym na bieżąco na nasz styl jazdy. Kolor ikonki trybu jazdy pozwala podejrzeć jak nasze zachowanie interpretuje komputer. Zielona barwa oznacza, że auto jest w trybie „Eco”, niebieska to umiarkowany styl jazdy (a więc domyślny tryb „Comfort”), a czerwona usztywnia nieco układ kierowniczy i utrzymuje skrzynię biegów w trybie sportowym. Pomiędzy trybami można również poruszać się manualnie – wtedy ekran pełniący rolę prędkościomierza podświetla się cały na odpowiedni kolor.

Cyfrowe niedociągnięcia

Wspomniany przed chwilą ekran nie wykorzystuje w pełni możliwości jakie dają cyfrowe zegary. Osobiście nie przepadam za umieszczaniem wskaźników na cyfrowym wyświetlaczu, jednak wiem, że taka jest przyszłość i tego typu zegary potrafią być bardzo wygodne. Tu zabrakło jednak możliwości personalizacji zestawu wskaźników czy chociażby wyświetlenia na nim mapy. Na plus – czytelny head-up display pokazujący prędkość wprost na szybie.

We wnętrzu znajdziemy również bardzo dobrze grający zestaw audio Krell. Jego największym minusem jest zdecydowanie przesadzony bas, który możemy nieco wyciszyć w ustawieniach. Lubię gdy niskich tonów nie brakuje, ale tu i tak słuchałem muzyki przy ustawieniu basów na -4 (z 8). System infomediów działa bardzo sprawnie, ale przydałoby mu się delikatne odświeżenie. Grafika powoli zaczyna trącić myszką.

Podstawowa wersja, dla niepoznaki nazwana „Premium”, z napędem na przednią oś, bazowym silnikiem diesla 2.0 150 KM oraz 6-biegowym manualem to wydatek 149 000. Testowana, najbogatsza odmiana Platinum jest dostępna z silnikami 2.0 185 KM i 2.2 200 KM – oba z napędem 4WD i 8-stopniowym automatem. Wyceniono ją na 199 000 zł. Czy to dużo? Wiele osób odpowie zapewne, że sporo, jak za Hyundaia. Trzeba jednak pamiętać, że Santa Fe to duży SUV, z naprawdę przyzwoitym wyposażeniem i ogromnym wnętrzem. W porównaniu do poprzednika urósł on aż o 8 cm. Nieco mniejszy Tiguan Allspace startuje ze znacznie niższego pułapu cenowego, jednak jeśli zależy nam na przynajmniej 150-konnym dieslu, różnica w cenie maleje do paru tysięcy złotych. Podobnych wymiarów Ford Edge to wydatek przynajmniej 170 tys. złotych. Wygląda na to, że Hyundai skalkulował cenę nowego SUV-a dość rozsądnie.

Zalety:
  • bardzo przestronne wnętrze
  • ponadprzeciętny komfort jazdy
  • dobre, choć wymagające dostrojenia audio Krell
  • płynna praca skrzyni biegów
  • przyjemnie wykonane wnętrze
  • dobry system kamer 360

Wady:
  • sprawia wrażenie cięższego niż jest w rzeczywistości
  • spalanie mogłoby być nieco niższe
  • dziwnie działający system start-stop
  • niewykorzystany potencjał cyfrowych zegarów

Podsumowanie

Rodzinny? Jak najbardziej. Komfortowy? Pewnie. Wszechstronny? Raczej tak. Dodajmy do tego sensowną cenę, niecodzienną stylistykę i wykończenie nieodbiegające poziomem od europejskiej konkurencji i mamy dojrzały, kompletny samochód w mocno obleganym segmencie. Nowy Santa Fe jest godny polecenia, a tydzień z nim spędzony był zdecydowanie miły. Choć, prawdę mówiąc, zupełnie nie potrzebuję takiego samochodu, jeździło mi się nim przyjemnie. Nie jest pozbawiony wad, ale spełnia wymagania, jakie stawiane są przed dobrym rodzinnym samochodem.

Dane techniczne
Dane techniczne producentaHyundai Santa Fe 2.0 CRDI 8AT 4WD 185 KM Platinum
Silnikt.diesel, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemcommon-rail
Pojemność1995 cm³
Moc maksymalna130 kW (185 KM) przy 4000 obr./min.
Maks. moment obrotowy400 Nm przy 1750 obr./min.
Skrzynia biegówautomatyczna, 8-biegowa
Napęd4x4
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe wentylowane/tarczowe
Opony235/55 R19
Bagażnik / po złożeniu siedzeń625/1695 l
Zbiornik paliwa71 l
Typ nadwoziaSUV
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4770/1890/1680 mm
Rozstaw osi2765 mm
Masa własna /ładowność1890/550 kg
Masa przyczepy / z hamulcem750/2000 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie7,3/5,5/6,2
Emisja CO2162 g/km
Prędkość maksymalna193 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h10,3 s
Gwarancja mechaniczna5 lat
Gw. perforacyjna /na lakier12 / 3 lata
Okresy międzyprzeglądowewg wskazań komputera
Cena wersji podstawowej149 000 zł
Cena wersji testowej199 000 zł
Cena egz. testowego214 000 zł