Test

Mini Cooper S Roadster

Taniec deszczu

Na dystansie:
986 km

Roadster w wydaniu Mini. Auto modne, szybkie i niepraktyczne. Idealne na spontaniczną wycieczkę nad morze, okraszoną szczyptą pachnących paloną gumą tańców bez dachu. Zachęca do nich moc 184 KM, wesoło parskający wydech oraz świetne zawieszenie. Szkoda tylko, że leje już od dwóch dni…

Dwie godziny…
…stania w korku pełnym samochodów z rejestracjami na „W”, a jeszcze nie wjechaliśmy na półwysep. Im dalej, tym gorzej – pojedyncza nitka helskiego asfaltu zakorkowana w obie strony. Na chwilę przestało padać – Szybko! Otwieramy dach!

Wiatr we włosach poczuliśmy tylko dlatego, że po prostu wiało. Słońca nie było, a o tym, że decyzja o złożeniu dachu nie była najlepszą, jaką podjąłem, przekonała mnie ruszająca przed nami leciwa Skoda Octavia 1.9 TDI. Palaczem nie jestem, ale poczułem się, jakbym przez 10 lat nie odchodził od popielniczki. Miny smutne, płucka czarne. Spokojnie, już prawie dojechaliśmy, a jutro na pewno się przejaśni… – mówię, nie zdając sobie jeszcze sprawy, w jak wielkim byłem błędzie…

Następnego dnia niebo było równie zachęcające. Znowu chmury, deszcz, wiatr, burza… Do diabła z tym! Wracamy do domu. Pakujemy więc plecak i aparat do zaskakująco pojemnego bagażnika (240 l) i zabezpieczamy je dołączoną elastyczną siatką, mocowaną do czterech zaczepów, aby nie zachowywały się jak piłeczki podczas losowania „szczęśliwego numerka”, bo o tej porze nie ma korków. Wkładam pilot i przyciskiem budzę 1,6-litrowy, turbodoładowany silnik BMW – jedziemy. Szybko…

Kiedy silnik był już rozgrzany (chyba… żadnego wskaźnika niestety nie ma), zatrzymuję się przed przejściem dla pieszych, przepuszczam niosących 48 piw wczasowiczów, po czym wciskam gaz do dna. Oczywiście w trybie sport. Mini wystrzela do przodu. Zmianie na dwójkę towarzyszy rasowy wybuch w tłumiku. Po bardzo krótkiej chwili (<10 s.) charakterystyczny prędkościomierz wskazuje 120 km/h. Uczucie - wspaniałe. Dźwięk - fascynujący. Lans - nieziemski...

Wygląd tego auta…
…przyciąga spojrzenia. Patrzy się dosłownie każdy! Patrzą się księża, patrzą zakonnice, patrzy ojciec przejmujący niemowlę od żony… A auto na pełnym gazie brzmi tak, że jeszcze ciężej oderwać wzrok. Niektórzy zapominają więc, że nie są sowami i odwracają głowy o 180 stopni. Jeżeli ktoś z Was wraca do domu w kołnierzu ortopedycznym – bardzo przepraszam, ale to było silniejsze ode mnie.

Siedemnastocalowe felgi robią w malutkim Mini piorunujące wrażenie. Podobnie, jak efektowne pasy wzdłuż nadwozia i wysuwający się przy 80 km/h tylny spoiler. Wiem, że jego podstawową funkcją jest dociskanie tyłu, ale nie bez powodu można go wysunąć ręcznie podczas wolniejszej jazdy. Do tego obfitość chromu wokół świateł i grilla, pokaźny wlot powietrza na masce, strzelająca dwururka z tyłu i otrzymujemy kompletny lansowóz. W tej kwestii Roadsterowi niczego nie brakuje.

Szaleństwo…
…Mini jest równie odczuwalne w środku, co na zewnątrz. I nie mówię tu o stylowym, unikalnym wnętrzu z fantastycznymi lotniczymi przełącznikami, identycznym w każdym modelu spod znaku MINI. Po powrocie do Gdańska przestało padać, więc po chwili odpoczynku po podróży i zrobieniu kilku zdjęć udałem się do Roadstera na poczwórne espresso z literką S. Zostanie mi ono zaserwowane na TTT (Tajemnej Trasie Testowej). Alfa Romeo Giulietta poradziła sobie całkiem dobrze. Jak pójdzie dzikiemu resorakowi na sterydach?

Próba przegięcia w zakręcie nie przyniosła rezultatów – na wilgotnej nawierzchni prędkość, którą uznałem za zbyt dużą, okazała się dla Mini zupełnie normalną. Dobrą robotę zrobiły szerokie opony i twarde zawieszenie. Do sugerowanej przez zdrowy rozsądek prędkości można spokojnie dodać 20 km/h. Niemała w tym zasługa systemu DSC (Dynamic Traction Control), będącego m.in. elektroniczną imitacją szpery. Ale działa! Rozstawione na skrajach karoserii koła wraz z niską pozycją za kierownicą tworzą iście gokartowe wrażenia z jazdy. Jak się okazuje – marketing w tym wypadku mówi prawdę. Do pełni szczęścia brakuje tu tylko tylnego napędu. Cóż, może kiedyś…

Wskazówka prędkościomierza potrafi w 7 sekund wspiąć się do wartości 100 km/h, by jeszcze szybciej wskazać zero – siła hamulców jest potężna i w mig zatrzymuje ważące 1185 kg Mini. Pojemności 1,6 litra absolutnie nie czuć – turbodziura właściwie nie istnieje, a 240 Nm pokazuje nam swoją siłę już od 1600 obrotów. Gdy dołącza overboost, dodaje dodatkowe 20 Niutonometrów.

Nic niepokojącego również nie słychać – strojenie układu wydechowego poszło wzorowo, dzięki czemu Mini Cooper Roadster S zachowuje się i brzmi jak rasowy dwulitrowiec. A pali sporo mniej… 5 litrów benzyny na 100 kilometrów w trasie, to chyba całkiem dobry wynik? I nie było w tym żadnego eko-maniactwa – było wyprzedzanie, było dynamiczne ruszanie spod świateł, była psująca nieco aerodynamikę jazda bez dachu. To realne spalanie, którego osiągnięcie nie będzie dla nikogo najmniejszym problemem.

Jak wszyscy jednak wiemy, auta tego typu nie służą do oszczędzania. Na jedyne auto w domu niespecjalnie się nadaje, a na kosztującą prawie 150 tys. zł (cena testowanego egzemplarza) weekendową zabawkę mogą sobie pozwolić nieliczni. Nie powinien ich zatem martwić fakt, że jazda w mieście urozmaicona odrobiną zabawy mnoży spalanie razy dwa, trzy albo nawet cztery.

Kosztujący 532 zł przycisk „sport” nie wprowadza zbyt wielu zmian w elektronice. Udało mi się zauważyć zmianę mapy pedału gazu, który staje się bardziej czuły, oraz wspominane wyżej wybuchy w wydechu. Reszta cały czas jest sportowa… Jednak nadal uważam, że obecność takiego gadżetu w samochodzie to dobry pomysł, jak wspominałem przy okazji testu Alfy Romeo Giulietty.

Śmiało, zdejmij dach!
I poczuj wolność! Pozwól słońcu wpaść do ciemnego wnętrza, pozwól powietrzu zepsuć misternie ułożoną fryzurę! Nieważne, jak zły był Twój dzień. Nie ważne, że pokłóciłeś się z żoną, a córkę wyrzucili ze szkoły! Wszystkie rozterki i problemy można łatwo wyrzucić ze swojej głowy, przynajmniej na chwilę. Wystarczy Mini Roadster oraz odrobina słońca. Nie wiem tylko, czy w Polsce trudniej o wolne 150 tysięcy, czy o brak chmur…

Mieć nad sobą tylko słoneczne niebo podczas jazdy samochodem to lepsze uczucie niż się spodziewałem. Jeździłem co prawda Mazdą MX-5, ale zbyt krótko, by skupić się na przyjemności z posiadania rozwianej fryzury. Ostrzegam więc – każdy zamknięty samochód, do jakiego wsiądziecie, po dłuższej przejażdżce pod gołym niebem stanie się niepokojąco nudny.

Operacja zdjęcia materiałowego dachu podczas jazdy jest możliwa, ale wymaga odrobiny wprawy. Należy rozłożyć klamkę, przekręcić ją, by zwolnić blokadę, a następnie z powrotem złożyć, aby po złożeniu konstrukcji nie uszkodziła tkaniny. Teraz wystarczy popchnąć dach za siebie i docisnąć, aż usłyszymy kliknięcie. Na koniec otwieramy „wiatrołap”, który mocno ogranicza widoczność do tyłu. Podczas jazdy z otwartym nadwoziem nie stanowi to jednak problemu, a przy deszczowej aurze można go złożyć („łamie się” na pół) lub całkowicie zdemontować. Za dużo roboty? Za 3224 zł można zamówić elektryczno-hydrauliczny mechanizm, wykonujący całą robotę za nas. Zresztą, czego w BMW nie można zamówić?

Wyposażenie jak w BMW?
Naturalnie – ale nie w standardzie. Podstawowa wersja Roadstera S kosztuje 114 900 zł. W tej cenie otrzymujemy małą, sportową kierownicę obszytą skórą, 16-calowe felgi ze śrubami zabezpieczającymi, czujniki parkowania z tyłu oraz system start-stop. Lakier Lightning Blue metallic to koszt 1838 zł, a skórzana tapicerka w kolorze carbon black to wydatek 4489 zł. Ale to dopiero początek – lista wyposażenia opcjonalnego jest bardzo, bardzo długa….

W testowanej wersji znalazły się takie gadżety, jak 17-calowe felgi z oponami posiadającymi możliwość jazdy awaryjnej (2325 + 368 zł), alarm (1306 zł), podgrzewane lusterka zewnętrzne i dysze spryskiwaczy (980 zł), sportowe pasy wzdłuż nadwozia (613 zł), elektrycznie składane oraz przyciemniane automatycznie lusterka (1019 zł), ogrzewanie foteli przednich (do lansu bez dachu, gdy jest zimno – 1183 zł), aluminiowe listwy ozdobne na progach i desce rozdzielczej (655 zł), przycisk „sport” (532 zł), fantastyczne audio od Harman/Kardon (3022 zł) i osłona przeciwwiatrowa (774 zł za kawałek plastiku z siatką?!). Nareszcie – to by było na tyle. A nie, chwileczkę… jeszcze trochę pakietów…

Pierwszym z nich jest Wired – kosztuje 6530 złotych i zawiera przyciski sterowania radiem i tempomatem na kierownicy, podłokietnik dla kierowcy, a w nim złącze do iPoda, sterowanie głosem, możliwość odtwarzania audio przez bluetooth, oraz system nawigacji MINI, który rozpozna każdy, kto miał kiedykolwiek styczność z iDrive w BMW. Drugim pakietem jest Lighthouse, dzięki któremu wycieraczki włączą się same, gdy spadnie deszcz, biksenonowe reflektory oślepią wszystkich przed Wami, robiąc w razie potrzeby zeza rozbieżnego, by doświetlić zakręt. Pakiet zmienia również lampy kierunkowskazów na białe i kosztuje jedyne 4083 zł. Ostatnim jest Pepper, a w jego skład wchodzą: automatyczna klimatyzacja, komputer pokładowy, radio ze złączem USB, światła przeciwmgielne, kilka dodatkowych schowków i kolorowe diody oświetlające wnętrze. Cena: 3673 zł. Co byście więc wybrali? Nissana Micrę dla żony, czy wyposażenie opcjonalne do MINI?

Po dodatkach cena skacze do 148 945 zł. Jak by nie patrzyć – to bardzo dużo. Ale to, co najważniejsze, czyli Roadstera ze świetnym silnikiem, rewelacyjnym, sportowym zawieszeniem, wyjątkowym klimatem i atrakcyjnym wyglądem możemy mieć za niewiele ponad 100 tys. zł. I brzmi to o wiele bardziej sensownie niż wypasione do granic auto, którym będziemy jeździć kilkanaście dni w roku, bo w pozostałe będzie padać śnieg z deszczem. A teraz, gdy piszę ten tekst z katarem po jeździe z otwartym nadwoziem przy zbyt niskiej temperaturze, razi mnie słońce, a temperatura na zewnątrz rośnie coraz szybciej. Doprawdy, los bywa złośliwy…

Plusy:
+ silnik
+ skrzynia biegów
+ całokształt właściwości jezdnych
+ dźwięk wydobywający się z tłumika
+ lans

Minusy:
– nieco ubogie wyposażenie standardowe
– czuć mniejszą sztywność nadwozia, chociaż mogło być gorzej
– te zawiedzione spojrzenia, gdy wysiadasz z samochodu i nie jesteś nikim sławnym

Podsumowanie:
Samochód, który powinien być stosowany zamiast antydepresantów. Daje mnóstwo frajdy i beztroskiego, wakacyjnego szaleństwa, którego każdy powinien skosztować.

Dyskusja

komentarzy

Dane techniczne
Dane techniczne producentaMini Cooper S Roadster
Silnikbenzynowy, turbo, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność1598 cm³
Moc maksymalna184 KM (135 kW) przy 5500 obr./min.
Maks. moment obrotowy260 Nm przy 1730-4500 obr./min.
Skrzynia biegówmanualna, 6-biegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Hamulcetarczowe went./tarczowe
Opony205/45 R17
Bagażnik / po złożeniu siedzeń240 l
Zbiornik paliwa50 l
Typ nadwoziaroadster
Liczba drzwi / miejsc2/2
Wymiary (dł./szer./wys.)3734/1683/1390 mm
Rozstaw osi2467 mm
Masa własna /ładowność1185/290 kg
Masa przyczepy / z hamulcem-/- kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie7,5/5,1/6,0 (test: 10,8/5,1/8,5)
Emisja CO2139 g/km
Prędkość maksymalna227 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h7,0 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Okresy międzyprzeglądowewedług wskazań komputera
Cena wersji podstawowejCooper: 95 800 zł
Cena wersji testowej115 800 zł
Cena egz. testowego148 945 zł