To samochód dla osób, które nie chcą udziwnień. KIA Stonic to dowód na to, że da się "prosto i przyjemnie"

KIA Stonic nie jest najbardziej porywającym samochodem na polskim rynku, ale ma jedną unikalną cechę - należy do coraz mniejszego grona prostych i przyjaznych samochodów. A to jest coś, co dla wielu osób stanowi kluczową wartość.

Tęsknicie za samochodami, w których istnieją przyciski, pokrętła, a sama obsługa nie wymaga wertowania instrukcji obsługi? Doskonale Was rozumiem. Czasami odnoszę wrażenie, że wewnętrznie dziadzieję i przestaję rozumieć pogoń za kolejnymi, coraz większymi ekranami. Doceniam za to te pojazdy, w których mogę coś wcisnąć, przekręcić lub przesunąć, robiąc to bez patrzenia w ekran. Paradoksalnie jednak liczba takich aut na rynku maleje, aczkolwiek nie oznacza to, że są już w zasadzie historią. W segmencie B pozostaje kilku graczy z takimi cechami, a jednym z bardziej "niedocenianych" jest KIA Stonic.

Mały crossover koreańskiej marki nie wybiera się na emeryturę. W przeciwieństwie do Rio, z którym się pożegnaliśmy, przez Stonikiem jest w teorii jeszcze długa historia. KIA uznała, że to właśnie ten model będzie ich przedstawicielem w segmencie B, łącząc cechy klasycznego hatchbacka z nieco bardziej bojowym wyglądem.

I to sprawdza się tutaj doskonale. KIA Stonic to podręcznikowy prosty samochód, który nie zawodzi

Jak pewnie zauważyliście, lifting mocno zmienił ten samochód. Koreańskim stylistom udało się tutaj wpasować design "Opposites United", który jest jej wyróżnikiem. Pojawiły się więc nowe światła z przodu i z tyłu, całkowicie zmieniono zderzaki i dodano nowe wzory felg.

KIA Stonic MHEV 2026

I tak oto z samochodu, który w przyszłym roku będzie obchodzić 10 (!) już urodziny, udało się stworzyć coś świeżego. Przyznam szczerze, że ta kanciasta forma dużo bardziej przypadła mi do gustu i sprawia, że nadwozie Stonica wreszcie jest spójne.

Na nowo zaprojektowano także kokpit. Tutaj po prostu skorzystano z "klocków", czyli z elementów z innych samochodów. Ekran zegarów i multimediów tworzą w teorii jeden wielki tablet, panel klimatyzacji zaczerpnięto w nieco uproszczonej formie ze Sportage'a czy EV6, a całość opakowano szarymi plastikami (pozbywając się fortepianowej czerni).

Domyślam się, że niektórzy woleliby jeszcze większą liczbę fizycznych przycisków, ale ten mały "ekran" na panelu klimatyzacji, obsługujący też multimedia, sprawdza się naprawdę nieźle. Klasyczne pokrętła też są na wagę złota, a duże przełączniki obok lewarka automatycznej skrzyni biegów nie zawodzą.

KIA Stonic nigdy nie była wybitnie przestronnym samochodem

Jakby nie patrzeć jest to wciąż klasyczny hatchback z segmentu B, a nie SUV. Tym samym nie mamy tutaj poczucia ogromnej przestrzeni we wnętrzu, ani tym bardziej przepastnego bagażnika. Niemniej 352 litry w takim aucie to dobry wynik, który zadowoli nawet podczas dłuższego wyjazdu. Na tylnej kanapie najwygodniej będzie niższym osobom, wysocy pasażerowie raczej muszą zadowolić się wpasowywaniem kolan w poprzedzający fotel.

Największą wadą (ale po części też zaletą) Stonica jest to, że w ofercie nie ma klasycznej hybrydy

Jak dobrze wiemy Toyota pokazała, że tego typu napęd idealnie sprawdza się w miejskich samochodach. Wiele marek, zwłaszcza chińskich, podpatrzyło ten przepis i z powodzeniem wdraża go w swoich samochodach.

Kiedyś pod maską tego samochodu mogliście znaleźć wolnossącą jednostkę 1.2 oraz silnik 1.0 T-GDI. Teraz w gamie jest tylko ta druga konstrukcja, oferująca od 100 do 115 KM - przy czym ta mocniejsza to miękka hybryda.

KIA Stonic MHEV 2026

W moje ręce trafił wariant z 7-biegowym dwusprzęgłowym automatem, we flagowej wersji GT-Line. Szczerze mówiąc nie pozostawia zbyt wiele do życzenia, choć warto wiedzieć, że te 115 KM nie kwapi się do pracy. Wygląda na to, że oprogramowanie skrzyni nieco "ogranicza" reakcję na gaz przy ruszaniu - i zmiana trybu jazdy wiele tutaj nie zmienia.

Zaletą jest za to ogólnie dobra dynamika przy wyższych prędkościach. W parze z tym wszystkim idą także właściwości jezdne, które jak na zwykłego hatchbacka są całkiem niezłe. Stonic jest pewny w prowadzeniu, dobrze radzi sobie w zakrętach i nawet na 17-calowych felgach nie rozczarowuje komfortem resorowania.

Miło zaskoczyło mnie także wyciszenie kabiny, które jak na auto z tej klasy jest po prostu dobre. Jazda z prędkościami 120-140 km/h nie doprowadzi Was do szewskiej pasji, a 7-biegowa skrzynia DCT skutecznie obniża obroty w trasie. Zresztą przekłada się to też na zużycie paliwa.

W Warszawie, w ruchu miejskim, udało mi się uzyskać wartości na poziomie 7,5-8 litrów na setkę. W trasie bez problemu da się zejść do przedziału 5,5-6,8 litra. Przy 45-litrowym zbiorniku paliwa gwarantuje to naprawdę dobry zasięg.

Mocną stroną tego samochodu są... ceny. Naprawdę

KIA Stonic w najtańszej wersji M, z silnikiem 1.0 T-GDI 100 KM i z 6-biegową manualną skrzynią biegów kosztuje wyjściowo 90 900 złotych. Do lepiej wyposażonej wersji L trzeba dopłacić 8 000 złotych i zyskujemy w niej w zasadzie pełne przydatne wyposażenie.

Bez dopłaty dostaniecie kamerę cofania, czujniki z przodu i z tyłu, przyciemniane szyby, multimedia z większym ekranem i tempomat. Wielu osobom to w zupełności wystarczy. Poza tym KIA potrafi zaskoczyć polityką rabatową.

I tu ciekawostka: o ile KIA Stonic może i nie bije rekordów sprzedaży wśród klientów indywidualnych, o tyle sprawdza się w wielu... wypożyczalniach samochodów. Miałem okazję rozmawiać z przedstawicielem jednej z firm i bardzo chwali wybór tego modelu. Jest wystarczająco praktyczny, tani w utrzymaniu i dobrze znosi intensywną eksploatację.

KIA Stonic MHEV 2026

Moim zdaniem jest to samochód, któremu warto dać szansę

Koreańczycy trzymają się prostego i sprawdzonego przepisu - opakowali go jedynie w atrakcyjniejsze i nowocześniejsze wizualnie nadwozie. Szczerze mówiąc takich samochodów można teraz szukać ze świecą. A dodam tylko, że prezentowany egzemplarz kosztuje 117 790 złotych z kompletnym wyposażeniem w standardzie.