Volkswagen: nie rozmawiajmy o zakazach. Rozmawiajmy o tym, dlaczego samochody elektryczne są lepsze

Volkswagen twierdzi, że zakaz sprzedaży samochodów spalinowych nie jest potrzebny elektrykom, gdyż "rynek sam dostrzeże ich przewagę". Ale czy faktycznie tak to wygląda?

Debata o przyszłości motoryzacji w Europie od lat koncentruje się wokół jednego pytania: czy należy zakazać sprzedaży nowych samochodów spalinowych. Zdaniem Martina Sandera, członka zarządu Volkswagena odpowiedzialnego za sprzedaż, marketing i aftersales, jest to jednak niewłaściwy punkt wyjścia. Według niego producenci i politycy powinni skupić się na czymś zupełnie innym - na pokazywaniu, że samochody elektryczne są po prostu lepsze, a tak przynajmniej twierdzi Volkswagen.

Tu sięgnijmy po liczby. Udział samochodów elektrycznych w europejskim rynku stale rośnie. Według danych ACEA od stycznia do kwietnia 2026 roku odpowiadały one za 20,9 proc. wszystkich nowych rejestracji w Europie. Jakby jednak nie patrzeć 3/4 nabywców nadal wybiera inne rodzaje napędu. Volkswagen jednak tym się nie przejmuje

Martin Sander: zakazy nie przekonują klientów. Volkswagen jest pewny swego i twierdzi, że samochody elektryczne są po prostu lepsze

Zdaniem Sandera ciągłe koncentrowanie się na zakończeniu sprzedaży samochodów spalinowych przynosi więcej szkody, niż jakiegokolwiek pożytku. Członek zarządu Volkswagena uważa, że trudno przekonać klientów do nowej technologii, jeśli głównym przekazem pozostaje informacja o tym, kiedy nie będą już mogli kupować lub używać produktów, do których przywykli przez ostatnie dekady.

Volkswagen Samochody Elektryczne

W jego opinii rozmowa o zakazach przesłania faktyczne zalety samochodów elektrycznych. Zamiast tłumaczyć korzyści wynikające z nowej technologii, branża i politycy skupiają się na regulacjach, terminach oraz ograniczeniach. A to, rzecz jasna, polaryzuje ludzi i sprawia, że są oni dużo bardziej negatywnie nastawieni do elektromobilności.

Volkswagen twierdzi, że "samochód zastąpił konia". Teraz podobny los ma spotkać silnik spalinowy

Sander posłużył się historycznym porównaniem, które stanowi fundament jego argumentacji. Przypomniał, że na początku XX wieku samochody stopniowo zastępowały konie jako podstawowy środek transportu. Nie stało się tak dlatego, że ktoś zakazał korzystania z koni. Ludzie sami dostrzegli przewagi nowego rozwiązania i zaczęli z niego korzystać.

Według przedstawiciela Volkswagena identyczny proces może zachodzić obecnie. W jego ocenie samochody elektryczne mają potencjał, aby stopniowo wypierać konstrukcje spalinowe bez konieczności stosowania radykalnych zakazów.

Kluczowe znaczenie ma jednak przekonanie klientów, że nowa technologia rzeczywiście oferuje lepsze doświadczenia i większe korzyści.

Niemiecki koncern skupia się tutaj na trzech kluczowych kwestiach

Zdaniem Sandera przyszłość elektromobilności zależy przede wszystkim od praktycznych działań. Volkswagen uważa, że producenci i instytucje publiczne powinni skoncentrować się na rozwoju infrastruktury ładowania, obniżaniu kosztów energii elektrycznej oraz skutecznym komunikowaniu zalet samochodów elektrycznych.

Taki sposób działania miałby prowadzić do naturalnej transformacji rynku. Klienci wybieraliby samochody elektryczne dlatego, że uznaliby je za lepszy produkt, a nie dlatego, że zostaliby do tego zmuszeni przez przepisy.

I tu pojawia się własnie ta kluczowa kwestia: ceny energii, dostępność punktów ładowania

Kraj Unii krajowi Unii nie jest równy. Jesteśmy na skrajnie różnych etapach rozwoju, mamy inne możliwości i "cel", w kierunku którego podążamy, nie zawsze da się osiągnąć w tym samym czasie.

Martin Sander słusznie podkreślił tutaj kwestię cen energii. To one są odpowiedzialne za sukces elektryków w Norwegii - choć to tylko jedna strona medalu.

Ten kraj jest bardzo specyficznym miejscem. Wiele osób pokonuje krótkie dystanse i rzadko jeździ się gdzieś dalej. Norwedzy wybierając się na wakacje stawiają na samoloty, a na miejscu wypożyczają samochody. Tak jest prościej i wygodniej.

Dla porównania w Polsce mamy drogą energię, a dostępność punktów ładowania, choć poprawia się z miesiąca na miesiąc, cały czas zawodzi. Na przykład w dużych miastach w zasadzie nie ma punktów AC, które powinny być wszechobecne. Przez to cały czas trzeba bawić się w logistykę i planowanie, o ile nie mamy własnego gniazdka w domu.

Mieszkając we własnym jednorodzinnym domu, lub w bliźniaku/szeregowcu, jest to dużo prostsze. W bloku wymaga odrobiny zachodu i przede wszystkim sporo kosztuje.

Do tego Sander rzuca tutaj kontrowersyjnym punktem odniesienia. Konie przegrały z samochodami, gdyż te drugie pozwalały na komfortowe pokonywanie bardzo dużych dystansów. Samochody elektryczne idą tutaj naprzód, ale wciąż nie są w stanie w pełni dorównać pojazdom spalinowym - zwłaszcza w miejscach, gdzie nie ma zbyt wielu ładowarek.

Cele Unii Europejskiej pozostają bez zmian, przynajmniej na tę chwilę. Dlatego właśnie Volkswagen stawia na samochody elektryczne

Choć Unia Europejska złagodziła swoje wcześniejsze stanowisko dotyczące całkowitego zakończenia sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2035 roku, kierunek transformacji pozostaje niezmienny. Wciąż nadrzędnym celem jest ograniczenie średniej emisji CO2 nowych samochodów o 90 procent względem poziomu z 2021 roku.

W praktyce oznacza to dalszą presję na rozwój napędów elektrycznych. Martin Sander przekonuje jednak, że ostateczny sukces tej technologii będzie zależał przede wszystkim od jej atrakcyjności dla klientów, a nie od samych regulacji.

Uważam, że czeka nas tutaj jeszcze wiele "zwrotów akcji" i zmian. Dobrze, że wiele firm postawiło na równoległe rozwijanie napędów hybrydowych. Szkoda, że zrobili to tak późno, gdy ich kondycja jest często solidnie nadszarpnięta.

Źródło: Auto Express