Volkswagen wpadł w pułapkę. Musi sprzedawać elektryki, ale mało na nich zarabia. I to jest problem.

Volkswagen ma coraz więcej chętnych na samochody elektryczne. Problem w tym, że zarabia na nich mniej niż na autach spalinowych. A ograniczenie ich sprzedaży nie wchodzi w grę.

Niemiecki koncern od lat inwestuje miliardy euro w elektryfikację. Jak dobrze wiecie portfolio modeli na prąd szybko się rozrosło, a kolejne samochody są w drodze. Teraz Volkswagen zaczyna zbierać owoce tych inwestycji, ale niekoniecznie takie, na jakie liczył.

Okazuje się bowiem, że rosnące zainteresowanie elektrykami nie musi być dobrą wiadomością dla wyników finansowych. Do tego Volkswagen nie może sobie pozwolić na ograniczenie ich sprzedaży. I właśnie tutaj zaczyna się problem, gdyż to oznacza... straty.

Volkswagen przyznaje wprost: na elektrykach zarabiamy mniej niż na samochodach spalinowych

Arno Antlitz, dyrektor finansowy i operacyjny grupy, nie próbował nawet owijać w bawełnę. Przy okazji publikacji wyników za pierwsze dziewięć miesięcy tego roku przyznał, że sukces sprzedażowy samochodów elektrycznych wywiera dodatkową presję na finanse koncernu. Powód jest prosty: Volkswagen zarabia obecnie mniej na elektrykach niż na samochodach spalinowych.

Zapewne zastanawiacie się jak to jest możliwe. Niemcy przez lata wydawali ogromne pieniądze na rozwój elektromobilności, a teraz okazuje się, że rosnąca popularność tych samochodów nie przekłada się na równie szybki wzrost zysków. Z czego to wynika?

Volkswagen Marża

Volkswagen oczywiście nie dopłaca do każdego sprzedanego elektryka. Chodzi o rentowność, czyli pieniądze, które pozostają producentowi po uwzględnieniu kosztów. Samochody spalinowe są pod tym względem korzystniejsze, zwłaszcza że ich konstrukcje i procesy produkcyjne rozwijano przez wiele lat.

Tymczasem elektryki wymagają ogromnych inwestycji w akumulatory, elektronikę, oprogramowanie i nowe platformy. Problemem jest też gigantyczna presja cenowa. Konkurencja rośnie, szczególnie ze strony chińskich producentów, więc podnoszenie cen nie jest najlepszym sposobem na poprawienie marży.

Volkswagen znalazł się więc w sytuacji, w której sukces jednego z najważniejszych elementów jego strategii dodatkowo obciąża wyniki finansowe. I nawet ta "prostsza" konstrukcja elektryków nie oznacza bycia na plusie.

Największy paradoks? Volkswagen nie może po prostu sprzedawać mniej elektryków

Teoretycznie rozwiązanie wydaje się proste. Skoro samochody spalinowe przynoszą większe zyski, to może warto skoncentrować się właśnie na nich? No cóż, mamy rok 2026 i takie zabawy nie wchodzą w grę.

Unijne przepisy wymagają od producentów ograniczania średniej emisji dwutlenku węgla przez nowe samochody. Elektryki są jednym z najważniejszych sposobów na realizację tych celów. Im więcej aut na prąd trafia do klientów, tym łatwiej obniżyć średnią emisję całej gamy.

Ograniczenie ich sprzedaży mogłoby więc poprawić strukturę marż, ale jednocześnie zwiększyłoby ryzyko niespełnienia wymogów emisyjnych. A to oznacza potencjalne kary finansowe. Obecnie przepisy pozwalają rozliczać cele na lata 2025-2027 na podstawie średniej z całego trzyletniego okresu, ale nie eliminują samego obowiązku. Volkswagen musi zatem zwiększać sprzedaż samochodów, na których zarabia mniej. Co więcej, musi robić to na rynku, na którym klienci oczekują coraz niższych cen.

Klienci chcą elektryków. A Volkswagen przygotowuje jeszcze tańsze modele

Zainteresowanie samochodami elektrycznymi koncernu wcale nie jest małe. Według danych przedstawionych przy okazji wyników finansowych elektryki odpowiadały za 40 procent europejskiego portfela zamówień po pierwszych dziewięciu miesiącach roku.

To nie oznacza, że cztery na dziesięć sprzedanych Volkswagenów są elektryczne. Mowa o strukturze zamówień oczekujących na realizację. Pokazuje ona jednak, jak duże znaczenie zyskują te samochody w europejskiej działalności koncernu.

Niemcy nie zwalniają tempa. Na rynek wjechały małe modele, które mają kusić niższą ceną: Volkswagen ID. Polo, ID. Cross, Cupra Raval i Skoda Epiq. Koncern informuje o około 150 000 zamówień związanych z tą rodziną produktów.

W 2027 roku dołączy do nich jeszcze mniejszy samochód, zapowiedziany konceptem ID. Every1. Na rynek trafi jako ID. Up!.

I tutaj pojawia się kolejne wyzwanie. Volkswagen musi nie tylko sprzedawać więcej elektryków, ale również sprawić, aby tańsze modele przynosiły odpowiednie zyski. Przy niższej cenie zostaje mniej miejsca na kosztowny akumulator, elektronikę i amortyzację inwestycji.

Tym samym tak duże znaczenie mają wspólne platformy, uproszczone konstrukcje i wykorzystanie tych samych podzespołów w samochodach kilku marek. Bez odpowiedniej skali produkcji trudno będzie uzyskać marże, do których koncern przyzwyczaił się przy samochodach spalinowych.

Wyniki finansowe Volkswagena pokazują, że sytuacja jest poważna

Liczby opublikowane przez niemiecki koncern nie wyglądają najlepiej. W pierwszych dziewięciu miesiącach roku Volkswagen osiągnął 233,4 miliarda euro przychodów, ale jego raportowany zysk operacyjny wyniósł zaledwie około 70 milionów euro. Rok wcześniej było to 5,41 miliarda euro. Jeszcze gorzej wygląda wynik netto. Koncern odnotował 2,72 miliarda euro straty.

Volkswagen marża finanse

Trzeba jednak zaznaczyć, że za tak duże pogorszenie wyników nie odpowiadają wyłącznie samochody elektryczne. Ogromny wpływ miały koszty i odpisy, przede wszystkim związane z Porsche, a także restrukturyzacja działalności.

Po wyłączeniu zdarzeń nadzwyczajnych marża operacyjna Grupy Volkswagen wyniosła 3,8 procent. To właśnie ten wynik Arno Antlitz uznał za zdecydowanie niewystarczający.

W praktyce oznacza to, że z każdych 100 euro przychodów koncern zachowuje mniej niż cztery euro zysku operacyjnego po korektach. A przecież musi nadal inwestować w nowe samochody, technologie i rozwój oprogramowania.

Chiny przestały być maszynką do zarabiania pieniędzy

Jeszcze niedawno Chiny były jednym z filarów działalności Volkswagena. Niemieckie marki cieszyły się tam ogromnym zainteresowaniem, a lokalne spółki przynosiły koncernowi pokaźne zyski.

Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Chińscy producenci błyskawicznie rozwinęli własne samochody elektryczne, oferując zaawansowane oprogramowanie, bogate wyposażenie i konkurencyjne ceny. Volkswagen musi walczyć o klientów na rynku, na którym jeszcze niedawno miał bardzo mocną pozycję.

Problem nie kończy się zresztą na Chinach. Tamtejsi producenci coraz agresywniej wchodzą do Europy, wywierając dodatkową presję na ceny. Jednocześnie amerykańskie cła zwiększają koszty działalności koncernu za oceanem. Volkswagen musi więc inwestować w rozwój, obniżać ceny, poprawiać rentowność i jednocześnie mierzyć się ze spadającym wykorzystaniem części swoich fabryk.

Volkswagen szykuje wielkie cięcia. Niektóre fabryki nie mają przyszłości

Odpowiedzią na problemy finansowe ma być szeroki program oszczędnościowy, którego wartość sięga około 31 miliardów euro. Niemcy zamierzają uprościć gamę modelową, ograniczyć liczbę wariantów i podzespołów, zmniejszyć koszty administracyjne oraz poprawić efektywność produkcji.

Koncern chce również szerzej wykorzystywać wspólne rozwiązania techniczne w różnych markach. Mniej indywidualnych konstrukcji i większa skala produkcji mają pozwolić na obniżenie kosztów pojedynczego samochodu.

Zmiany obejmą także zatrudnienie. Oficjalne plany restrukturyzacyjne przewidują redukcję dziesiątek tysięcy stanowisk, a medialne szacunki wskazują, że łączna skala zmian na świecie może sięgnąć nawet 100 000 miejsc pracy. Nie jest to jednak liczba oznaczająca jedną, nowo ogłoszoną falę zwolnień.

Niepewna pozostaje również przyszłość części niemieckich zakładów. Volkswagen nie gwarantuje kolejnych przydziałów produkcyjnych fabrykom w Emden, Zwickau, Hanowerze i Neckarsulm po zakończeniu obecnych cykli modelowych, przypadających na lata 2031-2034.

Co więcej, Volkswagen coraz chętnie spogląda na architekturę, którą opracował dla chińskich modeli. Istnieje spora szansa na to, że będzie ona fundamentem oferty w Europie, w miejsce trudnej kooperacji z Rivianem.