Wtem, nowe Infiniti! QX65 debiutuje i jest zaskakująco "klasyczne"

Infiniti QX65 debiutuje... po raz drugi. Tym razem w wydaniu produkcyjnym. Auto przypomina starego FX, a w środku... jest jakby inaczej niż zwykle.

O istnieniu marki Infiniti, z żalem, przypominamy sobie coraz rzadziej. Oddział Nissana, który swego czasu tworzył naprawdę ciekawe projekty, jest cieniem samego siebie. Tym ciekawsza wydaje się premiera Infiniti QX65, modelu, który... pokazano w sierpniu zeszłego roku. Teraz jednak mamy oficjalną, produkcyjną wersję samochodu, który może zaskoczyć.

Infiniti QX65 wizualnie nie zaskakuje

Wbrew pozorom, nowy design japońsko-amerykańskiej firmy jest zupełnie zwyczajny. Mamy tu wiele elementów, które są na każdej liście "modnego SUV-a". Wielki grill, agresywnie wystylizowane światła LED, listwa świetlna w tylnej części nadwozia, to wszystko już wszędzie widzieliśmy. I choć w QX65 wygląda to nieźle, na pewno nie jest to stylistyka, która wywołuje rewolucje. Również niczym nowym nie jest nadwozie w stylu SUV-Coupe. Zresztą, to akurat miły ukłon w stronę modelu FX, czyli tak naprawdę pierwszego samochodu, który miał taką "usportowioną" sylwetkę SUV-a.

Infiniti QX65

Infiniti QX65 bazuje na dużym, siedmiomiejscowym modelu QX60, więc mówimy o dużym samochodzie (5 042 mm długości). Co ciekawe, mimo opadającej linii dachu, samochód stracił zaledwie 15 mm z przestrzeni nad głową w drugim rzędzie. Trzeci, co dość jasne, stracił całkiem.

Widoczny na zdjęciach kolor Sunfire Red inspirowany jest lakierem Regal Red z Nissana GT-R i ma domieszkę złotych płatków, które pogłębiają odcień i przyciągają wzrok.

Sprawdzone rozwiązania

QX65 to samochód dla "klasyków". Choć krwistoczerwona skórzana tapicerka na zdjęciach prasowych może nie jest najbardziej dyskretna i elegancka, ale wnętrze robi na mnie duże wrażenie. Mamy tu bowiem elementy rzadko już spotykane. Dużo skórzanych wykończeń, czy drewniane dekory to jedno. Ale kierownica z przyciskami, dużo fizycznych przełączników i nieprzeładowany, nieduży ekran systemu multimedialnego powodują, że aż ma się ochotę wskoczyć za kierownicę Infiniti. Wysokiej klasy audio dostarcza Klipsch, a głośniki znajdziemy nawet w zagłówkach (w topowej wersji Autograph). Możemy się więc spodziewać naprawdę bogatych wrażeń w środku.

Jeśli chodzi o napęd, to na razie dostaniemy jeden silnik. Niezły, ale pewnie zaledwie wystarczający. Zwłaszcza w zestawieniu z tym, co kiedyś znaliśmy z Infiniti FX. Bazą jest tu dwulitrówka z doładowaniem, osiągająca 272 KM i 387 Nm. Moc idzie na obie osie przez ośmiobiegowy automat. Jest ponoć przeprogramowany względem QX60. Co ciekawe, auto ma spore możliwości holowania - do 2722 kg.

Plotki mówią, że to nie jedyny napęd dla tego modelu. Pod maskę ma trafić słuszniejsza jednostka V6, o mocy przekraczającej 300 KM.

Infiniti już od dawna nie jest dostępne w Europie, więc ten samochód możemy obejrzeć tylko dzięki prywatnemu importowi. Niemniej, wciąż kibicuję tej marce. Zwłaszcza, jak do gry wrócą V6-ki.