9 centymetrów to bardzo dużo. Audi RS5 na żywo to kawał szerokiego skurczybyka
Nowe Audi RS5 jest o 9 cm szersze od zwykłego modelu. Ale wygląda, jakby było szersze o 49. Kilka elementów jest kontrowersyjnych, ale jest tu charakter.
Myślę, że wiele osób się obawiało o przyszłość modeli RS z Ingolstadt. Śpieszę więc z uspokojeniem. Audi RS5 właśnie zawitało do Warszawy i wygląda naprawdę ciekawie. Miałem okazję przyjrzeć się najnowszemu wcieleniu sportowej limuzyny. Tak, bo Audi do premiery wybrało model z klasycznym nadwoziem. Ale nie klasycznym, dla RS.
Audi RS5 zamiast RS4. Ale jest tu V6 i odpowiednia dawka charakteru
Nawet w zielonkawym kolorze prezentowanego egzemplarza Audi RS5 wygląda agresywnie. Wyczernione wszystkie elementy uzupełnione są opcjonalnym pakietem włókna węglowego, zwanego tutaj Carbon Camouflage. Nie do końca moja estetyka, choć wśród zgromadzonych dziennikarzy przeważały pochwały. Na pewno wygląda to oryginalnie i dodaje autu charakteru. I wyróżnia go spośród konkurencji. Audi postawiło na spektakularne poszerzenia (wspomniane 9 cm), które wyglądają genialnie. Do tego RS5 ma światła z indywidualną sygnaturą, imitującą wyścigowe szachownice. Miły, ciekawy detal.

Są też 21-calowe felgi oraz owalne końcówki układu wydechowego. Tak powinno być w Audi RS. Tutaj mamy cztery końcówki skryte w głębi, sterowane zaworem, otwierającym pełne brzmienie w odpowiednich ustawieniach.
Ale wciąż nie mogę się przyzwyczaić do umiejscowienia końcówek "w pół drogi" - ani w środku, ani po bokach tylnego zderzaka. W wersji Limousine dodatkowym akcentem z tyłu jest karbonowy spoiler na klapie. Ciekawe, nie powiem.
Wnętrze to miks tego co znamy z Audi. Kubełkowe fotele z podświetlanym logo RS, kierownica dodatkowymi przyciskami oraz indywidualne grafiki zegarów.

Na kierownicę wróciły też rolki, zamiast dotykowych paneli. Fajnie. W pokazanym egzemplarzu świetne wrażenie robiły też pasy bezpieczeństwa w kolorze brudnego złota oraz przeszycia w podobnym kolorze.
No dobrze ten samochód wygląd. Ciekaw jestem jeszcze kombi, ale na to przyjdzie czas.
Audi RS5 to hybryda plug-in, ale marka z Ingolstadt bardzo słusznie trzyma się silnika 2,9 V6. Mamy tutaj 639 KM i naprawdę atomowe osiągi. 100 km/h samochód z procedury osiąga w 3,6 sekundy i rozpędza się do 285 km/h. A do tego teoretycznie ponad 80 km może przejechać na samym prądzie. Zresztą, w tym trybie i tak ma blisko 180 KM i ponad 400 Nm momentu obrotowego. Wystarczy na co dzień.
Ma być wyjątkowo na drodze i na torze
Audi pochwaliło się też napędem Quattro z centralnym dyferencjałem i aktywnym DTC, czyli wektorowaniem momentu obrotowego. W aucie znajduje się przekładnia planetarna, która jest w stanie dostarczyć ekwiwalent 2000 Nm na jedno koło, aby utrzymać samochód w ryzach. Albo w poślizgu, przy odpowiednich ustawieniach. Te, wzorem BMW M3 pozwalają nie tylko na drift, ale i na zapisanie jego parametrów - odległości, prędkości, czy kąta wychylenia.

Za bezpieczeństwo odpowiadają hamulce, które wg prezentacji są największymi w historii marki. Ceramiczne tarcze mają aż 440 mm średnicy, a z przodu wóz zatrzymują dziesięciotłoczkowe zaciski. Jest moc.
Przyznam, że samochód statycznie i w parametrach technicznych robi wrażenie. Ciekaw jestem, jak dobry będzie podczas jazdy i czy hybryda nie zabierze mu jednak nieco charakteru.
A ceny? Te polskie poznamy w przyszłym miesiącu.


