Kosmera to marka, która chyba żartuje sama z siebie. Na skrzydle zaparkowali "Bugatti z Temu"
Dziwne zdjęcia komunikacyjne, specyfikacja, która brzmi jak bajka i wygląd samochodów będący mieszanką znanych drogich samochodów. Kosmera to marka producenta odkurzaczy, która chce się rozpychać na świecie. Jest jednak pewien problem.
Tak to się kończy w momencie, w którym producent odkurzaczy, firma Dreame, bierze się za cztery kółka. Chińska firma postanowiła jednak wejść do świata motoryzacji i zrobiła to w dość nietypowy sposób. Kosmera to ich nowa marka, skupiona na samochodach elektrycznych o "ekstremalnych" osiągach.
Producent zaprezentował dwa modele, które mają stać się wizytówką jego możliwości technologicznych. Mowa o sedanach Star Razer oraz Star Matrix. Jeden wygląda jak Koenigsegg Gemera po nieudolnym skopiowaniu, drugi zapatrzył się na Bugatti.
Kosmera Star Razer ma być "gadżeciarska"
Pierwszym z dwóch pokazanych modeli jest Kosmera Star Razer. To duży czterodrzwiowy sedan, który od miał spełniać jedno założenie - chodziło o totalnie odlotowy wygląd. Sylwetka jest bardzo niska i szeroka, a w bocznej części nadwozia pojawia się charakterystyczne przetłoczenie przypominające literę C.
Najbardziej nietypowym elementem są jednak drzwi. Z przodu zastosowano unoszone do góry drzwi typu "butterfly", znane z supersamochodów. Tylne skrzydła również otwierają się w podobny sposób, przez co konstrukcja nie wymaga klasycznego słupka B. Po otwarciu wszystkich drzwi dostęp do kabiny ma przypominać rozwiązania spotykane w samochodach koncepcyjnych.

W przeciwieństwie do wielu supersamochodów, Star Razer w teorii zachowuje praktyczność czterodrzwiowego sedana. Producent nie ujawnił jeszcze szczegółów wnętrza, ale sam układ nadwozia sugeruje, że samochód ma łączyć osiągi hipersamochodu z funkcjonalnością dużej limuzyny.
Z kolei Kosmera Star Matrix wygląda jak czterodrzwiowe Bugatti, narysowane na kolanie w przerwie kawowej
Drugim modelem tej marki jest Star Matrix. To właśnie ten samochód najmocniej przyciągnął uwagę podczas styczniowej prezentacji marki. Powód jest prosty - stylistyka to marna kopia Bugatti.
Cały pas przedni wygląda, niczym wyjęty z modelu Divo marki z Molsheim, aczkolwiek prezentuje się też tak, jakby ktoś próbował podrobić go w możliwie ekspresowym tempie. Nie jest to coś, co wpada w oko.
Z kolei tył otrzymał pełną listwę świetlną, stały spojler oraz duży dyfuzor. Mimo inspiracji modelami Bugatti, Star Matrix pozostaje pełnoprawnym czterodrzwiowym samochodem. Chińczycy pokazali także kabinę, która ma cztery indywidualne fotele.
Dreame wsadziło tutaj aż cztery silniki, raczej nie z odkurzacza. Moc sięga 3100 KM
"Najciekawsze" rozwiązania kryją się pod nadwoziem. Kosmera rozwija własny moduł napędowy oparty na silnikach o strumieniowaniu osiowym. To architektura, z której korzysta Mercedes w elektrycznym modelu AMG GT.
Każdy taki zestaw obejmuje dwa silniki elektryczne, falownik wykonany w technologii węglika krzemu oraz rotor wzmacniany włóknem węglowym. Jeden moduł ma generować aż 1555 KM. Producent podkreśla przy tym jego kompaktowe rozmiary. Całość ma mieścić się w obudowie porównywalnej z niewielką walizką podróżną.

Docelowa konfiguracja przewiduje zastosowanie dwóch takich modułów. Jeden trafi przy przedniej osi, drugi przy tylnej. Oznacza to obecność czterech silników elektrycznych i maksymalną moc systemową na poziomie 3111 KM.
Kluczowa jest też tutaj architektura 1200V
Za rozwój napędu odpowiada należący do firmy dział Axion Power. Konstrukcja wykorzystuje architekturę elektryczną 1200V - mowa więc o bardzo wysokim napięciu.
Kosmera deklaruje również bardzo wysoką gęstość mocy wynoszącą 81,1 KM na kilogram. Producent opracowuje we własnym zakresie systemy chłodzenia, układy łożyskowania oraz technologie zarządzania przepływem magnetycznym. Silniki mają także umożliwiać zaawansowane sterowanie momentem obrotowym pomiędzy kołami, co pozwoli wykorzystać potencjał czterech niezależnych jednostek napędowych.
I wszystko to wygląda pięknie, ale dlaczego, skoro Kosmera i Dreame tak bardzo chcą podbijać rynek chiński i w przyszłości europejski, postawiono tutaj na kopiowanie designu innych? Nadal nie mogę zrozumieć jak to działa: te chińskie marki mają ogromne budżety, ale na stylistów albo ich nie stać, a jak już ściągają znane nazwiska, to ich talent gdzieś znika.


