Benzyna po 10 złotych za litr nie jest czymś nierealnym. Analitycy mają złe wieści

Analitycy sceptycznie podchodzą do tematu wojny pomiędzy USA a Iranem. Konflikt na Bliskim Wschodzie znowu blokuje Cieśninę Ormuz, a baryłka ropy idzie w górę. Tym samym bardzo wysokie ceny paliw, sięgające nawet 10-11 złotych za litr, wcale nie są czymś nierealnym.

Prognozy dla rynku ropy właśnie stały się znacznie bardziej pesymistyczne. Analitycy rynku paliwowego nie wierzą już w szybkie przywrócenie swobodnej żeglugi przez Cieśninę Ormuz i ostrzegają, że zakłócenia mogą potrwać aż do końca 2027 roku. W skrajnym scenariuszu ropa zdrożeje do około 200 dolarów za baryłkę. Sprawdziliśmy, jak przekładałoby się to na ceny paliw w Polsce i jaki może mieć wpływ na rynek i transport.

Ceny paliw idą w górę. Analitycy nie wierzą w szybkie odblokowanie Cieśniny Ormuz

Jeszcze kilka tygodni temu wielu analityków zakładało, że sytuacja na Bliskim Wschodzie stosunkowo szybko wróci do normy. Podpisany z Iranem rozjem miał wstrzymać eskalację konfliktu. To trwało jednak tylko kilka chwil.

Wzajemne ostrzały znowu przybrały na sile, a eksperci zauważają, że tym razem skala tej wojny może być znacznie większa. Oczywiście odczuwamy to wszyscy - ceny paliw idą w górę, a tym samym koszty życia.

Amerykańska firma analityczna Rapidan Energy Group ma bardzo pesymistyczne analizy na przyszłość. Nikt nie zakłada już szybkiego przywrócenia swobodnej żeglugi przez Cieśninę Ormuz. To oznacza tylko jedno - ceny dalej będą iść w górę.

Nowa analiza wskazuje, że ryzyko działań militarnych pozostanie wysokie przez cały przyszły rok, a produkcja ropy w państwach Zatoki Perskiej może utrzymywać się poniżej poziomów sprzed konfliktu przynajmniej do czwartego kwartału 2027 roku. Oznacza to, że rynek musi przygotować się na znacznie dłuższy okres ograniczonej podaży surowca.

ceny paliw ormuz iran

Zdaniem analityków będzie to prowadziło do dalszego uszczuplania światowych zapasów ropy, co z kolei stworzy warunki do wzrostu cen.

Dlaczego cieśnina Ormuz ma tak duże znaczenie?

Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie. Każde ograniczenie ruchu tankowców oznacza zmniejszenie dostępnej podaży, nawet jeśli część producentów wykorzystuje alternatywne rurociągi.

Rynek reaguje nie tylko na fizyczny spadek eksportu. Jak wiadomo równie istotne są wyższe koszty ubezpieczenia statków, droższy transport oraz wzrost marż rafineryjnych. W efekcie ceny paliw mogą rosnąć szybciej, niż wynikałoby to wyłącznie ze wzrostu notowań samej ropy.

Najbardziej pesymistyczny scenariusz zakłada osiągnięcie poziomu 200 dolarów za baryłkę

Prezes Rapidan Energy Group, Bob McNally, uważa, że jeśli nie uda się zapewnić bezpiecznej żeglugi przez Ormuz, ceny ropy będą rosły do momentu, w którym wysoki koszt surowca zacznie ograniczać światowy popyt i spowolni gospodarkę.

To oznacza możliwość ustanowienia nowego historycznego rekordu. Dotychczas najwyższy poziom odnotowano w 2008 roku, gdy baryłka ropy kosztowała około 147 dolarów.

Według McNally'ego tym razem ceny mogą wzrosnąć nawet do około 200 dolarów za baryłkę. Jednocześnie warto podkreślić, że nie wszystkie instytucje podzielają tak pesymistyczny scenariusz. Część banków inwestycyjnych zakłada, że nawet przy utrzymujących się napięciach ceny pozostaną bliżej poziomu 120 dolarów za baryłkę.

Co oznaczałoby to dla kierowców w Polsce?

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że ponad dwukrotny wzrost ceny ropy przełoży się na bardzo wysokie ceny paliw. W praktyce mechanizm wygląda inaczej - i jest dość skomplikowany.

Sama ropa odpowiada za około jedną trzecią ceny litra benzyny lub oleju napędowego. Pozostałą część stanowią podatki, opłaty, koszty przerobu, transportu oraz marże rafinerii i stacji paliw.

Obecnie, przy cenie ropy wynoszącej około 90 dolarów za baryłkę, średnia cena benzyny 95 w Polsce utrzymuje się w okolicach 7,5-7,9 zł za litr. Nawet gdyby baryłka podrożała do 200 dolarów, ceny na stacjach nie wzrosłyby proporcjonalnie.

Przy założeniu utrzymania obecnej struktury podatków, podobnego kursu dolara oraz marż zbliżonych do obecnych poziomów można oszacować wpływ wzrostu cen ropy na polskie stacje paliw.

ceny paliw ormuz iran

Przy cenie około 120 dolarów za baryłkę benzyna mogłaby kosztować około 8,4,-8,7 zł za litr. Wzrost do 150 dolarów oznaczałby ceny rzędu 9-9,2 zł za litr. Jeżeli ropa osiągnęłaby 175 dolarów za baryłkę, kierowcy mogliby płacić ponad 9,5 zł za litr.

Natomiast realizacja najbardziej pesymistycznego scenariusza Rapidan Energy Group, zakładającego 200 dolarów za baryłkę, mogłaby przełożyć się na ceny benzyny Pb95 na poziomie 9,5-10,5 zł za litr. Olej napędowy prawdopodobnie kosztowałby około 10-11 zł za litr.

Nie można wykluczyć jeszcze wyższych cen. Gdyby jednocześnie doszło do silnego wzrostu marż rafineryjnych oraz osłabienia złotego wobec dolara, ceny paliw mogłyby chwilowo zbliżyć się nawet do 11-12 zł za litr.

A to nie wszystko. Wysokie ceny paliw to także wysokie koszty życia

Paliwo napędza niemal wszystko: transport i gospodarkę. Wysokie koszty wpłyną na wyraźnie podniesienie cen żywności, usług i w zasadzie wszystkiego, z czego korzystamy na co dzień. Tym samym będzie to bardzo dotkliwe dla naszych portfeli.

Prognoza Rapidan Energy Group należy obecnie do najbardziej pesymistycznych na rynku. Zakłada ona utrzymanie problemów z żeglugą przez Ormuz aż do końca 2027 roku. Jeżeli konflikt zostanie szybciej opanowany, a transport wróci do normy, ceny ropy prawdopodobnie pozostaną znacznie niższe.

Zresztą widzieliśmy już co stało się w momencie, w którym podpisano porozumienie pomiędzy USA a Iranem. Giełda zareagowała ekspresowo a ceny zaczęły się stabilizować.

Jeżeli jednak zakłócenia utrzymają się przez kolejne kilkanaście miesięcy, rynek paliw może stanąć przed największym wyzwaniem od czasu kryzysu energetycznego z 2022 roku. W takim scenariuszu skutki odczują absolutnie wszyscy - nawet Ci, którzy nie mają samochodów.