Exlantix ES w szczegółowym teście. Mógłbym go bardzo polubić, ale poczekam na jakieś "łatki"
Exlantix ES jest samochodem, który mógłbym naprawdę polubić. Ale ma dwie wady, które go absolutnie dyskwalifikują. I trzecią mniejszą, choć dla wielu pewnie podstawową.
Szanowny redaktor naczelny, przekazując mi kluczyki do tego czarnego, matowego sedana z Chin, powiedział mniej więcej "bierz go, bo jest nawiedzony". No cóż, i tak zamierzałem zająć się tym testem, a Exlantix ES ma dużo rzeczy, które mogą w nim ująć. Przede wszystkim, nie jest SUV-em. Po drugie, jest elektrycznym sedanem o mocy, bagatela, 480 KM, po trzecie, pochodzi z Chin, co zwiastuje ciekawostki. A po czwarte, ciekawiło mnie, jak bardzo nawiedzony może być ten samochód.
Gdy byłem na statycznej premierze tego modelu ujął mnie wzór felg (w dzisiejszych czasach to są naprawdę ładne koła) oraz całkiem udana linia tego samochodu. Owszem można uznać go za generycznego sedana z Chin, ale przynajmniej dopóki nie pojawi się ich dużo na ulicach, wygląda dobrze.

Kosztuje też "swoje", ale o tym później, zwłaszcza w kontekście testu nawiedzonego samochodu.
Exlantix ES chce być autem premium. Wychodzi mu to raz lepiej, raz gorzej
Pierwsze wrażenie jest świetne. Zwłaszcza, że samochód zamyka się "nogami", niczym Rolls-Royce. Wystarczy nacisnąć pedał hamulca, a drzwi bez ramek zamykają się automatycznie. Gorzej, jak wyłączycie tę funkcję, bo wtedy otwierają się niczym... zepsute automatyczne drzwi. Tzn. z przedziwnym oporem. I tak pracują obie pary, mimo że automatyka dotyczy tylko drzwi kierowcy.
Jednakże gdy zajmiemy miejsce za kierownicą, okazuje się, że Chińczycy postarali się z materiałami. W zasadzie poza jednym miejscem, wszędzie mamy tworzywa dobrej jakości. Nawet słupki oraz podsufitka wykończone są czymś w rodzaju alcantary.
Design? Nagrody nie zdobędzie, ale na pewno nie jest źle. "Standardowe" zegary wpasowano ładnie w deskę rozdzielczą a wielki ekran jakoś tutaj pasuje. O dziwo wszystko jest tu pod ręką i choć niektóre opcje tradycyjnie są umieszczone idiotycznie (sterowanie lusterkami, czy kolumną kierownicy) to w aucie jest znacznie lepsza ergonomia niż zwykle. Być może też dlatego, że na centralnym ekranie pojawił się pasek ze skrótami, który nie chowa się pod innymi aplikacjami. O to właśnie chodziło.

Zastanawia mnie jednak, jakim cudem w Exlantixie nie zaprosili choćby jednej osoby z długimi nogami i wysokiej, żeby usiadła za kierownicą. Pozycja bowiem jest taka, że jednocześnie brakuje trochę miejsca na kolano z prawej strony, jak i siedzi się blisko górnej krawędzi szyby. Nie każdemu to będzie pasować.
Oczywiście, jak to w chińskim samochodzie, Exlantix ES rozpieszcza pasażerów z tyłu. Zarówno komfortem, jak i abstrakcyjną wręcz ilością przestrzeni. A do tego bogatym wyposażeniem (osobna strefa klimatyzacji, wentylowane fotele) i spektakularną tylną szybą, która ciągnie się aż do połowy samochodu. To jest naprawdę świetne.

Nawiedzone multimedia, czy "daj pan spokój i jedź jak Ci każemy"
O ile jednak wspomniane wyżej wady mogą być niedogodnością, ale nie muszą, to każdego zirytuje praca multimediów. Nie to, że są wolne, albo że się wieszają. To akurat nie występuje i pod wieloma względami mogą być wzorem do naśladowania.
Ale w tym aucie, po każdym uruchomieniu, trzeba przeprowadzić procedurę niczym przed startem samolotu. Jeśli tylko nie chcemy, żeby samochód piszczał i robił "za nas" wszystko, trzeba wyklikać co najmniej kilkanaście opcji, które... się nie zapamiętują. Rozumiem ISA, taki wymóg. Ale informacja o zmianie ograniczenia (kolejne piśnięcie, nawet jeśli jedziemy zgodnie z przepisami), co najmniej kilka miejsc w których należy zdeaktywować asystenta pasa ruchu, przesunięcie agresywnie działającego automatycznego hamowania, itd. itp.

Powiem więcej. Nawet ustawienia spersonalizowane trybu jazdy resetowały się do ustawień fabrycznych po każdym uruchomieniu. Być może z aplikacją marki i własnym kontem to działa.
A propos działania. Jeszcze żeby to wszystko działało dobrze. Ale asystenci są agresywni, mało płynni, a działanie systemu czytania znaków wygląda jak losowanie Lotto. Na węźle autostradowym dostajemy sześć losowych numerków, określających "jakieś" ograniczenie, najczęściej niezwiązane z drogą po której jedziemy. Nie wiem jak to działa w Chinach, gdzie ograniczenia potrafią się różnić w zależności od pasa ruchu.
Zbędna moc, choroby i nawiedzona elektronika
480 KM i 4,2 sekundy do 100 km/h w pięciometrowym sedanie. Duży akumulator, moc ładowania na światowym poziomie oraz filmy na stronie, gdzie ES leci szutrową drogą zamiatając bokiem.
Trzeba przyznać, że obietnice są duże.

Ale autem najlepiej jechało się w domyślnym trybie Eco. I tak będziecie szybsi od większości samochodów na drodze, bo Exlantix naprawdę jest dynamiczny. W "najwolniejszych" ustawieniach żwawo przyspiesza i dwa silniki elektryczne pozwalają na sprawną jazdę nawet na autostradzie. Do tego w środku jest bardzo cicho i przyjemnie. Ten samochód świetnie sprawdziłby się na trasach. Nawet gdyby miał, pewnie ze 300 KM, a nie te 480.
Zwłaszcza, że samochód swoimi ustawieniami raczej nastawiony jest na komfort jazdy, a nie sportowe wrażenia.
A i tak można się zestresować i pochorować.
Mam wrażenie, że przy projektowaniu inżynierowie Exlantixa usiedli nad zieloną herbatą i zdecydowali. "Zróbmy go tak, jak jakiś naprawdę komfortowy samochód. Na przykład Cadillac".
Tyle że punktem odniesienia stał się któryś model z lat 60. Tak, taki wielki bujający ponton, który podpiera się lusterkami na zakrętach, a przy starcie wygląda niczym motorówka wychodząca w morze.

Exlantix zresztą robi to samo. Skutkuje to tym, że na mokrej nawierzchni przy przyspieszaniu zaczyna... tracić kontakt przednich kół z drogą i przyczepność.
W zakręcie? Na suchym tylko buja i nie zachęca do szybszej jazdy. Na mokrym, nie ma w tym żadnej pewności. ES bardzo mocno reaguje też na przeniesienie masy w zakręcie, przy dodaniu gazu, albo przy hamowaniu i wpada z nadsterowności w podsterowność.
Najlepiej trzymać go stabilnie, bez zmiany nacisku na pedał gazu podczas jazdy po łuku.
Chciałbym zwalić te zachowania na opony, ale Michelin Pilot Sport EV nie jest złą "gumą".
O ile jedziemy po w miarę równej autostradzie, Exlantix jest po prostu miękki w stylu właśnie starych Cadillaców. W mieście świetnie wybiera nierówności. Ale jeśli jest ich dużo, zaczyna się tak kołysać, że można dostać choroby morskiej. Buja i buja, jakby w ogóle nie zamierzał się wyrównywać. Pneumatyka ma tutaj dużo zalet, ale brakuje jej zdecydowanie ostatniego szlifu.
A najgorzej, że przy hamowaniu potrafi nagle "zgubić przyczepność". Losowo, tak jakby tył auta się "odklejał" i zaczynał myszkować. To może już być naprawdę niebezpieczne. I moim zdaniem to jakiś problem z reakcją ESP lub rekuperacji, która wariuje.

Solidny średniak ze sporym zasięgiem
Choć brzmi to wszystko dramatycznie, autem nie jeździ się źle. A zasięgu jest sporo. Duża bateria (100 kWh) i przyzwoite zużycie energii pozwalają na dość spory zasięg, który bez większych problemów przekracza 450 km w trybie mieszanym. Komputer pokazuje dowolne wartości, ale zasięgu nie ubywa szybko. Jeżdżąc po mieście Exlantix ES powinien zrobić ponad 550 km.
A ładowanie? 290 kW to jest, ale do max 25% baterii, potem dość płynnie spada, ale do 80% utrzymuje ponad 120 kW. Nie jest więc rewelacyjnie, ale auto nie okupuje wiecznie ładowarek.
Usiądźmy z kalkulatorem
Tak, Exlantix ES to samochód z bogatym wyposażeniem, dobrym wykończeniem, świetnym audio i niezłym designem. Wyposażenie jest tak kompletne, że nic się nie da do niego dokupić. Do tego ma siedmioletnią gwarancję i 8 lat ochrony akumulatora.
Ale cena wynosi 329 900 zł. Owszem, teoretycznie wiadomo, za co się tu płaci. Ale z drugiej strony, to ponad trzy stówki za "Chińczyka". W "salonie obok" mamy Xpenga P7+, który w wydaniu Performance Pro kosztuje niecałe 250 000 zł. Ma mniejszy zasięg, ale podobne wymiary, wyposażenie i osiągi. Za to ładuje się maksymalnie z mocą 446 kW.

Jeśli nie potrzebujemy olbrzymiej ilości miejsca z tyłu, można poczekać na nowe BMW i3, które w tej cenie na pewno zaoferuje większy zasięg i bardziej dopracowaną konstrukcję.
A może zamiast ES-a, wziąć... ES-a? Wciąż nie wiem jakim cudem oba samochody funkcjonują razem na rynku, ale do salonów właśnie wjeżdża Lexus ES, który w wersji Prestige jest wyceniony bardzo podobnie. Ma gorsze parametry, to fakt, ale może wystarczające. I ma kilka zalet, których w Exlantixie trudno szukać.
Exlantix ES - moja opinia i podsumowanie testu
Tak, ten samochód jest nawiedzony. Robi różne rzeczy, których poważny samochód nie powinien robić. Do tego robi je losowo, więc trudno uznać, że coś jest źle zaprojektowane. Poza pracą "zautomatyzowanych" drzwi i pozycją za kierownicą, mam wrażenie, że większość wad da się wyeliminować zwykłą aktualizacją oprogramowania. Nawet pracę zawieszenia, które jest pneumatyczne i adaptacyjne. Może kwestia wprowadzenia kilku dodatkowych linijek kodu ustabilizuje tego chińskiego sedana.
Bo gdyby wyeliminować te problemy, to byłby to mięciutki, przyzwoity samochód, którym naprawdę miło się jeździ.
A tak to jest drogi i niedopracowany, choć z wielkim potencjałem. No i mnie się naprawdę podoba.
| DANE TECHNICZNE PRODUCENTA | dwa silniki elektryczne przy osiach auta |
|---|---|
| MOC MAKSYMALNA | 353 kW (480 KM) |
| MAKS. MOMENT OBROTOWY | 663 Nm |
| NAPĘD | AWD |
| ZAWIESZENIE PRZÓD | wielowahaczowe, pneumatyczne |
| ZAWIESZENIE TYŁ | wielowahaczowe, pneumatyczne |
| HAMULCE | tarczowe went./tarczowe went. |
| BAGAŻNIK | 480/1284 l |
| BATERIA | 100 kWh (NMC) |
| MOC ŁADOWANIA | 290 kW |
| TYP NADWOZIA | sedan |
| LICZBA DRZWI / MIEJSC | 4/5 |
| WYMIARY (DŁ./SZER./WYS.) | 4945/1978/1474 mm |
| ROZSTAW OSI | 3000 mm |
| MASA WŁASNA / ŁADOWNOŚĆ | 2230/516 kg |
| MASA PRZYCZEPY / Z HAMULCEM | 750/1500 kg |
| PRZYSPIESZENIE 0-100 km/h | 4,2 s |
| PRZĘDKOŚĆ MAKSYMALNA | 200 km/h |
| GWARANCJA MECHANICZNA | 7 lat lub 150 000 km |
| GW. PERFORACYJNA / NA LAKIER | 12 lat/ 3 lata |
| GWARANCJA NA BATERIĘ | 8 lat lub 160 000 km |
| CENA WERSJI PODSTAWOWEJ | 329 900 zł |
| CENA WERSJI TESTOWEJ | 329 900 zł |
| CENA EGZ. TESTOWANEGO | 329 900 zł |


