Ferrari Conciso to wymiar równoległy designu z Maranello. Aż dziw, że zapomniany
Trochę martwi mnie to, że pamiętam debiut Ferrari Conciso. To było w 1993 roku. Ponad 30 lat temu Michalak Design pokazał, jak może wyglądać ekstremalnie lekkie Ferrari.
O, przepraszam. To nie jest "Ferrari Conciso". Tylko Michalak Conchiso. Wszyscy wiemy, jak restrykcyjnie Ferrari podchodzi do jakichkolwiek customowych projektów na bazie swoich modeli. oczywiście tych, za które odpowiada ktoś inny. Niemniej, w świecie równoległym, na początku lat 90., to mógł być nowy model, zbudowany dla tych, którzy szukają czegoś do ekstremalnej jazdy.
Obok Ferrari Conciso trudno przejść obojętnie
Na pewno to auto ma "radykalne" wzornictwo. Nie ma drzwi, szyba czołowa została zredukowana do niewielkiej owiewki, a przednie koła są niemalże na zewnątrz bryły pojazdu, przykryte aerodynamicznymi osłonami. Samochód wygląda jak mocno zabudowany gokart, albo aerodynamiczne wcielenie aut typu Lotus Seven.
Odpowiada za nie studio projektowe Bernda Michalaka z Moguncji, które wzięło sobie na cel zbudowanie auta według koncepcji "atletyczność bez zbędnych dodatków".
Dlatego samochód jest pozbawiony niemal wszystkiego, co mogłoby przeszkadzać. Także wnętrze, choć dwuosobowe, jest minimalistyczne. Zestaw podstawowych zegarów, kierownica oraz drążek manualnej przekładni. Tylko tyle, i aż tyle. A, no i są wnęki na kaski.

Technicznie, jest to dość już wiekowy (w momencie debiutu) model 328 GTS, który pokazano w połowie lat 80. Napędza go wolnossące V8 o pojemności 3,2 litra, osiągające 270 KM.
Ferrari Conciso by Michalak jest jednak znacznie lżejsze od oryginału, bo około 30%. To oznacza, że waży 900 kg, a to się bezpośrednio przekłada na osiągi. Choć mechanika pozostała bez zmian, Conciso potrzebuje 5 sekund na sprint do 100 km/h, wobec 6,4 sekundy w 328. Wzrosła też prędkość maksymalna. Po założeniu odpowiedniego kasku można tym autem pojechać 278 km/h, czyli o 15 km/h szybciej niż Ferrari.

Ciekawa jest historia tego egzemplarza. Auto pojawiło się na targach we Frankfurcie w 1993 roku. Potem zdobyło nagrodę za design, a finalnie trafiło do kolekcji w USA. Stamtąd w 1998 roku trafiło do Belgii. Ostatnio pojawił się na aukcji w 2018 roku i uzyskał zaledwie 109 tysięcy Euro. Być może obecnie osiągnęłoby znacznie więcej, ale wciąż to zaskakująco niska cena jak na tak unikalny projekt.
I, przyznam szczerze, mający w sobie dużo uroku.


