Ford uśmiecha się do Chin. "Hej, może podzielicie się wiedzą?"

Ford uśmiecha się do Chin. "Hej, może podzielicie się wiedzą?"

"To jest jedyna metoda na pokonanie Chińczyków". Ford ma nietypową koncepcję. Czy to w ogóle może się udać?

Jim Farley, szef koncernu Ford, lubi mówić dokładnie to, co myśli. W swojej ostatniej publicznej wypowiedzi przyznał, że Chińczycy mają ogromną przewagę nad amerykańskimi i europejskimi koncernami, zwłaszcza w zakresie technologii baterii. Stwierdził też, że jest tylko jedna metoda, aby wyrównać szansę. I brzmi ona zaskakująco znajomo...

Ford chce dobrać się do wiedzy Chińczyków. Jakże proste, jakże skomplikowane

To jest dokładnie to, co Chiny zrobiły dekady temu. Europejskie i amerykańskie marki musiały tworzyć spółki joint-venture, aby wejść na tamtejszy rynek. W ten sposób chińscy inżynierowie pozyskali ogromna wiedzę, którą mogli wykorzystać przy rozwoju kolejnych modeli.

W tym samym czasie Chiny nie próżnowały i kupowały wiele technologii. Jedną z nich są chociażby baterie litowo-żelazowo-fosforanowe, tak powszechnie stosowane w wielu autach. Technologię ich konstrukcji opracowali Amerykanie, ale rozwój elektryków w USA w czasach prezydentury Obamy był wolny. Aby firma przetrwała, całą dokumentację techniczną kupiła firma, którą znacie teraz jako CATL. Reszta jest historią.

Jim Farley twierdzi więc, że jedyną metodą na równą rywalizację na rynku motoryzacyjnym jest wykorzystanie tych samych zasad gry. Chińczycy powinni tworzyć spółki joint-venture, dzielić się technologiami. Mogą je także sprzedawać - z czego skorzystałoby wielu producentów.

Ford Puma Gen-E

Tylko czy Chińczycy chcieliby dzielić się swoim "know-how"? Mam pewne wątpliwości

Obawiam się, że "ten statek już odpłynął". Chiny chcą mieć przewagę, a teraz mogą w zasadzie trzymać w garści Europę i USA. Choć wielu chciałoby to zmienić, to będzie to karkołomne zadanie.

Ford robi co może, aby choć trochę nadrobić zaległości. Teraz "błękitny owal" inwestuje ogromne pieniądze w nową platformę, która ma być fundamentem taniego samochodu elektrycznego dla USA i Europy. Jednocześnie Farley przyznaje, że rocznie jego koncern traci ponad 5 miliardów dolarów na elektrykach. Po prostu na nich nie zarabia.

Niemniej tutaj pomoże efekt skali. Jeśli sprzedaż pójdzie w górę, to inwestycje zaczną się zwracać. I to jest coś, co pozostaje celem tego koncernu.