Hejtujesz Ferrari Luce? I bardzo dobrze, marka z Maranello to docenia, naprawdę

Hejtujesz Ferrari Luce? Włosi bardzo doceniają Wasz głos - nawet jeśli jest bardzo negatywny.

Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Tak, Ferrari Luce szybko zyskało specyficzną sławę. Tak, krytyka przyszła z wielu stron, choć są i tacy, co zachwycają się tym samochodem. To potwornie polaryzujący samochód,  który całkowicie odcina się od stylu marki. Pewne jest to, że za jakiś czas nam się przegryzie i nie będzie już tak brutalnie oceniany. Co ciekawe Włochom to absolutnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie - doceniają głośną krytykę.

Ferrari nie ukrywa, że reakcje po premierze modelu Luce okazały się znacznie silniejsze, niż przewidywano. Nie jest to jednak powód do niepokoju. Wręcz przeciwnie. Emanuele Carando, globalny dyrektor marketingu Ferrari, przyznał w rozmowie z Edmunds, że jako osoba odpowiedzialna za marketing jest "bardzo zadowolony" z tego, jak wiele emocji wywołał pierwszy w pełni elektryczny model producenta.

Jak podkreśla, Ferrari od początku zakładało, że nietypowa stylistyka Luce podzieli odbiorców. Zaskoczeniem okazała się jednak skala krytyki. Zdaniem Carando świadczy to o sile marki, ponieważ Ferrari pozostaje producentem, o którym każdy chce rozmawiać i którego samochody prowokują do wyrażania własnych opinii.

I wiecie co? Fala krytyki nie hamuje popytu na Ferrari Luce. Chyba o to chodziło

Negatywne komentarze nie przełożyły się jednak na brak zainteresowania samochodem. Kilka dni po premierze prezes Ferrari Benedetto Vigna przekonywał, że Luce cieszy się dużym zainteresowaniem, a część klientów wpłaciła już zaliczki na zakup auta. Liczby są jednak tajemnicą.

Ferrari Luce hejt

Marka z Maranello zwraca uwagę również na inny aspekt. Pierwszy elektryczny model Ferrari ma przyciągać osoby, które wcześniej nie posiadały samochodów tej marki. To właśnie nowi klienci mają stanowić istotną część zamówień.

Optymistyczne wieści docierają także z Chin. Ponoć całą pulę samochodów dla tego rynku wyprzedano w ekspresowym tempie. Jednocześnie Ferrari nadal przyjmuje kolejne zamówienia, choć nie ma tutaj szczegółowej daty realizacji.

Wśród krytyków nie zabrakło ludzi związanych z Ferrari

Najgłośniejszym krytykiem Ferrari Luce został Luca di Montezemolo, były prezes Ferrari, który stał na czele firmy w latach 1991-2014. Czasy jego władzy określa się "złotymi" dla tej marki. Sprzedaż poszła w górę, jakość samochodów poprawiła się, a w Maranello opracowano wiele unikalnych konstrukcji.

Zdaniem Montezemolo nowy model może zaszkodzić wizerunkowi marki do tego stopnia, że stwierdził, iż pełne wyrażenie swojej opinii byłoby dla Ferrari "niedźwiedzią przysługą".

Luca di Montezemolo ocenił również, że Luce może zniszczyć legendę Ferrari. Poszedł nawet o krok dalej, sugerując, że producent powinien usunąć z samochodu emblemat wierzgającego konia. Nie zabrakło także uszczypliwości pod adresem chińskich producentów. Były szef marki stwierdził, że będzie to samochód, którego "przynajmniej Chińczycy nie skopiują", nawiązując do często powtarzających się zarzutów dotyczących kopiowania zachodnich projektów.

Obawiam się jednak, że pewne firmy szybko podpatrzą projekt Ferrari. Dajcie im jeszcze kilka miesięcy.

Oczywiście to wszystko ma też przełożenie na giełdę

Dzień po premierze pierwszego elektrycznego Ferrari akcje spółki notowane na amerykańskiej giełdzie spadły o 4,6 procent. Już wcześniej, przy ogłoszeniu szczegółów projektu i wprowadzeniu korekty w planach, akcje tej marki wyraźnie spadły.

Co prawda kurs w kilka dni po premierze wrócił na dobre tory, niemniej jest to wciąż sygnał dla Włochów, że eksperymenty mogą się tutaj źle skończyć.