Jeden, by pogodzić maniaków. Nowy Defender może korzystać z platformy Jeepa
Koncern JLR stawia na USA. To oznacza produkcję na miejscu, dla obejścia taryf. A dzięki nowej umowie ze Stellantisem, nowy Defender może korzystać z pożyczonej platformy.
Dla koncernu JLR bardzo ważne jest teraz zwiększanie swojej obecności rynkowej. Borykająca się z pewnymi problemami firma bardzo liczy na rynek amerykański, gdzie od lat ma dość mocną pozycję, ale warto byłoby jeszcze ją poprawić. Do tego postanowiono, że Defender będzie teraz osobną submarką, tak jak . A to oznacza więcej modeli z tym kultowym logiem.
Oznacza to jednak potrzebę opracowania nowych konstrukcji, albo... wykorzystanie tych istniejących, od jakiegoś partnera.
Defender z Jeepem? Puryści padną trupem
Jak świat długi i szeroki, a na świecie istnieje więcej niż jedna marka samochodu, tak miłośnicy każdej z nich mają swoje "Nemesis" w potyczkach internetowych i zlotowych. BMW i Audi, Subaru i Mitsubishi, Nissan i Toyota, czy Land Rover i Jeep (i jeszcze cała reszta japońskich producentów terenówek).
Wygląda jednak na to, że będą musieli przełknąć gorzką pigułkę współpracy między JLR, a Stellantisem. Obie marki podpisały niewiążące porozumienie, mające na celu potencjalną współpracę.
Defender ma być odpowiedzią na potencjał sprzedażowy SUV-ów w USA, ale musi być budowany na miejscu, aby firmy nie dotknęły 15% cła administracji Donalda Trumpa. Wspomniany Stellantis może pomóc nie tylko udostępniając swoje linie produkcyjne.
Zapewne, poza "prawdziwym" Defenderem, JLR planuje nieco mniejsze auta. Te mogłyby korzystać również z platform globalnego koncernu, czyli platformy Jeepa.
Choć żadna z firm nie potwierdziła, mówi się o platformie pod pickupa i Jeepa. W przypadku tego pierwszego w grę wchodzi albo konstrukcja Gladiatora, albo całkowicie nowy model, wykorzystujący płytę STLA Large. Bo raczej Defender nie zdecyduje się na platformę WL, będącą rozwinięciem już jedenastolegniej platformy Giorgio, jeszcze koncernu FCA.
Liczący na rynek luksusowych terenówek JLR musi zachować DNA swojej "nowej" marki. Dlatego trudno mi wyobrazić sobie nowy model, będący powiązany z Compassem. Ale z drugiej strony, czemu nie. Skoro dobrze sprzedaje się Range Rover Evoque, to można zrobić i konkurencję dla nadchodzącej "małej" klasy G. Na jakimś niedużym, elektrycznym Jeepie.