Jeden, by rządzić wszystkimi. Land Rover Defender Octa zaskoczył mnie jak mało co. Sprawdziłem jego możliwości
Land Rover Defender Octa powstał w jednym celu. Pokazać, że ta się zrobić terenówkę "na grubo" i sprawdzi się ona w każdych warunkach. W teście okazało się, jaka jest prawda.
Kiedy powstają takie auta, jak Land Rover Defender Octa, trudno przyłożyć do nich jakąś miarkę, która pozwoliłaby na obiektywny test. W końcu to auto jest bez sensu w samym założeniu. Większe (szersze), o zmienionym zawieszeniu, innych kołach, z kubełkowymi fotelami i ponad sześćset konnym silnikiem V8. Jakby wydaje się, że to nie są czasy na taki samochód. I to nie jest samochód, który gdziekolwiek się sprawdzi.
A jednak Land Rover podjął decyzję o konkurowaniu z Mercedesem-AMG G63, który jest niezwykle popularny. Tyle, że Brytyjczycy robią to po swojemu. Z podkreśleniem tego, że to jednak auto terenowe. No i ze wsparciem BMW, co dodaje smaczku temu pojedynkowi.

Land Rover Defender Octa robi wrażenie. I to jakie!
Przyznaję, ten samochód "wygląda". Jestem fanem Defendera, ale Octa ze swoim "za bardzo" jest idealna. Ma w sumie niedużo zmian, z których najbardziej wyróżniają się poszerzone nadkola, ale i tak wygląda kozacko. Nawet pomimo braku charakterystycznych felg (dostępne są w innym pakiecie).
W środku to prawdziwy Defender w swoim najbardziej luksusowym wydaniu. Tyle że, podobnie jak detale na nadwoziu, ma więcej włókna węglowego. Kuty karbon znajdziemy na dekorach deski rozdzielczej oraz tyłach przednich, zmodyfikowanych foteli. Z białą tapicerką, wygląda bardzo zacnie.

Reszta - jak w każdym "Defie", świetne materiały, sprawne multimedia, szalona obsługa z kierownicy i dobre audio Meridian. I mnóstwo miejsca.
No i ta świadomość, wynikająca z dodatkowego przycisku "Octa" na kierownicy, uruchamiającego tryb niesamowitości.
Inny pomysł, aby się pokazać
Tryb niesamowitości w tym przypadku to 4,4 V8 z dwiema turbosprężarkami. To nie jest ten silnik, co w M5, czy X5 M. To jednostka, która napędzała jedną z najlepszych M5 w historii, czyli poprzednie M5 CS. Tyle że dostosowana do nowych norm. Pozwala na sprint do 100 km/h w 4 sekundy. Auta, które waży 2,6 tony.
Wrażenia są oczywiście genialne, choć miałem tutaj pierwszy zgrzyt. Niezależnie od wybranego trybu, ten silnik brzmi bardzo płynnie i grzecznie. Jakby wciąż napędzał limuzynę, w której nie ma potrzeby dawać znać o potędze jednostki. Octa powinna mieć tutaj zupełnie inny charakter. Mercedes w G63 podkręcił odpowiednio czterolitrowe V8 i to auto brzmi genialnie.
Land Rover trochę tutaj traci.
A co za tym idzie, traci "w mieście". Tam gdzie AMG odwraca głowy każdego (kto się jeszcze nim nie znudził), tak Defender Octa intryguje tylko wtajemniczonych. I to mimo tego, że wygląda abstrakcyjnie na ulicach.
Brytyjczycy poszli jednak w stronę, które jest tyleż odważna, co niekoniecznie potrzebna w takim aucie.
Defender to w końcu terenówka. I nowe pneumatyczne zawieszenie z dodatkowymi trybami, regulacjami, zmodyfikowanymi amortyzatorami i większym prześwitem zapewnia to, czego G-klasa "w AMG" nie zapewni.

Ten wóz jest nie do zatrzymania w terenie. Także tym lekkim, gdzie rządzi Ford Raptor z trybem Baja. Owszem, amortyzatory Defendera to nie są "Foxy", które niwelują wszelkie nierówności, ale potężny silnik w połączeniu z tym podwoziem dają kupę frajdy.
Wyboiste szutry, gaz w podłodze i szybkie ręce. To przepis na świetne wiosenne przedpołudnie. Błoto? No proszę Was, to nie jest przeszkoda. Górki, dołki? Defender skacze, ale idzie jak burza. Wszystko wśród ryku V8 i szybkiej pracy skrzyni. Owszem, ryk mógłby być lepszy, jak wspomniałem. Ale... przestało mi to przeszkadzać po parunastu minutach zabawy. Auto idzie bokiem, potrafi bardzo dużo, tylko naprawdę trzeba nauczyć się manewrować tym wielkim kołem sterowym. To nam sugeruje, że jednak nie mamy do czynienia z autem rajdowym, czy sportowym.
Bo, skoro już jesteśmy przy sporcie, na asfalcie Defender Octa zachowuje się jak szybka łódź. Bardzo szybka. Nie chce skręcać precyzyjnie niczym skalpel. Ale chce skręcać szybko. Buja się, ale idzie za ręką. Przedziwne uczucie, które trudno określić. Jest jednocześnie przerażające, nieco rozczarowujące, ale i pokazujące, że nawet z Defendera można zrobić samochód nie bojący się zakrętów.

Największy problem Octy jest w jej własnym cenniku
Nie ma mowy o tym, żeby analizować dokładnie, czy Octa jest za droga, czy nie. Klient na ten samochód i tak ma za co go kupić. Więc to, że auto startuje od 1,06 mln złotych, go nie przerazi. A testowany egzemplarz, wcale nie wyposażony kompletnie, osiąga 1,2 mln złotych.
Problem polega na czymś zupełnie innym. Octa jest bardzo specyficzna. Ale brakuje jej "ostatecznego szlifu" w kategorii fajności. Jeśli nie zależy Wam na świetnych właściwościach terenowych, to za około 700 - 750 tysięcy można skonfigurować samochód, którego miało już nie być. Ale wciąż istnieje w konfiguratorze. To Defender P425, z pięciolitrowym, doładowanym kompresosorem silnikiem V8 Jaguara. Jednym z najlepiej brzmiących samochodów na rynku. Silnikiem, którego produkcja miała się skończyć. A on jest. I grzmi. Ma znacznie mniej mocy, ale tonę charakteru.
A do szaleństw w terenie dokupicie Rangera Raptora. I wciąż zmieścicie się w budżecie Octy.

Land Rover Defender Octa - moja opinia
Podsumowanie będzie krótkie. Octa jest genialna. Ruch, który zrobił Land Rover, bardzo odważny, bo postawił na właściwości, które nie są priorytetem dla nabywców tego typu samochodu. Pokazał, że może. Ja z tym autem bawiłem się świetnie. To auto, które ma być "naj" w każdej sytuacji". Ale właśnie analizując cennik okazało się, że tej wersji... czegoś brakuje. Brzmienia, charakteru, które trudno zastąpić wyłącznie efektywnością w terenie. Jednostka BMW jest po prostu zbyt grzeczna. I jako fan tego modelu zastanawiam się, czy znajdzie się wystarczająco dużo klientów na tę wersję.


