Maserati ma ciekawy pomysł na zwiększenie sprzedaży. To... ręczna skrzynia biegów
Ręczna skrzynia biegów staje się coraz rzadszym elementem wyposażenia auta. Ale Maserati twierdzi, że to jest przepis na sukces. No więc... zobaczymy.
Powiedzmy sobie szczerze. Maserati się utrzymuje na powierzchni chyba tylko dzięki trójzębowi Neptuna, którym odpycha się od dna. Choć samochody nie są złe, to straciły nieco swojego ducha, a klienci poszli do innych marek. Tymczasem marka informuje, że w grze jest nowy pomysł na poprawienie wizerunku. Nazywa się ręczna skrzynia biegów i wielu producentów supersamochodów już zapomniało o jej istnieniu.
Ale nie klienci Maserati.
Ręczna skrzynia biegów obiektem pożądania wśród klientów specjalnych
Oczywiście, popularny niegdyś manual nie trafi do np. Grecale. Tak samo nie zobaczymy (i trochę szkoda) GranTurismo w "patyku".
Nowa przekładania ma być częścią programu personalizacji i modeli specjalnych Bottega Fuoriserie. Ponoć klienci domagają się ekstremalnego samochodu ze sprzęgłem i klasycznymi biegami. Superszybkie automaty już ich znudziły.
Tak w każdym razie mówi podekscytowany Cristiano Fiorio, szef działu Bottega. Ma nadzieję, że nadejdzie dzień, w którym pojawi się niskoseryjny model z takim właśnie układem napędowym. To byłoby pierwsze Maserati z ręczną przekładnią od dobrych 45 lat.
Na razie nie ma mowy o tym, kiedy samochód miałby się pojawić i... kto będzie odpowiadał za sam mechanizm. Raczej pewne jest, że Maserati nie ma teraz środków na opracowanie od zera nowej skrzyni dla kilkunastu samochodów rocznie.
Mówi się jednak o tym, że samochód miałby powstawać wspólnie z Alfą Romeo, która również celuje w niskoseryjne samochody dla bogatych kolekcjonerów. Możnaby więc połączyć konstrukcje, użyć silnika Nettuno (który ma być podstawą gamy marki z Modeny) i stworzyć dwa unikatowe samochody.
Ten z trójzębem byłby najbardziej ekstremalnym modelem marki od czasu MC12.
Moja opinia
I zdecydowanie nie zmieni to ogólnej sprzedaży Maserati. Ręczna skrzynia biegów to coś, czego szukają pasjonaci, a nie klienci masowi. A firma w tym momencie zdaje się mocno zastanawiać, w którą stronę chce iść. Czy stać się drugim Porsche (co miało sens, ale w tym momencie nie działa), czy superekskluzywną marką z historią i naciskiem na bardzo drogie modele. Ale tutaj może zabraknąć siły przebicia.
Antonio Filosa, CEO Stellantisu, twierdzi, że marka nie jest na sprzedaż. Ale z drugiej strony, informacje "ze środka" mówią o rozmowach z dwoma koncernami, które mogłyby przejąć kultową we Włoszech firmę.
Ciekawe, co to oznacza dla projektu Bottega Fuoriserie. My patrzymy z zaciekawieniem, do czego to doprowadzi.