Najmniej sensowny kamper świata. Ari 458 Pro to naprawdę pomysł na "slow travel"
Kampery to wolność. Możliwość pojechania gdzie się chce i (teoretycznie) przenocowania w dowolnym miejscu na ziemi. Chyba że Ari 458 Pro. To raczej będzie niedaleko.
Przyznaję, że daleko mi do fanów "#vanlife", czy kamperów. Choć doceniam i szanuję ludzi, którzy zabierają swoje auta w dalekie podróże, śpią w pięknych miejscach i nie przejmują się hotelami i infrastrukturą. Świetne wyprawy można robić nawet w Lamborghini Urus. Nie potrzeba więc przestrzeni. Ale trudno mi wyobrazić sobie mniej sensownego kampera niż Ari 458 Pro.
Ari 458 Pro to kamper - minimalista, na prąd
Za jego produkcję odpowiada niemiecka spółka Ari Motors, która zaczęła od budowy aut "ostatniej mili". Dostawcze, niewielkie modele, które czysto i cicho dowożą towary w ciasnych metropoliach. Ale zamarzyli sobie też zbudowanie kampera. Rozumiemy, tego typu turystyka u naszych zachodnich sąsiadów cieszy się bardzo dużym powodzeniem.
Rozumiem też ideę małych kamperów. Widziałem niesamowicie praktyczne auta, zbudowane w Japonii na bazie minivanów klasy kei. Są świetne do spokojnego podróżowania po Japonii. Do tego mieszczą się wszędzie, nie zajmują dużo miejsca, czy na campingu, czy w niedużych miasteczkach, albo na wąskich drogach południowej Europy.

Dlatego Ari 458 Pro ze swoimi 3,5 metra długości i 2,8 m2 powierzchni "mieszkalnej" bardzo mnie nie zaskakuje. Wygląda dość komicznie, ale na pewno jest klient na tego typu samochód.
Ale ten samochód jest elektryczny. I bazuje na lekkim pojeździe dostawczym. Ma 20,4 KM (a więc dwa i pół raza mniej niż kei vany) i rozpędza się maksymalnie do 70 km/h. Słowo "wolność" nabiera więc tu dodatkowego znaczenia. Zresztą, kamperem nie jeździ się szybko. Tylko "gdzie oczy poniosą".
W tym przypadku jest to ładowarka. Elektryczny napęd pozwala na przejechanie (w zależności od wariantu) od 120 do 230 km. Zakładam, że maksymalny wymiar akumulatora pogarsza nieco osiągi. 120 km to bardzo mało, a auto raczej nie korzysta z architektury pozwalającej na szybkie doładowanie.

Innymi słowy, na dalekie wyprawy się nie nadaje. Można jeździć nim po 50 - 70 km dziennie, zakładając, że kempingowe podpięcie do prądu pozwoli również na uzupełnienie akumulatorów w ciągu nocy.
Jeśli to auto miałoby więcej sensu, to powinno jechać na lawecie np. na południe Europy i tam być przez kogoś wynajmowane. Kto przyleciał samolotem. Wtedy może ktoś się na to skusi.


