Pojechałem do Leszna, poczułem się jak w Szuflandii. Wszystko było jakieś MINI

W miniony weekend Leszno stało się miastem, w którym rozmiar "maxi" stał się niemodny. Miasto przejęło stado MINI - dosłownie, gdyż na lotnisku odbył się zlot International MINI Meeting. I uwierzcie mi, sam odkryłem jak niesamowita jest społeczność użytkowników tych samochodów.

Lata temu, przez dość krótki okres, posiadałem MINI Clubmana - tego pierwszego "nowego". Egzemplarz, który użytkowałem, nie należał do najbardziej udanych. Miał swoje fochy, głównie związane z silnikiem 1.6 HDI i automatem. Niemniej każda przejażdżka była czystą radochą. Uwielbiałem podziwiać ten samochód (a uwierzcie mi, wyglądał bosko, bo był brązowy, wyposażony pod korek i miał piękne skórzane wnętrze). W ręce nowego właściciela poszedł z lekkim żalem, ale trzeba było zainwestować w inną maszynę. W miniony weekend zatęskniłem jednak za nim. Wszystko za sprawą zlotu International MINI Meeting, który odbył się w Lesznie.

W ubiegłym roku miałem wziąć udział w brytyjskiej edycji tej imprezy - właśnie tam mieli zjechać się fani i fanatycy tej marki. Problemy logistyczne sprawiły jednak, że wydarzenie odwołano na ostatnią chwilę. W ramach rekompensaty odwiedziliśmy dom rodziny Cooperów, co uważam było nawet ciekawszą przygodą.

International MINI Meeting 2026 Leszno

Tym razem jednak wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik. Do Leszna zjechały setki najróżniejszych MINI, od tych najstarszych, po najnowsze. Jedni przywieźli je z daleka na przyczepach ciągniętych za kamperami, inni dzielnie pokonali tysiące kilometrów. Wszystkich łączyło jedno - chęć dzielenia się pasją z innymi.

International MINI Meeting uświadomiło mi, że społeczność fanów tej marki jest gigantyczna

W Polsce Miniaki nie są popularnymi klasykami. Nie brakuje ich, ale raczej nie należą do najpopularniejszego wyboru. Nieco inaczej sytuacja wygląda w Niemczech, Holandii, czy oczywiście w Wielkiej Brytanii.

Tam, ze względu na ogromny udział MINI w sprzedaży, rzesze klubowiczów są ogromne. A Ci mają najróżniejsze wynalazki w swoich rękach. W Lesznie pojawiły się cudowne auta z pierwszych serii, utrzymane w oryginalnym stanie. Obok nich zaparkowały zaś "dzieci Frankensteina", z silnikami Hondy z turbodoładowaniem, lub z szalonymi modyfikacjami dopasowanymi do jazdy na torze.

Nie zabrakło też Clubmanów, pickupów i różnych wynalazków budowanych na MINI - od Moke'ów, aż po kit-cary. Sam byłem w szoku, że architektura oryginalnego wcielenia tego samochodu była tak chętnie wykorzystywana przez wiele małych firm z Wielkiej Brytanii.

MINI (tak centralnie, jako marka), przywiozło zaś dwa "Dakarowe" samochody, a także perełki z muzeum

I nie chodzi tutaj o stare auta, a o te nowe. W Lesznie pojawiło się pierwsze MINI GP, którego wyprodukowano tylko 2000 sztuk. Jest odchudzone, nie ma tylnych siedzeń i stworzono je z myślą o dobrej zabawie na torze. Obok pojawił się zaś jeden z pierwszych egzemplarzy pierwszej generacji po liftingu, zachowany w stanie fabrycznym.

Miło było też zobaczyć te nowsze auta - od świetnego Pacemana, przez mojego ukochanego Clubmana, aż po takie wynalazki jak MINI Coupe i Roadster generacji R56.

Oczywiście nie zabrakło też aut pochodnych, takich jak wszelkie Innocenti, MINI GT (z nowym przodem), a nawet Riley'ów Elfów (ten "uroczy" sedan, który jest spranym Rolls-Roycem.

International MINI Meeting 2026 Leszno

Atmosfera dopisywała, auta prezentowały się świetnie, a wszyscy ewidentnie bawili się z uśmiechem na twarzy. Na wydarzeniu pojawił się też sam legendarny Rauno Aaltonen, aczkolwiek o spotkaniu z nim opowiem Wam w innym materialem. Zaznaczę tylko, że jeśli dożyję jego wieku (a pan Aaltonen ma 88 lat), to chciałbym mieć tak sprawny umysł.

International MINI Meeting 2026 Leszno