Felietony

A kysz, podpalaczu!

Nie jest dobrze, moi drodzy. Kilka dni temu spłonęło parę kolejnych samochodów. Dlaczego? Tego się pewnie nie dowiemy. Właściwe pytanie brzmi jednak inaczej – jakie zło siedzi w umyśle osoby, która postanawia podpalić kilka samochodów? A kysz, podpalacze!

Parę dni temu spłonęło kilka kolejnych samochodów w Gdańsku i jego okolicach. Nie była to pierwsza seria podpaleń w ostatnim czasie. Parę aut poszło z dymem również jakiś miesiąc temu. I to w samym Gdańsku. Nie wiem, jak sprawa wygląda w innych miastach, ale zakładam, że co jakiś czas również dochodzi tam do takich zajść. To dosyć niepokojące, bo jak tak dalej pójdzie, to strach będzie spokojnie zasnąć, w trosce o auto pozostawione na parkingu. I nie będzie to strach przed złodziejami czy wandalizmem… Nie. To będzie uzasadniona obawa przed wielkim złem, aktem prawdziwego terroru. A co temu winne są samochody? Co one komu zrobiły?

Zacznijmy jednak od czego innego. W myśl wszelkich ruchów wolnościowych na świecie, które od dziesiątek lat formują obecny kształt naszej cywilizacji, każdy człowiek jest wolny i posiada przy tym szereg niezbywalnych praw. Jednym z nich jest oczywiście prawo do posiadania własności, które w sposób kontrolowany daje nam możliwość posiadania tego czy tamtego. Kontrola jest oczywiście ważna, bo nie wiem jak Wy, ale ja nieszczególnie byłbym zadowolony z faktu, że dzieciaki na podwórku dysponują trotylem. Ale zostawmy to, idźmy dalej.

Skoro jesteśmy wolni i mamy prawo posiadać samochód, to dlaczego komuś to przeszkadza? Rozumiem, że na parkingach jest ciasno, a naszym czterem kółkom należy się najlepsze miejsce pod domem, ale… bez przesady. Żeby od razu pozbywać się innych aut w tak radykalny sposób? Brzmi to wystarczająco głupio, więc załóżmy że powodem podpaleń jest co innego. Może chodzi o osobiste lub biznesowe porachunki? W niektórych przypadkach pewnie jest to prawda, a przynajmniej brzmi to wiarygodniej od sąsiada, który nie ma gdzie zaparkować. To jednak dalej trochę głupie, bo co zawinił samochód? Istnieje przecież tysiąc innych sposobów na wyrównanie rachunków lub zemstę, więc dlaczego ludzie mieliby uciekać się do tchórzostwa i absolutnego braku polotu? No właśnie. Tak więc i to nie będzie główną przyczyną terroryzmu samochodowego.

Dobrze więc, skoro to nie sąsiad i nie mafia, to kto? Kim są ludzie, którzy wychodzą z domów pod osłoną nocy tylko po to, by spalić kilka aut? Może to jakaś proekologiczna sekta, która postawiła sobie za cel oczyszczenie świata z kołowych trucicieli naszej planety? Historia zna podobne przypadki. Ot, choćby ruch niszczycieli maszyn, który walczył z rewolucją przemysłową. Brzmi to śmiesznie? Owszem, ale nie można tego wykluczyć.

A może to jakiś poważniejszy spisek? Może to zmowa samych producentów, którzy pozbywają się w ten sposób starszych pojazdów z rynku i generują popyt na nowe? Pewnie nie, bo wówczas skala problemu byłaby znacznie większa. Niemniej brzmi to jak scenariusz na dobry thriller.

Jeśli jednak wykluczymy wszystkie z powyższych opcji, to pozostanie wówczas tylko jedna możliwość. To po prostu chorzy ludzie. Nie wiem, czy cierpią na jakieś zaburzenia psychiczne czy zjada ich zwykła zazdrość. Może to zwyczajnie naćpane dzieciaki, których komputery nie są w stanie udźwignąć najnowszych gier. A może to po prostu czyste zło, które wstąpiło w ludzkie ciało. Są to swego rodzaju pytania bez odpowiedzi. Nie wiadomo też, jak z tym walczyć.

Dlaczego warto o tym mówić? Możliwe, że narastający niepokój społeczny (a nie wiem jak Wy, ale ja się trochę martwię) wprowadzi pewien strach w umyśle podpalaczy. Możliwe też, że wszyscy ci motoryzacyjni terroryści przemyślą swoje zachowanie. I nawet jeśli to dosyć naiwne myślenie, to trzeba mieć nadzieję, że i tym razem zwycięży dobro. Niech żyje motoryzacja! Viva la Motorisation!

Szerokości! Trzymajcie się ciepło!
A ty, podpalaczu… idź precz!

Dyskusja

komentarzy