System ADDW ma obowiązkowo monitorować kierowcę. Może lepiej niech zacznie działać prawidłowo
System ADDW, czyli Advanced Driver Distraction Warning, stanie się obowiązkowy w samochodach homologowanych od 7 lipca 2024, a od 2026 będzie obowiązkowy w każdym nowym samochodzie. Niestety, to po prostu kolejny drogi brzęczyk, który cały czas nie działa w prawidłowy sposób - i pewnie prędko się to nie zmieni.
Już od kilku lat nowe samochody posiadają kamery, które rejestrują twarz kierowcy. Nie chodzi tutaj jednak o strzelanie sobie pięknych "selfiaków" na Instagram, a o bezpieczeństwo - przynajmniej w teorii. System ADDW ma monitorować uwagę osoby siedzącej za kierownicą. Cel jest prosty: karcenie za brak uwagi, spoglądanie w smartfona, lub na inną rzecz poza drogą. Problem w tym, że to rozwiązanie zupełnie nie działa.
System ADDW to kolejny brzęczyk, który nie przyniesie niczego dobrego. Ba, to rozwiązanie po prostu nie działa
Coraz większa liczba nowych samochodów posiada już to rozwiązanie. Zwykle mała kamera jest ulokowana na kolumnie kierownicy, lub w zestawie zegarów. Za pomocą podczerwieni, lub w inny sposób, obserwuje twarz kierowcy, a zwłaszcza jego oczy.
Algorytm analizuje to, gdzie patrzymy. Jeśli oderwiecie wzrok od drogi i zaczniecie spoglądać na smartfona, w multimedia (zbyt długo), lub po prostu się zagapicie, to stosowny brzęczyk i komunikat przywołają Was do porządku.
Zgodnie z przyjętymi kryteriami, system powinien zareagować po 6 sekundach przy jeździe z prędkością 20-50 km/h i po 3,5 sekundy powyżej 50 km/h.
Tak "oficjalnie" wygląda system ADDW, czyli Advanced Driver Distraction Warning. Problem w tym, że w rzeczywistości jest to najbardziej niedopracowane, irytujące i męczące rozwiązanie, które absolutnie nie zna zasad prowadzenia samochodu.
Przede wszystkim zauważyłem, że większość kamer nie pozwala Ci patrzeć na drogę. Mowa tutaj przede wszystkim o zakrętach. W końcu zasada jest prosta: masz podążać za odległym punktem, aby przygotować się na wszystkie okoliczności, w tym na zakręty. Tym samym czasami trzeba nieco skręcić głowę, w lewo, lub w prawo. Na serpentynach patrzy się nawet przez boczną szybę, aby podążać właściwym torem jazdy.
Tymczasem ADDW w większości przypadków uważa, że idealny kierowca patrzy się idealnie przed siebie, niezależnie od sytuacji. Możesz mieć kierownicę skręconą maksymalnie w lewo lub w prawo - jego to nie interesuje. A każde, nawet krótkie oderwanie wzroku, owocuje natychmiastowym komunikatem i dźwiękiem ostrzegawczym.
W tej kategorii póki co królują Hyundai i KIA
Tam agresywność tego rozwiązania jest na tyle duża, że fizycznie nie da się komfortowo i bezpiecznie jeździć z włączonym ADDW. Tym sam ja, podobnie jak pewnie wiele osób, wyłączam go przy każdym uruchomieniu pojazdu (na co trzeba poświęcić czasami nawet kilkadziesiąt sekund, podróżując po meandrach kolejnych zakładek menu).
I to jest duży problem, gdyż to rozwiązanie stanie się po prostu kolejnym obowiązkowym "pikaczem", który ludzie będą chcieli wyłączyć. A jeśli stanie się on niewyłączalny, to rozpoczniemy zabawę w "wykodowywanie" takich układów, aby nie irytowały w codziennej eksploatacji.
Przy czym z pewnością Advanced Driver Distraction Warning wpłynie na ceny samochodów
W końcu to kolejna rzecz, którą trzeba dorzucić do i tak coraz dłuższej listy wymaganego wyposażenia. Nie jest to więc coś, co ucieszy osoby poszukujące tanich pojazdów. Te po prostu znikają z rynku.
Od 7 lipca 2024 ADDW będzie obowiązkowe w nowo homologowanych autach osobowych, dostawczych i ciężarowych. Od 7 lipca 2026 będzie już obowiązkowym wyposażeniem każdego nowego sprzedawanego pojazdu, niezależnie od daty homologacji.


