eAuto

Volkswagen e-Golf | fot. Maciej Kuchno

Volkswagen e-Golf | TEST

Bramka numer cztery

Golfa aktualnie można wybrać w niemal dowolnej konfiguracji – dostępne są tutaj zarówno silniki benzynowe jak i wysokoprężne, hybryda typu plug-in oraz “czysty” elektryk. Ten ostatni został nie tak dawno wyraźnie zmodernizowany i zyskał znacznie większy zasięg.

Golfa aktualnie można wybrać w niemal dowolnej konfiguracji – dostępne są tutaj zarówno silniki benzynowe jak i wysokoprężne, hybryda typu plug-in oraz “czysty” elektryk. Ten ostatni został nie tak dawno wyraźnie zmodernizowany i zyskał znacznie większy zasięg.

Oznacza to, że Volkswagen może spokojnie stanąć do walki z takimi autami jak chociażby Nissan Leaf czy Renault Zoe (tak, wiem – Zoe jest znacznie mniejsze, ale to jedno z niewielu dość “cywilnych” i rozsądnych cenowo aut elektrycznych). Brak jakiegokolwiek charakteru dla niektórych osób może być akurat zaletą – na pierwszy rzut oka nie zauważycie zapewne różnicy pomiędzy wersją elektrycznej i standardową.

Bez zmian

Pozwólcie więc, że przedstawię Wam różnice. Z przodu jest to niebieski pasek pociągnięty przez światła (to jednak nie jest tak oczywiste, Golf GTE też takowy posiada), “zaślepiony” grill, ciekawie wyglądające ledowe światła do jazdy dziennej, charakterystyczne pełne alufelgi zmniejszające opory powietrza oraz logo e-Golf pojawiające się w kilku miejscach na aucie. To by było na tyle.


I co jak co, ale to w e-Golfie jest najfajniejsze. Jest zwykły. Przeciętny. Nie ma tutaj miejsca na kosmiczny design. To po prostu kolejna wersja silnikowa tego popularnego kompakta. Ja osobiście lubię, gdy auto elektryczne jakoś się wyróżnia na tle całej gamy modelowej, ale to miejsce zarezerwowane jest dla nadchodzącego modelu I.D.

W środku również jest “po staremu”. e-Golfa rozpoznacie po opcji B na lewarku skrzyni biegów oraz wskaźniku mocy w zestawie zegarów. Kokpit jest prosty, czytelny, ergonomiczny i oczywiście – w wersji po liftingu – zepsuty irytującym w obsłudze systemem Discovery (topowym), który wielokrotnie krytykowałem.

Wciąż praktyczny

Wyjątkowo zaczniemy od środka, bowiem przestrzeń to jeden z atutów tego modelu. Pomimo zastosowania standardowej platformy MQB wnętrze e-Golfa pozostało równie przestronne co w standardowych odmianach. A to nie jest takie oczywiste – zważywszy na fakt, że gdzieś trzeba było upchnąć baterie. Ograniczono nieco pojemność bagażnika (341 zamiast 380 litrów), ale wciąż posiada on ustawny kształt oraz dodatkową przestrzeń pod podłogą, gdzie można przechować – przykładowo – kabel do ładowania. Kanapa oczywiście się składa, co pozwala na przewożenie większych przedmiotów.

Aby podróżowanie Golfem było wygodne trzeba jednak nieco dopłacić. Przede wszystkim warte każdego grosza są fotele ErgoActive, których w testowym egzemplarzu zabrakło. Efekt? Ból pleców i seria niecenzuralnych słów po dłuższym czasie spędzonym za kierownica. Pasażerowie z tyłu nie będą już tak narzekali – na nogi wygospodarowano wystarczająco dużo miejsca, zaś sama ławka jest przyjazna i “nie męczy” podczas podróży.

Idealna cisza

Wsiadamy za kierownicę, wciskamy przycisk startera i… nic. Nic się nie dzieje – na zegarach pojawia się jedynie napis informujący kierowcę o fakcie “uruchomienia” silnika. Wówczas wystarczy przerzucić skrzynię w tryb D i cieszyć się jazdą w ciszy idealnej, zaburzonej dopiero przy wyższych prędkościach autostradowych. Bardzo przyjemną jazdą, swoją drogą – 136 koni mechanicznych (nieco więcej niż w starszej wersji) i 290 Nm momentu obrotowego (dostępnego od “zera”) sprawiają, iż e-Golf jest naprawdę szybki. Do setki rozpędza się w 9,6 sekundy, zaś do 50 – w 3 sekundy. Wszystko to sprawia, że samochód ten okazuje się być idealnym rozwiązaniem do miasta. Osiągi w zupełności wystarczają, zaś brak biegów pozwala na wykorzystanie mocy bez jakichkolwiek strat. Prowadzenie? Niemal identyczne jak w standardowym Golfie. Czuć tutaj nieco większą masę, zaś mocniejsze wciśnięcie pedału gazu przy skręconych kołach kończy się interwencją ESP – podsterowność lubi tutaj czasami zaskoczyć. W zakrętach e-Golf pozostaje jednak bardzo stabilny i ciężko jest go wyprowadzić z równowagi.

Elektrycznym Golfem można też wyskoczyć za miasto – wszak zasięg na poziomie 310 kilometrów zachęca do dłuższych podróży. W praktyce na jednym ładowaniu można przejechać od 200 do 300 kilometrów. Wszystko zależy od stylu jazdy kierowcy oraz… warunków atmosferycznych. Przykładowo deszcz bardzo wpływa na zasięg. W gęstej ulewie kilometry “znikają” z licznika w zastraszającym tempie. Z kolei na suchym, przy wykorzystaniu trybu Eco lub Eco+ można zabawić się w pokonywanie rekordowych dystansów.

Dorzucenie pojemniejszej baterii było strzałem w dziesiątkę – sprawiło, że e-Golf stał się pełnowartościowym autem, które pozwala na pokonywanie dłuższych dystansów. A jak wygląda kwestia ładowania? Otóż tutaj wszystko zależy od gniazdka i mocy. Przy standardowym ładowaniu z typowego domowego gniazdka trzeba przygotować się na 8-10 godzin postoju. Typowe ładowarki 22 kW skracają ten czas do 2-4 godzin (w zależności od stopnia naładowania). Najlepszym rozwiązaniem są ładowarki z gniazdem CCS, pozwalającym na szybkie ładowanie. Wówczas około 90% baterii naładujemy w 30 minut, zaś 100% – w niecałą godzinę. Niestety – takich ładowarek wciąż jest jak na lekarstwo, co nie zachęca do przesiadki na “elektryka”. Zachęca za to sam Volkswagen, obniżając ceny auta oraz oferując atrakcyjne pakiety, w tym obsługę serwisową przez 4 lata (do 80 000 km) w cenie samochodu. Sam przegląd też jest bardzo tani – odpada przecież koszt oleju, a samej “mechanicznej” roboty przy tym aucie zbyt wiele nie ma.

No dobra, to teraz czas policzyć sobie “ile to kosztuje”. Średnie zużycie energii podczas testu wahało się w granicach 11-15 kWh, co oznacza, że przejechanie 100 kilometrów kosztuje od około 5 do 8 złotych (licząc stawkę innogy, czyli 0,53 zł za 1 kWh). Z takimi wynikami można żyć – zwłaszcza, gdy mamy możliwość regularnego ładowania auta “na mieście”, unikając dodatkowych kosztów.

Ceny e-Golfa startują z poziomu 162 890 zł. W standardowym wyposażeniu dostaniemy wszystko, co przydaje się w codziennej eksploatacji – szereg systemów bezpieczeństwa, topowy system inforozrywki, klimatyzację automatyczną oraz wiele innych dodatków. Na liście opcji znajdziemy z kolei kilka ciekawych pakietów (kamera czytająca znaki, podgrzewane fotele), LED-owe oświetlenie (światła mijania z funkcją doświetlania zakrętów) czy też system audio sygnowany przez Dynaudio.

Czy to drogo? Moim zdaniem nie – zwłaszcza, że za podobne pieniądze dostaniemy Toyotę Prius Plug-In, która może i pozwala na “normalną” jazdę przy rozładowanej baterii, ale oferuje mniejszy kufer oraz ogólnie jest “ciaśniejsza”. e-Golf, jako pełnoprawny elektryk, sprytnie łączy wszystkie zalety takich aut przy jednoczesnym zachowaniu praktyczności typowego auta kompaktowego.

Zalety:
  • prosta stylistyka
  • bogate wyposażenie
  • zadowalający zasięg

Wady:
  • tendencja do podsterowności na mokrym
  • bateria jest szybko “drenowana” podczas deszczu lub przy kiepskich warunkach pogodowych

Podsumowanie

Tak, jestem wielkim fanem aut elektrycznych. Co prawda nic nie zastąpi dobrego V8, ale w codziennej eksploatacji (miasto, korki) “elektryk” to świetne rozwiązanie. e-Golf daje radę i zwiastuje naprawdę ciekawą “e-przyszłość” w Volkswagenie. Możemy się spodziewać, że model I.D będzie prawdziwą rewolucją w segmencie ekologicznych aut.

Podobne artykuły



  • Andre

    200 KM zimą w mrozie w mieście??? Dobry żart 😀 100 km to max.
    2`ga sprawa – kupuję takiego Golfa. CO VW robi potem z takim bateriami?? Czy to już nie ich problem??

  • tachys

    Nie wiem co VW zrobi z bateriami bo zbyt krótko są na rynku. Ale z takich baterii robi się magazyny energii przy domach z solarami.