Toyota Land Cruiser 300 dostanie mocniejszą hybrydę. Ale musicie jeździć do góry nogami

Co prawda w Australii wszystko może Was próbować zabić, ale za to mają fajne samochody. Takie jak Toyota Land Cruiser 300 z nową hybrydą.

"Duży" Land Cruiser jest autem, którego od kilku lat bardzo żałujemy. Przegrało z normami i sensem ekonomicznym i wypadało z europejskiej oferty Toyoty. I mimo tego, że straciło napęd V8, wciąż ma ciekawą ofertę silnikową, z dużym dieslem, podwójnie doładowanym V6 oraz hybrydą w ofercie. Toyota Land Cruiser 300 na rynek australijski właśnie przeszła kurację wzmacniającą, jeśli chodzi o ten ostatni silnik.

Toyota Land Cruiser 300 osiąga teraz 464 KM

To najmocniejszy seryjny Land Cruiser w historii. Oczywiście, nie ma tu wielkiej zmiany, bo terenówka Toyoty otrzymała silnik, który znany jest już w Lexusie LX700h. Ale, umówmy się, te samochody nie konkurują ze sobą. Land Cruiser to luksusowa, ale jednak terenówka do ciężkiej roboty.

A w takiej przyda się V6-ka o pojemności 3,4 litra spięta z solidnym napędem elektrycznym. Łącznie daje to właśnie 464 KM oraz 790 Nm momentu obrotowego. Można pociągnąć solidną przyczepę i wciągnąć się gdzieś w ciężkim terenie.

Toyota Land Cruiser 300

Auto dla Australijczyków dostępne będzie w dwóch odmianach, GR Sport oraz Sahara ZX. Modyfikacje przy okazji zmiany napędu obejmą nowy układ wspomagania, gniazdo elektryczne o mocy 1500W oraz parę dodatków na drogę i w teren. W wersji Sahara ZX pojawi się układ różnicowy o ograniczonym uślizgu typu Torsen, a GR Sport będzie miał blokady mostów z przodu i z tyłu oraz zawieszenie E-KDSS, poprawiające stabilność, ale także zwiększające wykrzyż kół.

Póki co zwiększone parametry Land Cruisera trafią tylko na ten najbardziej odosobniony z kontynentów. Możemy się jednak spodziewać, że Toyota Land Cruiser 300 z najnowszą hybrydą trafi gdzieś, skąd będzie można importować tę terenówkę. Póki co zostaje nam "wozić się" ściągniętym z USA Lexusem w tym wydaniu. A szkoda.

Może, skoro już samochód ma zelektryfikowany napęd, Toyota byłaby w stanie jednak, choćby w ograniczonym zakresie, wprowadzić "trzysetkę" do Europy. Jestem pewien, że chętni by się znaleźli, nawet za duże pieniądze. I z długim okresem oczekiwania, bo przecież popyt na ten model wciąż przekracza możliwości produkcyjne.