Audi chce uratować pięć cylindrów. Najważniejsza jest ekonomia dzielenia. A tu pojawia się problem
Pięciocylindrowe silniki były domeną Audi, a obecnie taka jednostka jest symbolem modelu RS3. Problem w tym, że dopasowanie jest do normy Euro 7 kosztuje krocie. Niemcy nie chcą się jednak poddać, aczkolwiek mają tutaj problem do pokonania.
Wszyscy wiemy, że Audi stało się potęgą tak na dobrą sprawę dzięki Ferdynandowi Piëchowi, który postawił sobie za cel rywalizację z Mercedesem i BMW. Od lat siedemdziesiątych ta marka rozwijała skrzydła, a w latach osiemdziesiątych postawiła na techniczne innowacje, które stały się jej symbolem. Wśród nich był napęd quattro oraz pięciocylindrowy silnik, który zaskakiwał swoimi możliwościami.
Choć Audi miało długą przerwę w stosowaniu takiego silnika, to model RS3 przywrócił go do życia. Problem w tym, że jest to jednostka paliwożerna i bardzo "brudna", co staje się wyzwaniem w obliczu normy Euro 7. Co więcej, stosowanie jej w jednym modelu jest, delikatnie mówiąc, mało opłacalne.
Audi nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa w sprawie jednostki 2.5 TFSI. Pięć cylindrów pozostanie w grze?
Rolf Michl, szef Audi Sport, potwierdził, że producent wciąż analizuje możliwości utrzymania tego silnika w ofercie. Problemem nie są możliwości techniczne. Audi jest w stanie dostosować 2.5 TFSI do wymagań normy Euro 7. Trudniej uzasadnić taką inwestycję od strony finansowej - i to jest największym wyzwaniem.

Po wycofaniu TT RS i RS Q3 pięciocylindrowy silnik pozostał wyłącznie w gamie Audi RS3. Przy stosunkowo niewielkiej sprzedaży tego modelu koszty dalszego rozwoju jednostki stają się trudne do zaakceptowania.
Obecny plan zakłada zakończenie europejskiej produkcji samochodów z tym silnikiem do połowy 2027 roku. Nie będzie to jednak całkowity koniec pięciu garów. Audi zamierza nadal oferować tę jednostkę na wybranych rynkach poza Europą, gdzie normy emisji spalin pozostają mniej restrykcyjne.
Pięć cylindrów może uratować większa skala produkcji. Ale gdzie wepchnąć taki silnik?
Jednym z rozważanych scenariuszy jest elektryfikacja pięciocylindrowej jednostki. Takie rozwiązanie oznacza jednak kolejne wydatki i dodatkową masę. Znacznie bardziej interesująca wydaje się więc możliwość wykorzystania 2.5 TFSI w większej liczbie samochodów koncernu. Większy wolumen pozwoliłby rozłożyć koszty dalszego rozwoju silnika na kilka modeli.
W tym miejscu ponownie pojawia się Volkswagen Golf R. Już kilka lat temu Volkswagen miał zabiegać o możliwość wykorzystania jednostki Audi w swoim najmocniejszym Golfie. Wówczas marka z Ingolstadt miała zablokować ten pomysł. Jedynym samochodem, który nie ma znaczka Audi i ma 5 cylindrów pod maską, jest Cupra Formentor VZ5.
Teraz temat Golfa R z pięcioma cylindrami znowu jest na stole. Według nieoficjalnych informacji taki samochód mógłby pojawić się w 2027 roku, gdy marka R będzie obchodziła 25-lecie. Na razie nie ma potwierdzenia tych planów.
Z perspektywy Audi taki ruch miałby jednak znacznie więcej sensu niż kilka lat temu. Każdy dodatkowy model wykorzystujący 2.5 TFSI zwiększa szanse na uzasadnienie kosztów potrzebnych do utrzymania tego silnika przy życiu.
Rolf Michl podkreśla, że decyzji wciąż nie ma. Zaznacza też jednak znaczenie pięciocylindrowej konstrukcji dla historii Audi i jej charakterystyczny charakter. Sam zna ją doskonale, gdyż pracował przy wszystkich trzech generacjach RS3. Po zeszłorocznych zapowiedziach rychłego końca silnika 2.5 TFSI jest to wyraźna zmiana tonu ze strony Audi Sport.

No dobrze, a gdzie można byłoby zainstalować taki silnik?
Otóż samochodów, które z nim zagrają, nie ma zbyt wiele. Na dobrą sprawę w grę wchodzi Cupra Formentor i Leon oraz Volkswagen Golf R. Porsche można skreślić, gdyż żaden model nie sprawdzi się w takim zestawieniu. Teoretycznie jest możliwość ulokowania takiej jednostki centralnie (stosował ją między innymi KTM), aczkolwiek nic nie wskazuje na tak ambitną inwestycję.


