Była Ultima, jest Peregryn. Nazwa mniej chwytliwa, ale napęd będzie zacny

Ultima przenosi się do Stanów zjednoczonych. Lekkie i szalone auta sportowe teraz powstawać będę pod skrzydłami Peregryn Automotive.

Peregryn Automotive pozyskało prawa do brytyjskiej marki Ultima. W całości. To prawa własności intelektualnej, designu, ale także całe oprzyrządowanie z fabryki angielskich kit-carów. Przenosi to do USA, a model GT-S i GT-R teraz będą miały na celu napsuć krwi kierowcom Corvette ZR1. I nie mam na myśli tych z wędkarskimi krzesełkami, w białych butach NB, na zlotach Cars & Coffee. To już "korweciarski" mem, a auta "nowej Ultimy" będą prawdzimi torowymi zawodnikami.

Peregryn GT-S i GT-R skorzystają z jednostek General Motors

Marka nie pozwala na rozpieszczanie kierowców zbędnymi gadżetami. Tak jak Ultima, samochód pozostanie surowym autem, które ma być diabelnie szybkie. Będzie nisko, lekko i z dużą mocą. W wersji GT-S, auto pozwoli na jazdę po drogach. Odmiana GT-R będzie miała możliwość pokazania swoich atutów wyłącznie na torze wyścigowym. Jest odpowiednikiem widocznej na zdjęciach Ultimy RS.

Peregryn

W obu przypadkach samochód będzie korzystał z technologii General Motors. Za plecami kierowcy znajdzie się miejsce dla jednostek V8, które w tej odmianie będą osiągać około 700 KM. Całkiem sporo, biorąc pod uwagę, ze auto będzie ważyć "na sucho" około 1 tony. Peregryn Automotive deklaruje, że przyspieszenie do 60 mil na godzinę (96 km/h) będzie wynosić 2,2 sekundy. Prędkość maksymalna również będzie oscylować wokół tych znanych ze współczesnych supersamochodów.

Kluczem będzie więc stosunek mocy do masy. Choć amerykańska (już teraz) marka odwołuje się do Corvette, to firma od razu deklaruje, że nie będzie to bezpośredni konkurent dla ZR1... no chyba, że na torze. Bo chodzi o osiągi, tylko w lżejszej i bardziej nieokiełznanej formie.

Ale za podobne pieniądze. Peregryn GT-S ma startować od 195 000 USD, czyli o 2 tysiące mniej niż bazowa ZR1. Pierwsze auta mają dotrzeć do klientów już w przyszłym roku. Co nie dziwi, bo to w końcu pochodna od kit-cara. Tyle, że Amerykanie muszą włożyć kupę pracy w dostrojenie na nowo zawieszenia, aby było zdolne okiełznać parametry, które firma szykuje.